piątek, 10 lutego 2017

Odcinek 9 - It's just a lie

Odcinek 9 - It's just a lie


Godzina 6:45
Dom Caitlin

Caitlin była zdruzgotana po wczorajszym zajściu, wiedziała, że musi iść zakopać biedne stworzenie. Prawie całą noc nie spała. Wstała o 5:15, gdy na zewnątrz było jeszcze ciemno, miała iść zrobić porządek z kotem, lecz coś jej nadal nie pozwalało wyjść. Była już 6:55, gdy wyszła, cały czas obracała się za siebie. W tym momencie miała obsesje...Czy nikt jej nie widzi? Mimo, że ten mały skrawek podwórka mieścił się za domem, obok przerośniętych krzaków i na zewnątrz było jeszcze wystarczająco ciemno, Caitlin i tak się bała. Weszła na skrawek ogrodu, gdzie wczoraj odbyła się ta masakra.

- Jezu...- powiedziała zatykając usta i nos ręką z powodu zniesmaczenia i smrodu.
Głowa biednego zwierzaka spadła z wbitego w ziemię patyka i leżała teraz na trawie razem z rojem much. Caitlin wzięła szpadel ze swojego garażu i zaczęła wykopywać dołek. Po pewnym czasie udało wykopać jej się dość spory dół. Zgarnęła szpadlem kota, a właściwie już jego resztki do dziury i zakopała je. Odniosła szpadel do garażu i wróciła do domu, po czym umyła 5 razy ręce. 

*** 

Godzina 10:00

Uczniowie Liceum w Hellsing Meaks zaczynali dzisiaj lekcje o 10:00, ponieważ starsze klasy pisały testy sprawdzające wiedzę. Tak się składało, że o 10:00 jest ulubiona lekcja każdego ucznia : Pora na śniadanie w szkolnej stołówce. Max, Grace i Kevin siedzieli przy stole. Jill poszła po sałatkę. 

- Chłopaki...dostaliście ostatnio jakieś smsy? - spytała Grace
- Nieee...może psychol sobie odpuścił...- powiedział Max
- Ja też nic nie dostałem, choć nie wydaje mi się, że sobie odpuścił..- dodał Kevin.
- Wiecie..że jutro idziemy na ten bal dobroczynny...- zaczęła Grace
- Serio? Musimy? - zapytał Kevin
- Tak. Jill chciała żebyśmy przyszli.
- A czego ona nie chce...-zaczął Max...- nie wiem..raczej nie przyjdę...znów zaczyna mnie boleć ręka...Kevin i ty możecie iśc...a Caitlin nawet dzisiaj nie przyszła więc nie wiem.
W tym momencie do stołówki weszła Caitlin. Podeszła do stolika do przyjaciół wystraszona.
- Cześć wam - powiedziała
- Hej..czekaliśmy na ciebie...idziesz jutro na ten bal? - zapytała Grace
- Yyyy...jaki?
- Bal dobroczynny na rzecz osób chorych na raka i porzuconych zwierząt. Jill prosiła.
- Yyy...myślę, że...yy tak
- Yyy..może...yyyy...nie..yyy...hahah- mówił Max śmiejąc się.
- To spoko - powiedziała Grace. 
Przyszła Jill ze sałatką warzywną. 
- Oo Hej Caitlin. Co ty taka zmarnowana?
- Ja? Yy..Trochę się źle czuję..chyba grypa żałądkowa. - usiadła.
- Przynieść ci coś do picia? - zaproponowała Jill
- Yyy...niee, dzięki.
- Przestań. Przyniosę ci twój ulubiony sok wiśniowy.
Jill poszła z powrotem do bufetu. 
- Co tam wczoraj robiłaś Caitlin? - uśmiechnęła się Grace
- Co? - zapytała zdziwiona.
- Co wczoraj robiłaś? Nie odbierałaś...
- Spałam. - powiedziała szybko Caitlin.
- Okej...
- Proszę twój, czerwony, wiśniowy sok. - przyszła Jill i postawiła sok obok Caitlin. 
- Dzięki. 
Caitlin wzięła niewielkiego łyka/ Tymczasem dostała SMS: 

''Na szczęście udało mi się wczoraj zebrać trochę krwi kotka. Zgadnij z jakim dodatkiem pijesz swój sok wiśniowy?"  

 Caitlin wytrzeszczyła oczy. Odsunęła się z krzesłem od stolika i trzymającą butelkę ze sokiem upuściła na posadzkę. Rozbiła się i czerwony sok oblał jej buty. Ludzie ze stołówki zaczęli się śmiać. Niektórzy pod nosem a niektórzy głośno. Jedna pani ze stołówki patrzyła się z wyrazem twarzy mówiącym: ''Te dzieciaki nawet nie umieją trzymać w ręce butelki''. Caitlin pobiegła do toalety. 
- Jill, chodź ze mną. - dziewczyny pobiegły za Caitlin do WC. 
- Chłopaki, weźcie nasze rzeczy..- powiedziała Jill do Kevina i Maxa.
  
Caitlin siedziała w łazience i czyściła papierem buty. Jill i Grace weszły. 
- Caitlin. Spokojnie...nic się nie stało...- mówiła Grace
Caitlin zaczęła płakać i pokazała SMS dziewczynom. 
- Co...? Ale o co mu chodzi? - powiedziała Jill. 
Caitlin patrzyła się w lustro.
- Czy coś się wczoraj wydarzyło? - spytała Grace.
- Oh...Dostałam wczoraj jakieś dziwne telefony z dziwnymi dźwiękami...potem morderca przecioł na pół kota sąsiadów i skaleczył mi nogę.
- Właśnie widzę, że starasz się chodzić normalnie, ale nie wychodzi ci to. Bez obrazy - powiedziała z lekkim uśmiechem Jill, która widocznie próbowała rozładować atmosferę. 
- Ale...chwila...Czemu nam nie powiedziałaś?- powiedziała Grace.
- Bo mi zabronił...
- Jill spojrzała na Grace.
- A teraz chyba sama sobie przepłukam żałądek...- powiedziała Caitlin z zażenowaniem.
- Jestem pewna, że tam wcale nie było żadnej krwi - zaczęła Grace...- Uwierz czasami psychopaci więcej mówią, w naszym przypadku piszą, niż robią. - objęła Caitlin ramieniem.
- A tak w ogóle..to jednym z tych matołów którzy się z ciebie śmiali był Jason Carpenter, który siedzi ze mną na biologii i dzisiaj go wydam, że ściąga. Dla ciebie - powiedziała Jill.
Kevin i Max "wbili" do WC.
- Ah, te mordercze sekrety...- powiedział Max - Ale nie przejmuj się.
Jill aż podniosła brwi, myśląc o tym, że : WOW. Max umie współczuć i zrozumieć.
- Złapiemy tego sukinsyna - dodał Kevin.
- Jesteście najlepsi - powiedziała Caitlin.



***

Godzina 14:42
Przedmieścia Hellsing Meaks


Jill wracała z paczką balonów i wstążek, które kupiła na potrzeby balu. Weszła do Coffee Team po kawę. Stała w kolejce, gdy ktoś ją nagle stuknął w ramię. Odwróciła się. Zobaczyła Alison.




 - Cześć, Jill. 
- Cześć. - obróciła się by odebrać kawę od sprzedawcy. - Czego chcesz?
- Słuchaj Jill. Na pewno nie zamierzam się kłócić. Może usiądziemy?
- Oh..okej..
Dziewczyny usiadły. 
- Słuchaj Jill. Yyyy...Chcę cię bardzo przeprosić za wszystko.
- Wszystko czyli?
- Za wyśmiewanie, za plotki, za wszystko...Przez całe życie byłam okropną osobą dla ciebie i teraz gdy widzę, jakie życie jest krótkie i dostrzegam to, że możemy w każdej chwili zginąć...- złapała się za głowę - Uważam, że jesteś świetną osobą. 
- Ten dzień jest dziwny...
- Słuchaj to co teraz mówię pewnie wydaje ci się sztuczne i bez znaczenia, ale mówię serio. Przepraszam. Wczoraj cały dzień myślałam o tym wszystkim i nawet się popłakałam. - przeciera oczy- Przepraszam. 
- Wybaczam ci. Nie płacz...w końcu cieszę się, że odbiłaś mi w piątej klasie Jamesa. Słyszałam, że na imprezie u Cindy zwymiotował na ciebie...
- O Matko. Nie przypominaj mi tego haha. 
Dziewczyny zaczęły się śmiać. 
- Czyli dzisiaj ustrajamy dom kultury? - powiedziała Jill
- Oh..taaa..napisałam do innych. Powiedzieli, że przyjdą. - odparła Alison
- Dobra ja muszę iść. To bądź o 18 okej?
- Jasne. 
- I weź chipsy.
- Po co? haha
- Jak dmucham balony to robię się głodna. 
- Haha. 


 ***

Grace zapukała do drzwi Kevina. 
- Hej. - powiedziała
- Cześć.
Grace usiadła na krześle.
- I co? Rozmawiałeś z tatą?
- Tak. A raczej wydarłem się na niego i powiedziałem co wiem o narkotykach...
- Co?! Kevin.....Co powiedział? 
- Najpierw zaczął krzyczeć...a po godzinie przyszedł do mnie i powiedział, że to był tylko jeden raz aby zarobić więcej kasy...i, że ma już nową pracę.
- Skąd masz pewność?
- Nie mam zbyt dużej pewności, ale rano dzwoniła to niego jakaś sekretarka z pracy i widziałem jakieś dokumenty...więc chyba nie jest już tak źle... Gdyby morderca nie grasował na wolności to byłoby nawet idealnie.
- Taaa...
- Co?
- Wiesz...może to przestarzałe i brzmi jak ze "Scooby Doo" , ale powinniśmy zwabić go albo ją w pułapkę...
- Jutro jest bal...i można...
- ...coś wymyślić. - powiedzieli razem. Grace się szeroko uśmiechnęła. Pocałowała Kevina w usta.



Godzina 17:48
Dom kultury w Hellsing Meaks
Sala balowa


Jill i Alison siedziały i wiązały balony.
- Oh...gdzie oni są? - powiedziała Jill 
- Nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że nas wystawili - odparła Alison.
- Co za plebsy. Nie wierzę. Jeśli znajdę kogoś z nich osobiście wsadzę im te balony w dupsko.
- Spokojnie Jill. Nie krzywdź biednych balonów. Hahaha.
- Spoko hehe. Ale kurczę. Nie poradzimy sobie. 
Alison poklepała Jill po ramieniu. 
- Jill..my? My? nie poradzimy sobie? - Alison wyciągnęła z torebki telefon i podłączyła pod głośnik, z którego zaczęła grać muzyka. 
- No...- zaczęła Jill-  Teraz to musimy sobie poradzić! 
- No raczej ...! haha


***

Godzina 19:50
Las przy drodze Folkstreet 22

Max dojechał na miejsce. Napisał do Dannego, że już jest. Było już ciemno i dosyć zimno. Max włożył ręce do kieszeni od kurtki. Dostał SMS od Dannego: 

''Podejdź do drzewa obok starej studni. Jest tam dla ciebie wiadomość.''

Max rozejrzał się i nie daleko zobaczył małą studzienkę. Podszedł. W drzewie w małej dziurze była mała karteczka. 



 Max sięgnął ją. Było na niej napisane, wielkimi literami i koślawo "NA MOŚCIE" 

- Teraz się nie wywiniesz. - powiedział cicho. Pobiegł w stronę mostu. Zobaczył krzesło na którym siedział obrócony tyłem do Maxa Danny. Max był zdziwiony, ale nie dał tego po sobie poznać. Oparł się o most i zrobił złowroga minę, mimo, że Danny go nie widział.


- Dobra. Dosyć tych zabaw. Już wiem, że to ty. - zaczął iść w stronę siedzącego Dannego. - Halo ? Słyszałeś? Dosyć tych twoich pieprzonych gierek. Max obrócił z całą siłą krzesło w swoją stronę. 
Na krześle siedział Danny, który miał wnętrzności na wierzchu oraz podcięte gardło. 

- Jasna cholera..!  - krzyknął Max

Danny miał w usta włożoną małą karteczkę. Max wyciągnął ją. Była następująca treść: 

''I co Max? Go też wyrzucisz do wody?'' 



 Godzina 20:16
Dom Kultury

 Alison i Jill skończyły dekorować sale i porządkowały pudełka ze wstążkami, cekinami i igłami. 

- Jill...-zaczęła Alison - Mam pytanie...
- Tak?
- Wiesz...ostatnio był u mnie Max...w sumie zaprzyjaźniliśmy się...
- Oh, To fajnie..
- Tak.. tylko, że oglądaliśmy film i Max trochę wypił..właściwie to sporo, bardzo sporo wypił - lekko się zaśmiała - i zaczął gadać jakieś głupoty...hah
- Jakie? 
- Że nienawidzi lata...ponieważ stwierdził, że potrącił kogoś a raczej powiedział ''potrąciliśmy". Wiesz coś o tym? trochę się martwię o niego..
Jill patrzyła się w jeden punkt przez chwilę i nagle...zaczęła mówić.
- Yyyy...tak..Jechaliśmy któregoś dnia i uderzyliśmy samochodem w jakiś znak drogowy albo słup - próbowała się śmiać - A Max był przekonany, że potrąciliśmy człowieka lub zwierzę. 
- Serio? Jezu...Max to jest agent..hahah. Pewnie też nadużył alkoholu..hahha..co nie?
- Taaa
- Powiem ci szczerze, że ja miałam nie łatwe lato...
- Czemu?
- Moja babcia umarło na raka...mama straciła pracę i zaczęła pić...mój wujek umarł...
- Bardzo mi przykro. Wujek też chorował na raka?
- Hmm? Nie, nie...właściwie to...nie umarł..chociaż moja rodzina przyjęła do wiadomości, że nie żyje.
- Ale jak to?
- Mój wujek zaginął. Pewnego dnia poszedł na ten pieprzony połów ryb i zaginął - zaczęła lekko płakać - ciała nie znaleziono do tej pory...Był dla mnie jak ojciec którego nie miałam.
Jill zrobiła się biała jak ściana.
- Ali ? 
- Tak?
- Twój wujek mieszkał w Hellsing Meaks? - zapytała nie spuszczając wzroku
- Za naszym miastem. Miał zakład mięsny. Nikt go u nas oprócz mojej rodziny i klientów pewnie nie znał.  Nazywał się John Harrold.
Jill upuściła pudełko z igłami, które posypały się po podłodze.
- Oj. Pozbieram. - ukuła się w palec. - Ajć..
- Idź do wc. Prosto i w lewo. Przemyj wodą. Ja pozbieram.
- Okej.
Jill pobiegła do WC. Pierwsze co zrobiła, to zadzwoniła do Grace.

-Halo? No co tam Jill?
- Gdzie jesteś?
- Jestem akurat z Kevinem u Caitlin. Skończyłyście? Wpadniesz?
- Mamy problem.



Godzina 20:37
Dom Caitlin


Jill opowiedziała wszystko przyjaciołom. 
- To jest jakiś zły sen...- powiedziała Caitlin, łapiąc się za głowę. 
- Ja nie wierzę, że mamy styczność z wujkiem Alison, z którą jak na złość się zaprzyjaźniłam...
- Ja nie wierzę, że Max, który mówił, że jak ktoś z nas wyda sekret to osobiście zabije a sam to robi! - powiedziała Grace
- Słuchajcie...nie możemy wzbudzać podejrzeń wobec Alison - stwierdził Kevin
- Racja...choć wątpię że będzie podejrzewać - odrzekła Jill
  Nagle do domu Caitlin wszedł Max. Przerażony i skołowany. 
- Kto do nas zawitał? - powiedział Kevin
- Max..jak mogłeś nas wydać? Okej. Byłeś pijany ale kurna..nie trzeba było pić. Szlak. - powiedziała Jill
- Ale o co chodzi?
- Prawie nas wydałeś! Masz szczęście, że Jill nas z tego uratowała. - odrzekła Grace
Max złapał się za głowę. 
- Ale mów teraz ty co się znowu stało? - powiedziała Caitlin 
Max pokazał zdjęcie Dannego.
- Jezu...
- To sprawka mordercy zwabił mnie...
- Powiedz, że nic nie ruszałeś i chociaż zostawiłeś to w spokoju - mówił Kevin
- Tym razem tak. 
- Ja nie mogę... - mówiła bezsilnie Jill.
- Ludzie. Jutro jest ten bal. Myśleliśmy o tym aby zwabić mordercę do lasu...- powiedziała Grace 
- I ? Morderca wyskoczy na nas z nożem większym niż on sam, tak? - powiedziała Jill ironicznie
- Ale ty mamy inne rzeczy: samoobrona i niewinność nastolatek oraz pistolet. 
 Nagle wszyscy dostali SMS-a.

Caitlin przeczytała na głos : 

ROZPOCZYNA SIĘ KRWAWE PRZEDSTAWIENIE A WY DOSTALIŚCIE GŁÓWNE ROLE. DO ZOBACZENIA.  XOXO. 






------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Myślę, że nie długo uda mi się napisać 10 odcinek czyli finał 1 sezonu ;) 
Dajcie znać co sądzicie o 9 odcinku ;) 
 



 
















 








 





















 















 












 


















 





 

















czwartek, 9 lutego 2017

ODNOWIENIE?

NA POCZĄTEK MUSZĘ WAS SZCZERZE PRZEPROSIĆ (TĄ GARSTKĘ OSÓB, KTÓRE TO CHYBA CZYTAŁY), ŻE PRZEZ PÓŁ ROKU NIE WCHODZIŁEM NA BLOGA I NIC NIE PISAŁEM. ALE MUSIAŁEM SOBIE WSZYSTKO W ŻYCIU POUKŁADAĆ (WYBÓR SZKOŁY ITP) TO PO PIERWSZE A PO DRUGIE MIAŁEM WRAŻENIE, ŻE NIKT NIE CZYTA TEGO BLOGA CZYLI MOJEGO OPOWIADANIA, DLATEGO STWIERDZIŁEM, ŻE Z TYM KOŃCZĘ. OSTATNIO KTOŚ MNIE ZAPYTAŁ ''A TY W OGÓLE BĘDZIESZ PISAŁ TE SWOJE OPOWIADANIE CO KIEDYŚ PISAŁEŚ? BO MI SIĘ PODOBAŁO."  OTÓŻ MYŚLĘ, ŻE WE WAKACJE DOKOŃCZĘ LOSY PRZYJACIÓŁ (MAM JUŻ POMYSŁY NA TRZY SEZONY)
PO PROSTU OBSERWUJCIE BLOGA I TYLE I DAJCIE FOLLOW :)

JEŻELI NA SERIO KTOŚ TO PRZECZYTAŁ TO BARDZO PROSZĘ, ALE TO BARDZO O ZOSTAWIENIE W KOMENTARZU CHOCIAŻ TĘ NIESZCZĘSNĄ KROPKĘ lub coś innego :D

See ya! *;* :P :)

poniedziałek, 28 marca 2016

Odcinek 8 - "Pet"

Odcinek 8 - "Pet"

Godzina 8:00
Przedmieścia w Hellsing Meaks

Grace, Jill i Caitlin szły do szkoły wolnym krokiem. Pogoda była ponura i lekko wiało. Nikt nie chciał nic mówić. Jill miała dosyć tej ciszy i postanowiła mówić:
- Dziewczyny....- zaczęła.
Caitlin i Grace zwróciły się w jej stronę.
- Czy myślicie, że...siostra Johna może się na nas mścić?
Dziewczyny przystanęły.
- Jill, posłuchaj. Ja nie tego nie wiem, ale wiem jedno, ten ktoś chce nas pozabijać. A pytania typu : Kto to może być....Przepraszam ale już mnie męczą. - powiedziała Grace.
- Rozumiem....ale po prostu się boję....
- Spokojnie Jill...ja też, ale przetrwamy to- pocieszała ją i objęła ramionami Caitlin.
Jill się uśmiechnęła.
- Wiecie czemu nie ma Maxa i Kevina? - spytała.
- Cóż z tego co wiem Kevin jest chory - powiedziała Caitlin
- A Max?
- Nie wiem...
Dziewczyny były już przed szkołą. Caitlin zadzwonił telefon.
- Idźcie, dziewczyny. Zaraz do was dojdę.
Jill i Grace weszły do szkoły. Caitlin wyciągnęła komórkę z torebki i odebrała.
- Halo.
Słyszała tylko jakiś szum i jakby chrapanie.
- Halo. Ktoś tam jest?

  
Tym razem usłyszała jakby dźwięk piły mechanicznej. Była zdenerwowana i rozłączyła się.
Gdy miała wejść do szkoły, dotarł do niej SMS. Caitlin ponownie wyciągnęła komórkę i odczytała wiadomość. Treść była następująca : " Cześć Caitlin. Co tam słychać? Ja właśnie rozgrzewam się, żeby cię wyeliminować. D zobaczenia *:* '' Caitlin rozejrzała się dookoła. Schowała szybko telefon do torebki i weszła do szkoły.



Uczniowie siedzieli w klasie 35. Była lekcja języka angielskiego. Pani Milton sprawdzała kartkówki, a uczniowie siedzieli w ławkach, nie mając co robić. Pani Milton nagle wstała.
- Słuchacie z racji tego, że jestem w samorządzie naszego miasta, poproszono mnie o wzięcie paru uczniów do pomocy w przygotowaniach do imprezy charytatywnej w nowym barze w domu kultury za tydzień. Ci co dostali ocenę niedostateczną z dzisiejszej kartkówki, będą niestety pracować.
- Ale tak nie można - powiedział jeden z chłopaków z ostatnich ławek.
- Owszem. można.
Jill wiedziała, że dostanie jedynkę i nie chciało jej się pomagać, więc w głębi duszy modliła się, żeby Milton jej odpuściła.
- Czyli pracować będą - mówiła nauczycielka przeglądając kartkówki - Zack, Larry, Fred, Ray, Alison (wszyscy spojrzeli się na Alison, która siedziała na końcu i której w ogóle nie było dzisiaj ani widać, ani słychać) oraz....Jill.

***

Max siedział w swoim domu, przeglądając jakąś gazetę motoryzacyjną. Cały czas myślał co wczoraj było. Pamiętał tylko pocałunek z Alison oraz film, który oglądali. Dlaczego tak szybko poszła? - myślał ? Czyżby za dużo wypił? Pewnie tak. Czy się obraziła? Nie wiadomo. Chciał do niej zadzwonić i musiał to zrobić ze stacjonarnego, gdyż nadal nie miał komórki. Nagle telefon stacjonarny zadzwonił. Świetnie! To pewnie Alison. - pomyślał zadowolony. Odebrał.
- Halo?
- Halo. Cześć Max. Z tej strony Danny.
- Po jaką cholerę dzwonisz?
- Słuchaj. Muszę tobie i reszcie powiedzieć coś bardzo ważnego..
- Mów do rzeczy. O co chodzi?!
- Posłuchaj na serio nie mogę teraz o tym gadać..
- A niby kiedy możesz?
- Przyjedź jutro wieczorem na Folkstreet 22 obok starej rzeczki i mostu. Niech inni też przyjadą.
- Niestety nie mają czasu, więc tylko ja będę..
- Ale...
- Chcesz się spotkać czy  nie ?
- Okej.
Max się rozłączył. Chciał o tym powiedzieć reszcie, ale uznał, że tego nie zrobi, ponieważ chciał sam to rozwiązać.

***

Grace siedziała w salonie czytając magazyn z aktualnym repertuarem telewizji. Myślała jednocześnie o tym wszystkim co ją spotkało. Nie wiedziała jak to poukładać. Nagle przyszedł do niej SMS. Grace przestraszyła się i lekko drgnęła. Był to SMS od mamy z treścią: "Wrócę wieczorem. Nigdzie nie wychodź". Grace położyła telefon na stole i wstała. Podeszła do lustra. Zawsze się przyglądała sobie i myślała co by mogła zmienić, lecz nie w wyglądzie, tylko w życiu. A tym momencie chciała zmienić wszystko. Była tym zmarnowana. 



Ktoś zadzwonił do drzwi. Grace ponownie drgnęła. Otworzyła je i ujrzała Kevina.
- O, cześć. - powiedziała sztywno, próbując się uśmiechnąć.
- Cześć. Możemy pogadać? - spytał Kevin.
- Okej. Proszę, wejdź.
Kevin wszedł do mieszkania i usiadł na pufie.
- Chcesz coś do picia? - spytała Grace.
- Może masz "Bananowe szczęście" - powiedział Kevin, uśmiechając się szeroko do Grace.
"Bananowe szczęście" to był ulubiony napój Kevina i Grace. Pili go zawsze, gdy byli w domu Grace.
- Niestety, nie mam - odpowiedziała.
- No to woda wystarczy.
Grace bez słowa poszła obok do kuchni po wodę. Przyniosła stawiając na stół. Usiadła naprzeciwko Kevina.
- O czym chciałeś pogadać?
- Muszę o tym komuś powiedzieć...
- O czym?
- Ten...morderca..co na prześladuje..wie o czymś co robi mój tata...
- Czyli?
- Mojego tatę zwolnili z pracy i.... handluje narkotykami. Mój tata wie, że ja wiem, ale.. ten ktoś też wie i ....
- Kevin. Czemu nam od razu o tym nie powiedziałeś? Myślałeś w ogóle?!!
- Grace! Mi też nie jest łatwo. Wiem, że mnie nienawidzisz ale może okaż trochę współczucia. Czasami niektórzy ludzie nawet nie wiedzą, jak głęboko w sercu siedzi żal.
Grace spojrzała w dół.
-Ja...przepraszam..
- Może lepiej już pójdę..
- Nie Kevin. Słuchaj nie nienawidzę cię. To co było minęło. Wszyscy jesteśmy winni. I to słodkie, że przyszedłeś do mnie...- Grace wreszcie się uśmiechnęła.
Kevin podszedł do Grace i położył rękę na jej kolanie, lecz do domu weszła nagle Margo i Grace od razu wstała z kanapy.
- Dzień dobry - powiedział Kevin
- Mamo. Miałaś wrócić później...
- A udało mi się wcześniej wyrwać z pracy. Bardzo miło was widzieć razem.
- Taak. Ja właśnie wychodzę - powiedział Kevin.
- Nie wygłupiaj się. Zostań. - powiedziała Margo - Kupiłam dobre gumy. Mogę wam dać.
Grace jednoznacznie spojrzała na mamę. Słowo "gumy" w tych czasach miało wiele znaczeń.
- To ja może pójdę- powiedziała Margo.
- Ja też - dodał Kevin. - t do jutra, Grace.
- Do jutra.

***

Max zapukał do drzwi Jill. Chciał, się spytać jej czy Alison zmieniła numer, bo nie może się do niej dodzwonić. Dziewczyna otworzyła drzwi. Ujrzała Maxa i od razu się uśmiechnęła od ucha do ucha.
- Cześć Max? Co cie sprowadza? Teraz chcesz obejrzeć film? - powiedziała ze śmiechem.
Max wszedł do środka.
- Właściwie to chciałem się Ciebie coś spytać- powiedział.
- Tak? - powiedziała Jill. W jej głosie było słychać uradowanie i ciekawość.
- Czy wiesz może czy Alison zmieniała numer?
Jill zszedł uśmiech z twarzy.
- Nie, nie wiem/ - powiedziała stanowczo.
- Aaaa. No trudno. - Max kierował się w stronę drzwi.
Jill była zdruzgotana i miała już tego dosyć.
 - Dlaczego jesteś taki ślepy?
Max się odwrócił.
-Słucham?
- Kocham cię....znaczy Kochamy cię. My...wszyscy...twoi przyjaciele. A ty tylko Alison to, Alison tamto.
- Ale o co ci chodzi?
- Jesteśmy przyjaciółmi, jesteśmy w tym wszystkim razem, a Alison pojawia się i...- mówiła smutno ale z przekonaniem.
-I co? Wszystko psuje? Jill jesteś jakaś dziwna..
- Ja?? - westchnęła. - wiesz co? Możesz już iść.
- Okej. Na razie.
Jill zamknęła drzwi. Z jej oka popłynęła łza.

***

Caitlin wracała do domu ze sklepu. Kupowała sobie chipsy. Jej mama wróci jutro, a tata mieszka na razie w hotelu, więc zajadała smutek chipsami. Tymczasem ktoś do niej zadzwonił. 
- Halo - mówiła do telefonu
Ponownie słyszała jakieś dziwne chrapanie. Od razu się rozłączyła.

***

Caitlin była już w domu i rozpakowywała paczki chipsów w kuchni. Nagle usłyszała dźwięk telefonu stacjonarnego. Odebrała.
- Halo - powiedziała z mniejszym przekonaniem.


Tym razem usłyszała dźwięk piły mechanicznej. Rozłączyła się. Była przestraszona. Coś ją dotknęło po łydce. Podskoczyła. Był to tylko kot sąsiadów, który zawsze wchodzi do domu Caitlin przez otwarte okno kuchni. 

- Hej, kicia - powiedziała pieszczotliwym głosem. - Chcesz coś do jedzenia, tak? Poczekam zaraz przyniosę ci kawałek szynki z lodówki. Dziewczyna wzięła z lodówki kawałek szynki wołowej. Poszła obok drzwi wyjściowych, gdzie przedtem był kot. Teraz go tam nie było. Drzwi od domu były otwarte. Caitlin wyszła na zewnątrz.
- Kici, kici, Greta, kici, kici.. Poszła kawałek dalej koło krzaków. Odsłoniła je. Ujrzała małą Gretę. Rozciętą na pół. Caitlin westchnęła.
- O mój Boże!!
Usłyszała gdzieś szelest noża. Parę metrów przed nią stała zakapturzona postać. Dziewczyna zaczęła uciekać do domu.
-Nie! Nie!. Pomocy!
Morderca ją gonił. Caitlin zakluczyła drzwi i oparła się o nie. Przez otwór na listy przedostał się nóż, kalecząc jej mocno nogę. Caitlin upadła. 
- O nie! Ała!
Na czworaka szła po bandaż do szafki i po telefon, który zostawiła na szafce. Krew była na dywanie i w kuchni. Zabójca który non-stop pukał do drzwi, nagle przestał. Nie było już go w ogóle słychać. 

***

Caitlin opatrzyła sobie nogę i zawiązała bandaż. Miała właśnie dzwonić na policję, gdy coś szurnęło za oknem. Caitlin odsłoniła firanę. Za oknem na wielki patyk wbita była głowa kota. 
Caitlin zaczęła krzyczeć. 
- O Boże...
Dostała w tym czasie SMS : " Mój kot, moja ty, moje zasady! Żadnych glin, bo ty będziesz niedługo na miejscu kotka"  

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Piszcie opinie :) Jeszcze jeden odcinek i FINAŁ! :)

 














niedziela, 6 marca 2016

Odcinek 7 - ''Meeting''

Odcinek 7 - ''Meeting''


Godzina 12:40
Sobota
Szpital w Hellsing Meaks

Max siedział z ręką w gipsie i owiniętą, skręconą nogą na łóżku szpitalnym. Był tam razem z Jill i Grace.
- Więc, czujesz się już dobrze? - spytała się Jill
- Tak i nie mam pojęcia po jaką cholerę tu siedzę - powiedział.
- Słuchaj Max .. Nie spostrzegłeś kto to może być? - zapytała Grace
- Nie, byłem zajęty wyciąganiem nogi spod gruzu. - odparł stanowczo Max
- Chodzi mi o to czy może.....Sposób poruszania się tej osoby lub jakieś charakterystyczne elementy nikogo Ci nie przypominały?
Max zamyślił się.
- Raczej nie...
Do sali weszła lekarka.
-Witam. Przyszłam sprawdzić jak się pan czuje - powiedziała.
- Wszystko jest okej. Mogę już iść.
- Cóż... możemy pana wypisać po 16 po południu
- Serio ? - powiedział Max ironicznie.
- Tak.
- No dobra...
Lekarka wyszła ze sali.
- Ej, dziewczyny. Czy Alison..... pytała się o mnie?
- Alison? - spytała zdziwiona Jill. - Dlaczego miała niby się o ciebie pytać?
- Nie musicie wiedzieć. Po prostu się pytam.
- Nie, nie pytała.
- W takim razie możecie jej o tym powiedzieć?
- Ale niby po co.....? - zaczęła Jill
- Okej powiemy. - dokończyła Grace. - A właśnie Kevin i Caitlin kazali przeprosić, że nie przyszli ale mieli coś do załatwienia.
- Przywieźliście mi tą pizzę?
- Taaak...Tylko....Kurczę. Zostawiłam w samochodzie- powiedziała Grace - Zaraz ją przyniosę.
Po pięciu minutach była przy samochodzie. Otworzyła bagażnik do którego włożyli pizzę.
Otworzyła szeroko oczy, lekko wrzasnęła i ułożyła rękę na ustach z przerażenia. Cały bagażnik wypełniony był jeszcze żywymi rybami, krabami i wodorostami.
- O mój Boże.
Obok jednego kraba leżała karteczka. Grace wzięła ją. Było na niej napisane: ''Właśnie w tym mnie zostawiliście.''
Dziewczyna zamknęła bagażnik. Nie wiedziała co zrobić. Niespodziewanie weszła na ulicę. Miała mętlik w głowie. Zatrąbił samochód. Zeszła z jezdni.

***

-Co ona tak długo tam robi? - powiedział Max 
- Nie  wiem. Pójdę sprawdzić. - odparła Jill
- Czekaj. Idę z tobą. 
- Przecież nie możesz.
- Przestań. Nikt nie zauważy, poza tym muszę wyjść na świeżę powietrze. 
- Dobra, to chodźmy. 

Po chwili byli na zewnątrz. Zobaczyli Grace stojącą obok samochodu. 
- Co się stało? - spytała się Jill
- Zobaczcie co jest w bagażniku - odparła
Wszyscy powoli podeszli do bagażnika. Max powoli go otworzył. 
- O, cholera! - powiedział.
- Co do diabła? - dodała Jill
Grace podała Maxowi karteczkę, która była w bagażniku. 
- Co to jest? - spytał
- Była w bagażniku. - odparła
Jill i Max przeczytali. 
- O Jezu... - westchnęła Jill
- Co to do cholery ma być? - spytał zdziwiony Max
- A jak myślisz? - powiedziała zdenerwowana Grace - Ten ktoś bawi się z nami z pieprzoną grę. 
- Kto to może być? - powiedziała Jill
- Nie mam pojęcia. A dlaczego chce nas wszystkich pozabijać? - powiedziała Grace - Słuchajcie - on ma nas w garści. Nie możemy pójść na policję i on o tym wie. Obserwuje nas i czeka...Mam już tego dość!
Grace wyszła na jezdnię i zaczęła krzyczeć i wymachiwać rękoma. 
- Na co czekasz!!?? Co??!! Na co jeszcze czekasz????!!!

 

Godzina 13:05
Dom Kevina

Kevin właśnie wrócił z porannego biegu. Przez cały czas myślał o sprawie z ojcem i rozmowie z Grace. Wszedł do domu i usłyszał ojca rozmawiającego przez telefon:
-Tak, dostarczę to dzisiaj. Obiecuję....No do usłyszenia.- Skończył rozmowę. 
- Kto to był? - zapytał Kevin. 
Richard się wzdrygnął na widok Kevina, jakby zobaczył ducha. 
- Cześć. Już po bieganiu?
Kevin wiedział, że ojciec specjalnie zmienia temat, ale miał już dość kłamstw. 
- Kto to był? 
- Słucham?
- Z kim rozmawiałeś?
- Z jednym z ludzi z firmy.
- Dość kłamstw.
- Co takiego?
- Dość kłamstw. Widziałem cię.
- O czym ty mówisz?
- Wiem, że przemycasz narkotyki!
Richard westchnął i usiadł przy stole. Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale szybko je zamknął.
- Tato...w ogóle...co to ma być? Czemu to robisz?
- Kevin, nie zrozumiesz...
- Serio? Taką masz odpowiedź?
- Słuchaj. Muszę to robić?
- Czemu?
- Dwa tygodnie temu, ktoś dał o mnie fałszywe dane, które świadczą o tym....co kiedyś robiłem...i zwolnili mnie.
- Nie rozumiem.
- Kiedyś...nieświadomie przemycałem narkotyki...
- Jak nieświadomie?
- Jeden z moich fałszywych przyjaciół podrzucił mi je do torby, kiedy jechałem samolotem na Florydę. Ciężko było mi się z tego wybronić ale dzięki dobremu adwokatowi udało się.
- Skoro były to fałszywe, to czemu Cię zwolnili?
- Ponieważ w mojej firmie jeżeli ktoś się dowie, że któryś z pracowników nie ma czystego konta to od razu go zwalniają.
- I dlatego handlujesz narkotykami? Żeby zarobić?
Richard spojrzał w okno.
- Nie tylko dla tego.
- Więc, dlaczego?
- Po tym jak mnie zwolnili z pracy, dostałem SMS-a w, którym był napisane, że jeżeli nie zacznę sprzedawać narkotyków to.....
- To?
Richard nie odpowiadał.
- Tato. Odpowiedz mi.
- ....to cię skrzywdzi.
- Co?
- Tak ktoś napisał.
- Dlaczego nie poszedłeś na policje?
- Nie mogłem. Chyba rozumiesz, że ten ktoś by cię skrzywdził. Straciliśmy już mamę, a ja nie chcę powtórki z rozrywki.
Kevin domyślał się kto to pewnie ta samo osoba, która ich prześladuje.
- Domyślasz się kto to może być?
- Nie mam pojęcia....Myślisz, że to ta samo osoba, która zamordowała córkę Harperów i zaatakowała tę twoją koleżankę.
- Nieee, raczej nie. Niby po co miała by sobie zawracać głowę głupimi SMS-ami. - powiedział Kevin specjalnie.
- Pewnie masz rację.
- I co dalej?
- Posłuchaj. Postaram się jakoś z tego wybrnąć. A teraz idę do sklepu. Na razie.
Kevin wiedział, że jego tata nic z tym nie zrobi. Postanowił zadzwonić do Grace. Potrzebował spotkania z nią i jej głosu.


***

Grace i Jill jechały samochodem za las w celu spotkania Melissy Harrold - siostry Johna. 

- Okej.. Zatrzymamy się kilometr od domu i powiemy, że zepsuł się nam samochód i, że chcemy skorzystać z telefonu. Ty pójdziesz na niby zadzwonić a ja w tym czasie porozmawiam z Melissą. 
Zadzwonił telefon do Grace. 
- Grace, odbierz.
-  To Kevin. 
Grace odebrała.
- Halo?
- Grace, cześć. 
- Słuchaj, Kevin. Nie mogę za bardzo rozmawiać.
- Poczekaj. Możemy się spotkać i pogadać. Mam ci coś ważnego do powiedzenia.
- Yyy. Okej...ale może jutro...Zresztą, oddzwonię. 
- Okej. Do zobaczenia. 
- Chce się spotkać? - spytała Jill
- Taak. Nie wiem o czym chce ze mną gadać. 
- Skręć w prawo w ten głąb lasu. 
- Widzę dom. Zatrzymujemy się. 
Dziewczyny zgasiły auto , wyszły ze samochodu i szły w stronę domu. 
- A co jeśli chce nas pozabijać. - powiedziała Jill
- Gdyby na prawdę chciała, już by to zrobiła. - odparła Grace. 
Dziewczyny weszły na werandę. Grace zapukała w drzwi. Nic. Zapukała drugi raz. Również nic. 
- Dobra. Nikogo nie ma. Wracamy - powiedziała szybko Jill.
- Nie ma mowy. Chodźmy zobaczył z tyłu domu. 
Dziewczyny przeszły na tył. Było tam dużo dużych kwiatów w doniczkach a pod oknem było poukładane kawałki drzewa na stos. Grace weszła nie nie, aby zobaczyć przez okno. 
- W czym mogę pomóc?  - powiedziała kobieta, która zobaczyła dziewczyny. 
Była to Melissa Harrold. Niska kobieta z krótkimi blond włosami i niedbale ubrania w obcisłą sukienkę, w której widać było biały stanik.
- Oo, Witam - mówiła Grace schodząc z drzewa i chwiejąc się. - Samochód nam się zepsuł i chciałybyśmy skorzystać z telefonu. 
Melissa patrzała się chwilę na Grace i Jill jakby nigdy nie widziała ludzi. 
- Proszę za mną.

Dziewczyny weszły z Melissą do domu. 
- Telefon jest tam - powiedziała Melissa wskazując na koniec korytarza.
- Dzięki....yyyy...Jessica...wezwij pomoc drogową.. - powiedziała nie wzbudzając podejrzeń Grace.
- Jasne....Angela... - odpowiedziała Jill, wiedząc o co chodzi.
Jill obróciła się, chcąc iść zadzwonić, nagle wpadła na czarny płaszcz rybacki i lekko wrzasnęła. 
- O mój boże. - Jill uśmiechnęła się jakby śmiejąc się z własnej głupoty. 
- Nazywam się Melissa Harrold. Mieszkacie gdzieś w pobliżu?
- W Hellsing Meaks.
- Aha.
- Nazwisko Harrold coś mi mówi. Czy to ty ze swoim bratem mieliście tutaj zakład mięsny. 
- Tak.
- Cóż mój tata zawsze tu przyjeżdżał kupować u was mięso.
- Tak? Jak się nazywa?
- Yyyy....Mark Hamillton - skłamała Grace.
Melissa co chwilę patrzyła się na dzwoniącą Jill. 
- Nie kojarzę - powiedziała.
- Więc...twój brat gdzieś wyjechał?
- Niee, John zaginął w na początku tegorocznych wakacji. Nigdy go nie odnaleziono. Poszedł na połów ryb i nie wrócił. 
- Bardzo mi przykro....Mieszkasz sama?
- Yyy. ...tak. Tata umarł dawno temu a mama trafiła do specjalnego zakładu. Nie mogła się pogodzić ze zaginięciem Johna. Od tamtego czasu wszystko się zmieniło. 
Grace patrzyła smutno na Melissę. Przyszła Jill. 
- Już jadą - powiedziała.
- Zrobić wam herbatę? - zaproponowała Melissa.
- Miło z twojej strony - powiedziała Grace.
Melissa poszła do kuchni nastawić wodę. 
- Więc twój brat był rybakiem? - zapytała nagle Jill
- Yyy...tak. Zawsze go to uspokajało. Był bardzo uczuciowym i dobrym człowiekiem. Teraz wszystko jest inaczej bez niego. 
Grace spojrzała się w podłogę. 
- Myślę, że jednak powinnyśmy już iść. - powiedziała.
- Nie bądźcie śmieszne. Zostańcie. 
- Niee. Poczekamy w samochodzie na pomoc drogową. - powiedziała Grace kierując się ku wyjściu.
- Dziękujemy za pomoc - dodała Jill, idąc za Grace.
- Polecam się. Teraz nie wiele osób puka do moich drzwi. - powiedziała Melissa.


***

Dziewczyny wsiadły do samochodu. Grace oparła się o drzwi i trzymała za głowę. 
- Dobrze się czujesz? - spytała Jill
- Nie wytrzymałam. Wizyta w jego domu oraz rozmowa z jego siostrą przerosły mnie. 
- Spokojnie. Poukładamy to
Nagle do okna samochodu mocno ktoś zapukał. Jill drgnęła i złapała się za głowę. Była to Melissa. Grace otworzyła szybę. 
- Zostawiłaś okulary przeciwsłoneczne. - powiedziała
- Dzięki. 
- Widzę, że samochód w porządku. 
- Tak. Cholerne pudło od razu zaskoczyło. 
- Dziwna sprawa..... - powiedziała Melissa
 Dziewczyny odjechały. Melissa patrzyła się wrogo na odjeżdżający samochód, aż nie zniknął z jej oczu. 


Godzina 17:10
Dom Caitlin

Caitlin rozmawiała z Jill przez telefon. 
- Podejrzewasz tą jego siostrę? - mówiła Caitlin
- Nie wiem co o tym myśleć, ale to praktycznie było by najprostsze wytłumaczenie.... Jak twoja mama?
- Nadal jest smutna...
- Współczuję.
Caitlin wstała i otworzyła szafkę, w której były książki. Z jednej wystawała karteczka. 
- Widziałam dzisiaj Alison jak szła do Maxa. Nie wierzę, że się zaprzyjaźnili. A ty co myślisz?....Halo....Caitlin...?
Catilin spojrzała na karteczkę. Z jednej strony było napisane : ''WY TEŻ TAK SKOŃCZYCIE" . Odwróciła karteczkę. Z drugiej strony było zdjęcie martwej Kelly. 
- O Boże....
- Caitlin? Co się stało??
- Yyyy...zaraz ci wyślę zdjęcie...
Wiadomość dotarła do Jill. 
- Jezu....

 Godzina 22:45
Dom Maxa.

Max i Alison skończyli oglądać film. Max sporo wypił i był kompletnie pijany. 
- Chyba za dużo piwa? - powiedziała Alison ze śmiechem.
- Spoko...Zaraz chyba i tak pójdę spać...
- A ja chyba zaraz będę się zbierać...
- No to musisz się ze mną jakoś pożegnać. - powiedział Max
- Gdybyś nie śmierdział piwem....może by coś zaiskrzyło. Hahaha
- Bardzo śmieszne....- powiedział Max prawie śpiąc.
- Kurcze nie mogę się doczekać lata.
- Czemu?
- Ponieważ, ciocia zabiera mnie do Francji. 
- Ja nienawidzę lata...
- Hah, Niby dlaczego??
Max się rozciągnął. 
- W tegoroczne lato jechaliśmy samochodem i potrąciliśmy kogoś. Ale było grubo...
- O czym ty mówisz? 
- Właśnie o tym.. Sorki ale chyba odpływam..Dobranoc. 
Alison przez chwilę patrzyła na Maxa, który już spał. Wzięła torebkę i wyszła z mieszkania jakby coś ją wystraszyło. 


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na odcinek 7. Komentujcie i piszcie co sądzicie :) Jeszcze trzy odcinki i FINAŁ :D 

sobota, 13 lutego 2016

Odcinek 6 - ''Phone''

Odcinek 6 - ''Phone''



Godzina 10:33
Szpital w Hellsing Meaks

- Chciałyśmy poprosić o wypis ze szpitala na zalecenie lekarza – powiedziała mama Grace stojąc przy recepcji.
-Proszę chwilę poczekać – szybko powiedziała lekarka.
Margo usiadła obok Grace w poczekalni.
- Jak się czujesz?
- Mamo, pytasz mnie już chyba dziesiąty raz. Jest dobrze. Niepotrzebnie byłam te dwa dni w szpitalu. Jest dobrze.
- Kochanie, masz naderwane wiązadła w kostce, dwa złamane palce i sporą ranę a ręce. I mówisz mi, że to było niepotrzebne.
Grace westchnęła. Z jednej strony cieszyła się, że w ogóle przeżywa, a z drugiej myślała, że nie może tak dalej być. Na szczęście ludzie myślą, że w okolicy grasuje morderca, który zabija nastolatki a nie ktoś kto się mści na piątce przyjaciół.
- Zapraszam do odbioru wypisu – powiedziała lekarka.
- Dziękuje....Grace, poczekasz chwilę? Skorzystam jeszcze z toalety.
- Jasne..
Grace oparła się o ścianę. Miała spojrzeć w telefon, lecz zobaczyła za szybą zakapturzoną postać, która chwilę patrzyła się na nią i odwróciła się i zaczęła iść w inną stronę. Grace wyszła ze szpitala szybkim krokiem. Nadal bolała ją kostka, ale to było dla niej ważniejsze. Szła około dwóch minut do zaułku za szpitalem. Powoli weszła w zaułek w którym nikogo nie było. Spojrzała do góry. Na górze widniał świeżo napisany napis graffiti – '' JA WCIĄŻ WIEM! ''






Godzina 10: 50
Liceum w Hellsing Meaks

Max, Kevin, Jill i Caitlin wyszli, ze szkoły na przerwę na zewnątrz. Usiedli na murku obok dużego kwietnika.
- Grace pisała mi rano, że od jutra będzie w szkole. - powiedziała Caitlin.
- Biedna Grace. Nie wierzę, że ten ktoś chce nas pozabijać. - odparła Jill.
- Serio? Nie wierzysz? Nawet po tym jak próbował cię spalić? - zapytał się Max.
- Ludzie, powinniśmy się teraz dowiedzieć kto to jest. - powiedział Kevin
- Myślicie, że może być to ten John Harrold? - powiedziała Caitlin
- Kto znowu? - zapytał zarozumiale Max
- Już nie pamiętasz? Chodzi o faceta którego wrzuciliśmy do rzeki.
- Przestań. To jakieś bzdury – wyjął colę z plecaka.
- Znalazłeś już telefon? - zapytał Kevin
- Nie. I nie mam pojęcia gdzie jest lub kto go ma.
Nagle przyszedł SMS do Cailtin, Jill i Kevina z treścią : '' Zastanówcie się, czy Max ma z tym coś wspólnego...''. SMS został wysłany z telefonu Maxa.
- Co znowu napisał? - spytał Max
Kevin pokazał mu wiadomość.
- Sukinsyn!!
Nagle zobaczył Dannego wchodzącego do szkoły. Wstał i poszedł w jego kierunku. Jill odruchowo wstała.
- Max? Gdzie idziesz? - powiedziała - Pójdę lepiej za nim. 
Jill pobiegła za nim do szkoły. Zobaczyła go idącego w stronę szafki, obok której stał Danny. 
- Hej Danny! - krzyknął Max
- Co znowu chcesz? - powiedział Danny
Jill stała obok Maxa, który nawet jej nie zauważył. 
- Lepiej powiedz, gdzie jest telefon?
- O czym ty znowu mówisz?
- Mówie ostatni raz: Gdzie jest telefon?
- Lepiej się ogarnij i wracaj do swoich pieprzonych przyjaciół - zaśmiał się.
Max nie wytrzymał i uderzył pięścią w twarz Dannego, który się przewrócił na podłogę. 
- Boże. Max przestań! - krzyknęła Jill. 
Max pochylił się nad twarzą Dannego, któremu z nosa płynęła krew. Danny uderzył Maxa w policzek pięścią. Nagle z jednej z klas wyszedł nauczyciel - pan Braxton, który zatrzymał bójkę. 
Co tu się dzieje? - powiedział Braxton - Danny. Idź do pielęgniarki. Max, ty też. 
Max jednak odszedł bez słowa ze szkoły. Jill pobiegła za nim. 
- Hej! Max, czemu to zrobiłeś? 
- Słuchaj . będziesz mi teraz mówić co mam robić? - powiedział idąc w stronę wyjścia ze szkoły.
- Gdzie idziesz?
- A jak ci się wydaje? Do domu.
Jill westchnęła. W tym czasie przybiegli do niej Caitlin i Kevin.
- Co się stało? - spytała Caitlin
- Max uderzył Dannego, a Danny Maxa - Jill westchnęła
- Czemu?
- Oh, nie wiem. To mnie przerasta...- Jill zwróciła się w stronę wyjścia ze szkoły.
- Gdzie znowu idziesz?
- Idę do domu. Później się spotkamy. Powiedzcie że źle się czułam.
Caitlin patrzyła się na odchodzącą Jill jakby już nigdy miała nie wrócić.
- Idziemy do środka? - powiedziała Caitlin do Kevina.
- Yyy, tak, ale chcę cię o coś spytać.
- Tak?
- Wiem, że może nie będziesz chciała mi  tego powiedzieć, ale czy gdy rozmawiasz z Grace, mówi Ci ona coś.....o mnie?
Caitlin się zamyśliła.
- Więc, ty nadal coś czujesz do........?
- Nie o to chodzi, tylko ....
- Słuchaj, jeżeli ci na niej zależy to najlepiej się z nią spotkać i porozmawiać. To co było minęło....
- Wiem
- Trzeba wierzyć w swoje możliwości, nawet jeśli na drodze stają nam najtrudniejsze przeszkody. W naszym przypadku przeszkodą jest życie.
- Raczej ten facet... 


Godzina 11:10
Przedmieścia Hellsing Meaks

Max szedł przez miasteczko w ręcami w kieszeniach i rozmyślał o telefonie. Nie pattrząc gdzie idzie, wszedł w kogoś. Była to Alison. 
- Ooo. Max. Cześć. Ty też wagarujesz?
- Można tak powiedzieć...
- Coś się stało?
- Niee.
- Przestań, widzę że coś jest nie tak.
- Niby skąd to wiesz?
- Yy. Kobieca intuicja. - powiedziała, że śmiechem. - a tak serio miałam właśnie iść do Coffee Team. Idziesz ze mną?
- Nie wiem. Muszę coś jeszcze załatwić. 
- Oj przestań. Chyba mi nie odmówisz? 
- Właściwie to okej. Chodźmy. 
- Świetnie.

* * *

Kawiarnia Coffee Team

- Więc, co cię trapi? - powiedziała Alison
- Cóż, skoro pytasz to...zgubiłem telefon..więc...
- Więc nie ma Facebooka, Instagrama, Snapchata.. Hahha. Wiem coś o tym. Kiedyś też zgubiłam telefon i nie mogłam wytrzymać. Chyba, że masz jeszcze laptopa...To już inna bajka.  
- Taaa. 
- Jak się czuje Grace?
- Z tego co wiem dzisiaj wyszła ze szpitala.
- Dobrze, że nic gorszego się jej nie stało...
- Co masz na myśli?
Alison zapatrzyła się w okno. 
- No wiesz..
- Chodzi ci o sytuacje z Kelly...
- Taak - powiedziała smutno. - To było okropne. 
- Spokojnie, złapią tego wariata.
- Serio? Od śmierci Kelly i ataku na Grace nic nie zrobili. 
- No tak...
- Okej. Chyba będę się zbierać, bo muszę jeszcze kupić coś w aptece. 
- Poczekaj. Ja też idę.
Oboje wyszli na zewnątrz i stali w zaułku za kawiarnią.
- Może jutro się spotkamy ? Obejrzymy jakiś film? - zaproponował Max
- Yyy, Tak, jasne. Może wieczorem?
- Wieczór mi pasuje.
Max przybliżył się do Alison. Dziewczyna spojrzała mu w twarz. Dotknął jej policzka i pocałował ją w usta. Alison była lekko zmieszana.
- Muszę już iść...Do jutra.
- Do jutra.


Godzina 17:30
Dom Grace.

Jill i Grace siedziały w kuchni. Margo nie było. Pojechała na chwilę do sklepu. 
 - Dobrze się już czujesz? - spytała Jill.
- Taak. Czemu wszyscy się cały czas o to pytają?
- Może dlatego, że zostałaś zaatakowana przez seryjnego morderce.
- Myślisz, że ten ktoś, to osoba, która znała tego Johna?
- Gorzej, jeśli jest to sam on. 
- Nie przesadzaj.
- Sama mówiłaś, że żył jeszcze kiedy go wrzuciliśmy do jeziora.
- No bo żył. Wszyscy to widzieliśmy, ale.. to bardzo mało prawdopodobne, że się stamtąd wydostał.
- Ale jednak prawdopodobne.....Co szukasz na tym laptopie? Przyniosłam nam pizzę i nie zjadłaś ani kawałka. 
- Właśnie coś znalazłam. 
- Co?
- John Harrold miał lub ma siostrę. Nazywa się Melissa Harrold i razem z Johnem prowadzili zakład mięsny i to obok swojego domu. Teraz sama Melissa go pewnie prowadzi.
- A gdzie mieszka?
-  Gdzieś w głebi lasu za Hellsing Meaks. Tutaj pisze jak dojechać. 
- Chcesz tam jechać?
- A czemu nie. 
- Może chociaż dlatego, że to ona może nam grozić.
- Raczej wątpię. Słuchaj, pojedziemy tam jutro, zatrzymiemy się gdzieś w lesie i spytamy się czy możemy skorzystać z telefonu. Ty będziesz udawać, że dzwonisz a ja spróbuje o coś ją wypytać. 
- To szalone. 
-  To nasza szansa, żeby coś się dowiedzieć...
Jill spojrzała na Grace z zastanowieniem. 
- Okej


Godzina 18:40
Dom Caitlin 

Caitlin wróciła z pracy i weszła do domu. Zapaliła światło i zobaczyła, że jej mama siedziała na fotelu. 
- Czemu siedzisz w ciemności?
- Tak sobie rozmyślam..
Caitlin uśmiechnęła się i zaczęła iść na górę do swojego pokoju. 
Wiedziałaś o tym prawda? - powiedziała Jane
Caitlin stanęła na środku schodów. 
Wiedziałam o czym?
- Proszę cię Caitlin. Dosyć tych kłamstw. Wiedziałaś, że ojciec mnie zdradzał. 
Caitlin zeszła ze schodów i usiadła na drugim fotelu naprzeciwko swojej mamy. 
- Mamo. Bardzo cię przepraszam. Ja...
- Co? Chciałaś bronić taty?
- Dla dobra naszej rodziny.
- Powinneś mi o tym powiedzieć.
Caitlin westchnęła. 
- Tata ci powiedział?
- Nie, dostałam dzisiaj ciekawe zdjęcia, które tego dowodzą.
- Od kogo?
- W anonimowym liście.
- Rozmawiałaś z tatą?
- Tak, mieliśmy szczerą rozmowę delikatnie mówiąc.
Caitlin zrobiła minę jakby zaraz miała się rozpłakać. 
- Bardzo przepraszam mamo.
- Idź lepiej już na górę. 
Caitlin wstała i poszła do swojego pokoju. Kładąc się na łóżko, przyszedł do niej SMS. Był w nim napisane: '' Dzisiaj mi się nudziło, więc trzeba było wyjawić jakiś sekret. Chyba się nie gniewasz?''
Caitlin wzięła ramkę ze zdjęciem siebie i swojego taty i rzuciła nim o ścianę. Ramka rozbiła się. 
Dziewczyna wsiadła obok łóżka, a z oczu płynęły jej łzy. 


Godzina 20:45

Max jechał samochodem, wracając ze siłowni. Słuchał głośno muzyki. Nagle przyszedł do niego SMS z treścią : ''Chcesz odzyskać telefon? Wróć do siłowni. Tylko ty i ja. '' Podekscytowany Max szybko zawrócił. Gdy był już na miejscu. Wszedł do środka. Drzwi były jeszcze otwarte, ale nikogo nie było słychać ani widać. Nagle usłyszał warkot silnika na zewnątrz. Ktoś siedział w samochodzie Maxa. 
- Jesteś już trupem! - powiedział Max
Samochód zaczał jechać prosto na niego. Max zaczął uciekać, lecz nie miał za bardzo gdzie. Chłopak wleciał na maskę auta. Osoba w środku nadal jechała. Max był oszołomiony. Samochód wjechał w kartony obok drewnianego bilboardu, który się rozwalił kiedy samochód w niego wjechał. Max wypadł z maski. Bardzo bolała go ręka. Leżał w kartnach i resztkach bilboardu. Ze samochdu wyszła zakapturzona postać z hakiem w ręku. Podeszła do Maxa. Stała nad nim. 
- Przepraszamy za tamto. Nie chcieliśmy tego. - powiedział wystraszony Max. 
Nagle ktoś wyszeł ze siłowni. 
- Hej. Co ty sie dzieje? - zawołał z daleka.
- Pomocy. Pomóż mi - wrzeszczał Max.
Prawie nieprzytomny Max niezauważył nawet, że mordercy już nie było. 




-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam do komentowania :) I przepraszam że tak długo nie było odcinka. Ale wiecie..nauka, ferie i w ogóle. Postaram się jak najszybciej napisać siódmy odcinek :)  
  
 

 

 

















piątek, 22 stycznia 2016

Polecana strona.

Bardzo serdecznie zapraszam na grupę Serialomaniak na facebooku :)
Są tam świetne posty i świetna administracja :)
Zapraszam :)
https://www.facebook.com/groups/324671851059003/

https://www.facebook.com/groups/324671851059003/

https://www.facebook.com/groups/324671851059003/

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Odcinek 5 - ''Hello, Grace''

Odcinek 5 - ''Hello, Grace''


Godzina 12:31

Dom Grace Dawson




Grace, Caitlin i Jill siedziały na werandzie. Rozmawiały o tym co się wydarzyło. Jill była bardzo poruszona. Najpierw akcja na łodzi, później porwanie a teraz to.

-Rodziców nie było wtedy w domu? - zapytała Grace

-Nie, pojechali gdzieś, Jezu po prostu nie wierzę w to. Nawet nie wiedziałam kiedy to się stało...- odpowiedziała smutno Jill.

- Spokojnie, nie martw się. Wszystko się ułoży - powiedziała Grace, kładąc rękę na ramieniu Jill.

- Łatwo ci mówić...

-Słuchajcie, ten kto nas gnębi musi mieć jakiś powód prawda? - powiedziała Caitlin rozładowując sytuacje.

- Chce nas po prostu pozabijać – stwierdziła Jill stanowczo.

- Chwilkę. Caitlin wyjęła swój telefon i spojrzała na SMS-a od blokowanego numeru. Tego SMS-a, którego dostali wszyscy.

-Co robisz? - spytała Grace.

- Co wy na to aby, napisać do niego?

- Do kogo?

- Do tego kogoś kto wysyła nam te groźby. Wiem, że ma zablokowany numer, ale mam opcję ''Wyślij wiadomość''.

Dziewczyny spojrzały na siebie, jakby był to jakiś szpiegowski pomysł.

- Możemy spróbować – zasugerowała Jill.

Caitlin napisała do blokowanego numeru SMS-a z treścią – ''Kim jesteś?'' Po nie całej minucie zadzwonił sygnał SMS-a. Dziewczyny wzdrygnęły się. Czekały na tego SMS-a jak małe dzieci na prezenty na gwiazdkę. Caitlin przeczytała treść na głos.

- Napisał : ''A jak myślisz?''

- Napisz, że nie wiesz i spytaj się dlaczego nam to robi – powiedziała Jill.

Caitlin napisała. Nie minęło parę sekund, gdy przyszedł SMS z treścią: ''Należy wam się to.''

Dziewczyna pokazała reszcie SMS-a. Grace złapała się za głowę, jakby myślała nad jakimś trudnym zadaniem z matematyki. Jill złapała się za ramiona, jakby było zimno.

Nagle przyszedł trzeci SMS:

''Caitlin, powiedz Jill, że teraz ładniej wygląda.''

Dziewczyna otworzyła szeroko oczy. Wstała i zaczęła się rozglądać się na prawo i lewo.

- Caitlin, co jest? - spytała Grace.

Dziewczyna pokazała im SMS-a. Jill nerwowo złapała się za włosy.

- Cholera. Skąd on wie, że siedzimy razem? - powiedziała Grace.

- Lepiej, wejdźmy do środka.

Dziewczyny wstały z werandy i szybko weszły do domu. Nagle ich telefony zadzwoniły. Przyszedł kolejny SMS. Tym razem do wszystkich. Było tam napisane:


''Teraz to nie będzie takie łatwe, suki '' 

 




Godzina 16:55

Dom Caitlin Hampton



Do drzwi ktoś zapukał. Rodziców Caitlin nie było w domu. Ojciec miał dzisiaj zebranie na uczelni. Matka natomiast pojechała zrobić zakupy. Dziewczyna otworzyła drzwi. Przed oczami zobaczyła swojego sąsiada. Starego pana Watsona. W lewej ręce trzymał laskę do podpierania a w prawej małą paczkę na której pisało dla Caitlin Hampton.

- Dzień dobry panie Watson. O co chodzi?

- Dzisiaj na parapecie u mnie zostawił ktoś tę paczkę. Chyba do twojej mamy.

- Caitlin to ja. Moja mama to Jane.

-A racja. Racja. Przepraszam.

- Nic się nie stało.

Pan Watson odszedł bez słowa, tylko uśmiechając się. Caitlin zdziwiona tym, że ktoś zostawił paczkę u Watsona, natychmiast ją otworzyła. Nie było adresu nadawcy. W środku było jeszcze mniejsze pudełko. Otworzyła je. Ujrzała złoty naszyjnik z niebieską zawieszką w kształcie koniczyny. W pierwszej chwili nie wiedziała o co chodzi. Nagle przypomniała sobie, że to jej naszyjnik. Ten naszyjnik, który miała ze sobą tego dnia, kiedy potrącili tego faceta, Johna Harrolda. Pamiętała, że zgubiła go gdzieś na złomowisku.

- Boże... - powiedziała cicho.





Godzina 17:45

Przedmieścia Hellsing Meaks




     Jill wracała z pracy od siostry. Chciała jak najszybciej wrócić do domu i obejrzeć jakiś film albo pomalować paznokcie na nowy kolor. Nadal była wstrząśnięta tym co się stało. Nie mogła sobie wyobrazić do czego jest jeszcze zdolny ten człowiek. Gdy była przy domu miejscowej lekarki, zabrzmiał dźwięk SMS-a w jej telefonie. Jill była zdenerwowana. Każdy SMS, każdy list był dla niej czymś nieoczekiwanym.

     Był to SMS od Maxa : ''Hej. Wpadaj do mnie Obejrzymy jakiś film :)''. Jill poczuła ulgę oraz szczęście, że Max chce z nią obejrzeć film. Nie musi być sama w domu. Dom Maxa był niedaleko, dlatego postanowiła iść dalej pieszo. Przeszła przez sklep, klinikę dla chorych zwierząt, parę jednorodzinnych domów, cukiernię i była już obok domu Maxa. Był to dość spory jednorodzinny dom pomalowany na jasno-zielono. 
Weszła do altanki i zapukała do drzwi. Nic. Zapukała drugi raz . Również nic. Chwyciła klamkę i przekręciła ją. Drzwi otworzyły się. W środku wszędzie było ciemno. Wiedząc gdzie iść, ponieważ znała mieszkanie Maxa, poszła w stronę kuchni.

- Halo? Max? Jesteś?

Weszła do kuchni i zapaliła światło. Usłyszała jakieś stukanie, dobiegające z pokoju Maxa. Miała tego dość. Pomyślała, że nie będzie wiecznie się bała. Wzięła z szafki w kuchni duży nóż i szła cicho w stronę pokoju. Przeszła przez korytarz i gdy była już przy nim weszła tam i szybko zapaliła światło. Nikogo tam nie było. Nadal słyszała stukanie.

Przeszła parę kroków do okna. Zauważyła, że to tylko dzwonki przyczepione do okna na zewnątrz. Mama Maxa zawsze była mocno religijna i wieszała jakieś badziewie. Nagle Jill usłyszała jakby ktoś puknął w okno. Wystraszona zaczęła iść w stronę drzwi. Otworzyła je. Zobaczyła kogoś na czarno ubranego w kapturze. Zamachnęła się nożem na tę postać. Był to Max, który przytrzymał jej rękę z nożem.

- Hej, hej, Spokojnie! Co ty tu robisz, Jill?

- Co ja tu robię? Przecież napisałeś mi SMS-a, że mam przyjść i będziemy oglądać film!

- O czym ty mówisz? Byłem właśnie w sklepie i zostawiłem telefon w domu. Zaraz ci pokaże. - Max poszedł w kierunku swojego pokoju. Jill szła za nim. Spojrzał na biurko.

- O cholera. Gdzie on jest? - powiedział zdziwiony Max.

-Ja ma wiedzieć – odpowiedziała Jill

- To nie jest kurde śmieszne. Na prawdę kładłem go tu.

- A co jeśli....

- Co? Niby co? - powiedział zdenerwowany Max

Do Jill zadzwonił telefon. Była do Caitlin.

-Halo

-Hej słuchaj jest problem. Ktoś wysłał mi w paczce naszyjnik, który zgubiłam tego dnia co …..no wiesz.

- Serio? Bo ten ktoś chyba także ukradł telefon Maxa.

- Jak to ?

- Max zostawił go na biurku i nie zamknął drzwi bo wyszedł na chwilę do sklepu...

-Jak to nie zamknął drzwi?

- Niech sobie daruje kazania – powiedział Max słysząc to co mówi Caitlin.

- No po prostu nie zamknął. Ale to nie ważne. Ktoś ma jego telefon i prawdopodobnie jest to ten sam facet (jeśli to w ogóle facet), który nas prześladuje.

-Szlak by trafił! – powiedział Max, uderzając pięścią w worek treningowy, który miał w pokoju.




Godzina 18:27

Ulice Hellsing Meaks




     Kevin jechał swoim samochodem za swoim tatą niepostrzeżenie, tak aby go nie zauważył. Postanowił sprawdzić czy naprawdę jedzie on na spotkanie biznesowe. Samochód zatrzymał się przy dużym budynku, gdzie kiedyś znajdował się mały szpital. Kevin zaparkował na niedużym parkingu, obok tego budynku. Nikt go nie zauważył a on mógł obserwować swojego ojca. Richard stał cały czas z jakąś torbą przy budynku, jakby na kogoś czekał. Kevin wiedział, że coś tu nie gra. Nagle podszedł jakiś otyły facet do Richarda. 
     Ten wyciągnął z torby jakąś niewielką paczkę i podał ją facetowi, który bez słowa odszedł i dał tylko kasę Richardowi. Kevin miał właśnie wyjść z auta, gdy jednak coś w głowie mówiło mu, żeby nie wychodził. Był już praktycznie pewny, że jego ojciec handluje narkotykami. Ale dlaczego? Poczekał, aż Richard pojechał i ruszył za nim. Postanowił, że wróci później i powie ojcu, że był u Maxa.




Godzina 19:30

Przedmieścia Hellsing Meaks.




Grace szła chodnikiem w stronę domu. Wracała od Caitlin z którą razem oglądały jakiś film dla przełamania emocji. Było już ciemno i ulice były opustoszałe niczym w Halloween zeszłego roku, kiedy wszyscy wyjechali na imprezę halloweenową, która odbywała się w miasteczku obok. Niespodziewanie przyszedł do niej SMS z treścią : Hello, Grace. Dziewczyna obróciła się. Wystraszona zauważyła, że daleko za nią ktoś stoi i się patrzy. Nie widziała dokładnie kto. Postać zaczęła iść powoli w jej stronę. Grace zaczęła biec do swojego domu. Zobaczyła, że postać biegnie za nią. Wystraszona Grace gdy była już w domu zamknęła drzwi na trzy zamki. Jej mamy nie było w domu, iż pojechała na kawę do siostry. Grace poczuła się bezpiecznie, lecz nie trwało to długo gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Grace westchnęła z nerwów. Gdy szła odwiesić kurtkę, zobaczyła postać za szklanymi drzwiami od ogrodu.

- O mój Boże .


Zaczęła się modlić by drzwi były zamknięte. Owszem były, lecz zakapturzona postać z hakiem, wzięła marmurową doniczkę, która leżała za drzwiami i rzuciła ją w drzwi od ogrodu. Szkło posypało się na kawałki. Grace zaczęła uciekać przed siebie. Postać ruszyła za nią. Grace wbiegła na górę do łazienki i zamknęła drzwi od niej. Oparła się o drzwi, gdy nagle przez drewniane drzwi przebił się hak, kalecząc Grace rękę.

- Ahhh, O nie. Cholera – westchnęła

Widziała, że ten ktoś zaraz rozwali drzwi. Podeszła do okna. Krew z ręki kapała jej na wannę i muszlę klozetową. Stanęła na parapet. Chciała skoczył, lecz od ziemi dzieliło ją poddasze i 5 metrów. Drzwi od łazienki się gwałtownie otworzyły. Postać weszła do łazienki. Grace nie miała wyboru. Otworzyła szybko okno i miała skakać gdy postać chwyciła ją za włosy.

- Ałaa, Puszczaj.


Postać ujęła hak do góry w celu zadania ciosu w plecy Grace, lecz ona wyrwała się z rąk mordercy. Poturlała się po poddaszu i spadła na ziemię. Poczuła ból we wszystkich kościach. Zauważyła, że jej mama podjechała pod garaż.

-Mamo! Pomocy! - krzyczała

Margo (mama Grace), przez warkot silnika samochodu nie słyszała córki. Grace zaczęła czołgać się w stronę matki.

- Jezus Maria! Co ci się stało? – westchnęła Margo, widząc córkę na ziemi.

Grace nie wiedziała co odpowiedzieć, ale nie miała wyboru.

- Ktoś mnie zaatakował. To pewnie ten ktoś co zabił Kelly.

- Boże, dzwonię po policję i karetkę.

Po 10 minutach policja z karetką była na miejscu.

Co się stało? - zapytał szeryf Hudson.

-Ktoś zaatakował moją córkę i pewnie to ten ktoś kto zabił córkę Harperów. Sprawdźcie nasz dom.

- Perkins, Drake. Sprawdźcie mieszkanie. Ja spiszę zeznania. Niech zaprowadzi pani córkę do karetki. Pielęgniarka w karetce opatrzyła ranę Grace.

- Niestety. Potrzeba trochę szwów.


Pielęgniarka szukała szwów. Grace pomyślała sobie : Co to za specjaliści z tych lekarzy i policjantów. Szeryf zostawił swoich pracowników, żeby spisać niepotrzebne na tę chwilę zeznania, a pielęgniarka szuka szwów. Może najlepiej od razu, się wykrwawię. Naglę przyszedł SMS do Grace. Było w nim napisane: 
 

''Następnym razem to twoja matka będzie skakała z okna'' 




-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję,  że spodobał Wam się odcinek 5. Postanowiłem, że dialogi będą teraz tak wyglądały, jak w tym odcinku. Miałem juz napisać odcinek w piątek, ale jakoś tak wyszło, że dopiero teraz go skończyłem. Komentarze i obserwacje mile widziane :) //Fajny blog