Odcinek 5 - ''Hello, Grace''
Godzina
12:31
Dom
Grace Dawson
Grace, Caitlin
i Jill siedziały na werandzie. Rozmawiały o tym co się wydarzyło.
Jill była bardzo poruszona. Najpierw akcja na łodzi, później
porwanie a teraz to.
-Rodziców nie
było wtedy w domu? - zapytała Grace
-Nie,
pojechali gdzieś, Jezu po prostu nie wierzę w to. Nawet nie
wiedziałam kiedy to się stało...- odpowiedziała smutno Jill.
- Spokojnie,
nie martw się. Wszystko się ułoży - powiedziała Grace, kładąc
rękę na ramieniu Jill.
- Łatwo ci
mówić...
-Słuchajcie,
ten kto nas gnębi musi mieć jakiś powód prawda? - powiedziała
Caitlin rozładowując sytuacje.
- Chce nas po
prostu pozabijać – stwierdziła Jill stanowczo.
- Chwilkę.
Caitlin wyjęła swój telefon i spojrzała na SMS-a od blokowanego
numeru. Tego SMS-a, którego dostali wszyscy.
-Co robisz? -
spytała Grace.
- Co wy na to
aby, napisać do niego?
- Do kogo?
- Do tego
kogoś kto wysyła nam te groźby. Wiem, że ma zablokowany numer,
ale mam opcję ''Wyślij wiadomość''.
Dziewczyny
spojrzały na siebie, jakby był to jakiś szpiegowski pomysł.
- Możemy
spróbować – zasugerowała Jill.
Caitlin
napisała do blokowanego numeru SMS-a z treścią – ''Kim jesteś?''
Po nie całej minucie zadzwonił sygnał SMS-a. Dziewczyny
wzdrygnęły się. Czekały na tego SMS-a jak małe dzieci na
prezenty na gwiazdkę. Caitlin przeczytała treść na głos.
- Napisał :
''A jak myślisz?''
- Napisz, że
nie wiesz i spytaj się dlaczego nam to robi – powiedziała Jill.
Caitlin
napisała. Nie minęło parę sekund, gdy przyszedł SMS z treścią:
''Należy wam się to.''
Dziewczyna
pokazała reszcie SMS-a. Grace złapała się za głowę, jakby
myślała nad jakimś trudnym zadaniem z matematyki. Jill złapała
się za ramiona, jakby było zimno.
Nagle
przyszedł trzeci SMS:
''Caitlin,
powiedz Jill, że teraz ładniej wygląda.''
Dziewczyna
otworzyła szeroko oczy. Wstała i zaczęła się rozglądać się na
prawo i lewo.
- Caitlin, co
jest? - spytała Grace.
Dziewczyna
pokazała im SMS-a. Jill nerwowo złapała się za włosy.
- Cholera.
Skąd on wie, że siedzimy razem? - powiedziała Grace.
- Lepiej,
wejdźmy do środka.
Dziewczyny
wstały z werandy i szybko weszły do domu. Nagle ich telefony
zadzwoniły. Przyszedł kolejny SMS. Tym razem do wszystkich. Było
tam napisane:
Godzina 16:55
Dom Caitlin Hampton
Do drzwi ktoś zapukał. Rodziców Caitlin nie
było w domu. Ojciec miał dzisiaj zebranie na uczelni. Matka
natomiast pojechała zrobić zakupy. Dziewczyna otworzyła drzwi.
Przed oczami zobaczyła swojego sąsiada. Starego pana Watsona. W
lewej ręce trzymał laskę do podpierania a w prawej małą paczkę
na której pisało dla Caitlin Hampton.
- Dzień dobry panie Watson. O co chodzi?
- Dzisiaj na parapecie u mnie zostawił ktoś tę
paczkę. Chyba do twojej mamy.
- Caitlin to ja. Moja mama to Jane.
-A racja. Racja. Przepraszam.
- Nic się nie stało.
Pan Watson odszedł bez słowa, tylko uśmiechając
się. Caitlin zdziwiona tym, że ktoś zostawił paczkę u Watsona,
natychmiast ją otworzyła. Nie było adresu nadawcy. W środku było
jeszcze mniejsze pudełko. Otworzyła je. Ujrzała złoty naszyjnik z
niebieską zawieszką w kształcie koniczyny. W pierwszej chwili nie
wiedziała o co chodzi. Nagle przypomniała sobie, że to jej
naszyjnik. Ten naszyjnik, który miała ze sobą tego dnia, kiedy
potrącili tego faceta, Johna Harrolda. Pamiętała, że
zgubiła go gdzieś na złomowisku.
- Boże... - powiedziała cicho.
Godzina 17:45
Przedmieścia Hellsing Meaks
Jill wracała z pracy od siostry.
Chciała jak najszybciej wrócić do domu i obejrzeć jakiś film
albo pomalować paznokcie na nowy kolor. Nadal była wstrząśnięta
tym co się stało. Nie mogła sobie wyobrazić do czego jest jeszcze
zdolny ten człowiek. Gdy była przy domu miejscowej lekarki,
zabrzmiał dźwięk SMS-a w jej telefonie. Jill była zdenerwowana.
Każdy SMS, każdy list był dla niej czymś nieoczekiwanym.
Był to SMS od Maxa : ''Hej. Wpadaj
do mnie Obejrzymy jakiś film :)''. Jill poczuła ulgę oraz
szczęście, że Max chce z nią obejrzeć film. Nie musi być sama w
domu. Dom Maxa był niedaleko, dlatego postanowiła iść dalej
pieszo. Przeszła przez sklep, klinikę dla chorych zwierząt, parę
jednorodzinnych domów, cukiernię i była już obok domu Maxa. Był
to dość spory jednorodzinny dom pomalowany na jasno-zielono.
Weszła
do altanki i zapukała do drzwi. Nic. Zapukała drugi raz . Również
nic. Chwyciła klamkę i przekręciła ją. Drzwi otworzyły się. W
środku wszędzie było ciemno. Wiedząc gdzie iść, ponieważ znała
mieszkanie Maxa, poszła w stronę kuchni.
- Halo? Max? Jesteś?
Weszła do kuchni i zapaliła
światło. Usłyszała jakieś stukanie, dobiegające z pokoju Maxa.
Miała tego dość. Pomyślała, że nie będzie wiecznie się bała.
Wzięła z szafki w kuchni duży nóż i szła cicho w stronę
pokoju. Przeszła przez korytarz i gdy była już przy nim weszła
tam i szybko zapaliła światło. Nikogo tam nie było. Nadal
słyszała stukanie.
Przeszła parę kroków do okna.
Zauważyła, że to tylko dzwonki przyczepione do okna na zewnątrz.
Mama Maxa zawsze była mocno religijna i wieszała jakieś badziewie.
Nagle Jill usłyszała jakby ktoś puknął w okno. Wystraszona
zaczęła iść w stronę drzwi. Otworzyła je. Zobaczyła kogoś na
czarno ubranego w kapturze. Zamachnęła się nożem na tę postać.
Był to Max, który przytrzymał jej rękę z nożem.
- Hej, hej, Spokojnie! Co ty tu
robisz, Jill?
- Co ja tu robię? Przecież
napisałeś mi SMS-a, że mam przyjść i będziemy oglądać film!
- O czym ty mówisz? Byłem właśnie
w sklepie i zostawiłem telefon w domu. Zaraz ci pokaże. - Max
poszedł w kierunku swojego pokoju. Jill szła za nim. Spojrzał na
biurko.
- O cholera. Gdzie on jest? -
powiedział zdziwiony Max.
-Ja ma wiedzieć – odpowiedziała
Jill
- To nie jest kurde śmieszne. Na
prawdę kładłem go tu.
- A co jeśli....
- Co? Niby co? - powiedział
zdenerwowany Max
Do Jill zadzwonił telefon. Była do Caitlin.
-Halo
-Hej słuchaj jest problem. Ktoś wysłał mi w
paczce naszyjnik, który zgubiłam tego dnia co …..no wiesz.
- Serio? Bo ten ktoś chyba także ukradł telefon
Maxa.
- Jak to ?
- Max zostawił go na biurku i nie zamknął drzwi
bo wyszedł na chwilę do sklepu...
-Jak to nie zamknął drzwi?
- Niech sobie daruje kazania – powiedział Max
słysząc to co mówi Caitlin.
- No po prostu nie zamknął. Ale to nie ważne.
Ktoś ma jego telefon i prawdopodobnie jest to ten sam facet (jeśli
to w ogóle facet), który nas prześladuje.
-Szlak by trafił! – powiedział Max, uderzając
pięścią w worek treningowy, który miał w pokoju.
Godzina 18:27
Ulice Hellsing Meaks
Kevin jechał swoim samochodem
za swoim tatą niepostrzeżenie, tak aby go nie zauważył.
Postanowił sprawdzić czy naprawdę jedzie on na spotkanie
biznesowe. Samochód zatrzymał się przy dużym budynku, gdzie
kiedyś znajdował się mały szpital. Kevin zaparkował na niedużym
parkingu, obok tego budynku. Nikt go nie zauważył a on mógł
obserwować swojego ojca. Richard stał cały czas z jakąś torbą
przy budynku, jakby na kogoś czekał. Kevin wiedział, że coś tu
nie gra. Nagle podszedł jakiś otyły facet do Richarda.
Ten
wyciągnął z torby jakąś niewielką paczkę i podał ją
facetowi, który bez słowa odszedł i dał tylko kasę Richardowi.
Kevin miał właśnie wyjść z auta, gdy jednak coś w głowie
mówiło mu, żeby nie wychodził. Był już praktycznie pewny, że
jego ojciec handluje narkotykami. Ale dlaczego? Poczekał, aż
Richard pojechał i ruszył za nim. Postanowił, że wróci później
i powie ojcu, że był u Maxa.
Godzina 19:30
Przedmieścia Hellsing Meaks.
Grace szła chodnikiem w stronę
domu. Wracała od Caitlin z którą razem oglądały jakiś film dla
przełamania emocji. Było już ciemno i ulice były opustoszałe
niczym w Halloween zeszłego roku, kiedy wszyscy wyjechali na imprezę
halloweenową, która odbywała się w miasteczku obok.
Niespodziewanie przyszedł do niej SMS z treścią : Hello, Grace.
Dziewczyna obróciła się. Wystraszona zauważyła, że daleko za
nią ktoś stoi i się patrzy. Nie widziała dokładnie kto. Postać
zaczęła iść powoli w jej stronę. Grace zaczęła biec do swojego
domu. Zobaczyła, że postać biegnie za nią. Wystraszona Grace gdy
była już w domu zamknęła drzwi na trzy zamki. Jej mamy nie było
w domu, iż pojechała na kawę do siostry. Grace poczuła się
bezpiecznie, lecz nie trwało to długo gdy ktoś zadzwonił do
drzwi. Grace westchnęła z nerwów. Gdy szła odwiesić kurtkę,
zobaczyła postać za szklanymi drzwiami od ogrodu.
- O mój Boże .
Zaczęła się modlić by drzwi były
zamknięte. Owszem były, lecz zakapturzona postać z hakiem, wzięła
marmurową doniczkę, która leżała za drzwiami i rzuciła ją w
drzwi od ogrodu. Szkło posypało się na kawałki. Grace zaczęła
uciekać przed siebie. Postać ruszyła za nią. Grace wbiegła na
górę do łazienki i zamknęła drzwi od niej. Oparła się o drzwi,
gdy nagle przez drewniane drzwi przebił się hak, kalecząc Grace
rękę.
- Ahhh, O nie. Cholera – westchnęła
Widziała, że ten ktoś zaraz
rozwali drzwi. Podeszła do okna. Krew z ręki kapała jej na wannę
i muszlę klozetową. Stanęła na parapet. Chciała skoczył, lecz
od ziemi dzieliło ją poddasze i 5 metrów. Drzwi od łazienki się
gwałtownie otworzyły. Postać weszła do łazienki. Grace nie miała
wyboru. Otworzyła szybko okno i miała skakać gdy postać chwyciła
ją za włosy.
- Ałaa, Puszczaj.
Postać ujęła hak do góry w celu
zadania ciosu w plecy Grace, lecz ona wyrwała się z rąk mordercy.
Poturlała się po poddaszu i spadła na ziemię. Poczuła ból we
wszystkich kościach. Zauważyła, że jej mama podjechała pod
garaż.
-Mamo! Pomocy! - krzyczała
Margo (mama Grace), przez warkot
silnika samochodu nie słyszała córki. Grace zaczęła czołgać
się w stronę matki.
- Jezus Maria! Co ci się stało? –
westchnęła Margo, widząc córkę na ziemi.
Grace nie wiedziała co odpowiedzieć,
ale nie miała wyboru.
- Ktoś mnie zaatakował. To pewnie
ten ktoś co zabił Kelly.
- Boże, dzwonię po policję i
karetkę.
Po 10 minutach policja z karetką
była na miejscu.
Co się stało? - zapytał szeryf
Hudson.
-Ktoś zaatakował moją córkę i
pewnie to ten ktoś kto zabił córkę Harperów. Sprawdźcie nasz
dom.
- Perkins, Drake. Sprawdźcie
mieszkanie. Ja spiszę zeznania. Niech zaprowadzi pani córkę do
karetki. Pielęgniarka w karetce opatrzyła ranę Grace.
- Niestety. Potrzeba trochę szwów.
Pielęgniarka szukała szwów. Grace
pomyślała sobie : Co to za specjaliści z tych lekarzy i
policjantów. Szeryf zostawił swoich pracowników, żeby spisać
niepotrzebne na tę chwilę zeznania, a pielęgniarka szuka szwów.
Może najlepiej od razu, się wykrwawię. Naglę przyszedł SMS do
Grace. Było w nim napisane:
''Następnym razem to twoja matka
będzie skakała z okna''
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję, że spodobał Wam się odcinek 5. Postanowiłem, że dialogi będą teraz tak wyglądały, jak w tym odcinku. Miałem juz napisać odcinek w piątek, ale jakoś tak wyszło, że dopiero teraz go skończyłem. Komentarze i obserwacje mile widziane :) //Fajny blog

Piszesz bardzo ciekawie. Pierwszy raz przeczytalam chyba caly tekst. Zaraz zabieram sie za czytanie opowiadania od poczatku bo naprawde bardzo mnie zaciekawilo to co tutaj napisales. Przypomina mi to serial Pretty Little Liars o dziewczynach, ktore rowniez otrzymywaly anonimowe sms-y po smierci ich przyjaciolki. :)
OdpowiedzUsuńMoja rada. Mozesz stopniowo ograniczyc powtarzanie imion bohaterek jak np momentu napasci na Grace w jej domu. :)
kasia-kate1.blogspot.com