piątek, 10 lutego 2017

Odcinek 9 - It's just a lie

Odcinek 9 - It's just a lie


Godzina 6:45
Dom Caitlin

Caitlin była zdruzgotana po wczorajszym zajściu, wiedziała, że musi iść zakopać biedne stworzenie. Prawie całą noc nie spała. Wstała o 5:15, gdy na zewnątrz było jeszcze ciemno, miała iść zrobić porządek z kotem, lecz coś jej nadal nie pozwalało wyjść. Była już 6:55, gdy wyszła, cały czas obracała się za siebie. W tym momencie miała obsesje...Czy nikt jej nie widzi? Mimo, że ten mały skrawek podwórka mieścił się za domem, obok przerośniętych krzaków i na zewnątrz było jeszcze wystarczająco ciemno, Caitlin i tak się bała. Weszła na skrawek ogrodu, gdzie wczoraj odbyła się ta masakra.

- Jezu...- powiedziała zatykając usta i nos ręką z powodu zniesmaczenia i smrodu.
Głowa biednego zwierzaka spadła z wbitego w ziemię patyka i leżała teraz na trawie razem z rojem much. Caitlin wzięła szpadel ze swojego garażu i zaczęła wykopywać dołek. Po pewnym czasie udało wykopać jej się dość spory dół. Zgarnęła szpadlem kota, a właściwie już jego resztki do dziury i zakopała je. Odniosła szpadel do garażu i wróciła do domu, po czym umyła 5 razy ręce. 

*** 

Godzina 10:00

Uczniowie Liceum w Hellsing Meaks zaczynali dzisiaj lekcje o 10:00, ponieważ starsze klasy pisały testy sprawdzające wiedzę. Tak się składało, że o 10:00 jest ulubiona lekcja każdego ucznia : Pora na śniadanie w szkolnej stołówce. Max, Grace i Kevin siedzieli przy stole. Jill poszła po sałatkę. 

- Chłopaki...dostaliście ostatnio jakieś smsy? - spytała Grace
- Nieee...może psychol sobie odpuścił...- powiedział Max
- Ja też nic nie dostałem, choć nie wydaje mi się, że sobie odpuścił..- dodał Kevin.
- Wiecie..że jutro idziemy na ten bal dobroczynny...- zaczęła Grace
- Serio? Musimy? - zapytał Kevin
- Tak. Jill chciała żebyśmy przyszli.
- A czego ona nie chce...-zaczął Max...- nie wiem..raczej nie przyjdę...znów zaczyna mnie boleć ręka...Kevin i ty możecie iśc...a Caitlin nawet dzisiaj nie przyszła więc nie wiem.
W tym momencie do stołówki weszła Caitlin. Podeszła do stolika do przyjaciół wystraszona.
- Cześć wam - powiedziała
- Hej..czekaliśmy na ciebie...idziesz jutro na ten bal? - zapytała Grace
- Yyyy...jaki?
- Bal dobroczynny na rzecz osób chorych na raka i porzuconych zwierząt. Jill prosiła.
- Yyy...myślę, że...yy tak
- Yyy..może...yyyy...nie..yyy...hahah- mówił Max śmiejąc się.
- To spoko - powiedziała Grace. 
Przyszła Jill ze sałatką warzywną. 
- Oo Hej Caitlin. Co ty taka zmarnowana?
- Ja? Yy..Trochę się źle czuję..chyba grypa żałądkowa. - usiadła.
- Przynieść ci coś do picia? - zaproponowała Jill
- Yyy...niee, dzięki.
- Przestań. Przyniosę ci twój ulubiony sok wiśniowy.
Jill poszła z powrotem do bufetu. 
- Co tam wczoraj robiłaś Caitlin? - uśmiechnęła się Grace
- Co? - zapytała zdziwiona.
- Co wczoraj robiłaś? Nie odbierałaś...
- Spałam. - powiedziała szybko Caitlin.
- Okej...
- Proszę twój, czerwony, wiśniowy sok. - przyszła Jill i postawiła sok obok Caitlin. 
- Dzięki. 
Caitlin wzięła niewielkiego łyka/ Tymczasem dostała SMS: 

''Na szczęście udało mi się wczoraj zebrać trochę krwi kotka. Zgadnij z jakim dodatkiem pijesz swój sok wiśniowy?"  

 Caitlin wytrzeszczyła oczy. Odsunęła się z krzesłem od stolika i trzymającą butelkę ze sokiem upuściła na posadzkę. Rozbiła się i czerwony sok oblał jej buty. Ludzie ze stołówki zaczęli się śmiać. Niektórzy pod nosem a niektórzy głośno. Jedna pani ze stołówki patrzyła się z wyrazem twarzy mówiącym: ''Te dzieciaki nawet nie umieją trzymać w ręce butelki''. Caitlin pobiegła do toalety. 
- Jill, chodź ze mną. - dziewczyny pobiegły za Caitlin do WC. 
- Chłopaki, weźcie nasze rzeczy..- powiedziała Jill do Kevina i Maxa.
  
Caitlin siedziała w łazience i czyściła papierem buty. Jill i Grace weszły. 
- Caitlin. Spokojnie...nic się nie stało...- mówiła Grace
Caitlin zaczęła płakać i pokazała SMS dziewczynom. 
- Co...? Ale o co mu chodzi? - powiedziała Jill. 
Caitlin patrzyła się w lustro.
- Czy coś się wczoraj wydarzyło? - spytała Grace.
- Oh...Dostałam wczoraj jakieś dziwne telefony z dziwnymi dźwiękami...potem morderca przecioł na pół kota sąsiadów i skaleczył mi nogę.
- Właśnie widzę, że starasz się chodzić normalnie, ale nie wychodzi ci to. Bez obrazy - powiedziała z lekkim uśmiechem Jill, która widocznie próbowała rozładować atmosferę. 
- Ale...chwila...Czemu nam nie powiedziałaś?- powiedziała Grace.
- Bo mi zabronił...
- Jill spojrzała na Grace.
- A teraz chyba sama sobie przepłukam żałądek...- powiedziała Caitlin z zażenowaniem.
- Jestem pewna, że tam wcale nie było żadnej krwi - zaczęła Grace...- Uwierz czasami psychopaci więcej mówią, w naszym przypadku piszą, niż robią. - objęła Caitlin ramieniem.
- A tak w ogóle..to jednym z tych matołów którzy się z ciebie śmiali był Jason Carpenter, który siedzi ze mną na biologii i dzisiaj go wydam, że ściąga. Dla ciebie - powiedziała Jill.
Kevin i Max "wbili" do WC.
- Ah, te mordercze sekrety...- powiedział Max - Ale nie przejmuj się.
Jill aż podniosła brwi, myśląc o tym, że : WOW. Max umie współczuć i zrozumieć.
- Złapiemy tego sukinsyna - dodał Kevin.
- Jesteście najlepsi - powiedziała Caitlin.



***

Godzina 14:42
Przedmieścia Hellsing Meaks


Jill wracała z paczką balonów i wstążek, które kupiła na potrzeby balu. Weszła do Coffee Team po kawę. Stała w kolejce, gdy ktoś ją nagle stuknął w ramię. Odwróciła się. Zobaczyła Alison.




 - Cześć, Jill. 
- Cześć. - obróciła się by odebrać kawę od sprzedawcy. - Czego chcesz?
- Słuchaj Jill. Na pewno nie zamierzam się kłócić. Może usiądziemy?
- Oh..okej..
Dziewczyny usiadły. 
- Słuchaj Jill. Yyyy...Chcę cię bardzo przeprosić za wszystko.
- Wszystko czyli?
- Za wyśmiewanie, za plotki, za wszystko...Przez całe życie byłam okropną osobą dla ciebie i teraz gdy widzę, jakie życie jest krótkie i dostrzegam to, że możemy w każdej chwili zginąć...- złapała się za głowę - Uważam, że jesteś świetną osobą. 
- Ten dzień jest dziwny...
- Słuchaj to co teraz mówię pewnie wydaje ci się sztuczne i bez znaczenia, ale mówię serio. Przepraszam. Wczoraj cały dzień myślałam o tym wszystkim i nawet się popłakałam. - przeciera oczy- Przepraszam. 
- Wybaczam ci. Nie płacz...w końcu cieszę się, że odbiłaś mi w piątej klasie Jamesa. Słyszałam, że na imprezie u Cindy zwymiotował na ciebie...
- O Matko. Nie przypominaj mi tego haha. 
Dziewczyny zaczęły się śmiać. 
- Czyli dzisiaj ustrajamy dom kultury? - powiedziała Jill
- Oh..taaa..napisałam do innych. Powiedzieli, że przyjdą. - odparła Alison
- Dobra ja muszę iść. To bądź o 18 okej?
- Jasne. 
- I weź chipsy.
- Po co? haha
- Jak dmucham balony to robię się głodna. 
- Haha. 


 ***

Grace zapukała do drzwi Kevina. 
- Hej. - powiedziała
- Cześć.
Grace usiadła na krześle.
- I co? Rozmawiałeś z tatą?
- Tak. A raczej wydarłem się na niego i powiedziałem co wiem o narkotykach...
- Co?! Kevin.....Co powiedział? 
- Najpierw zaczął krzyczeć...a po godzinie przyszedł do mnie i powiedział, że to był tylko jeden raz aby zarobić więcej kasy...i, że ma już nową pracę.
- Skąd masz pewność?
- Nie mam zbyt dużej pewności, ale rano dzwoniła to niego jakaś sekretarka z pracy i widziałem jakieś dokumenty...więc chyba nie jest już tak źle... Gdyby morderca nie grasował na wolności to byłoby nawet idealnie.
- Taaa...
- Co?
- Wiesz...może to przestarzałe i brzmi jak ze "Scooby Doo" , ale powinniśmy zwabić go albo ją w pułapkę...
- Jutro jest bal...i można...
- ...coś wymyślić. - powiedzieli razem. Grace się szeroko uśmiechnęła. Pocałowała Kevina w usta.



Godzina 17:48
Dom kultury w Hellsing Meaks
Sala balowa


Jill i Alison siedziały i wiązały balony.
- Oh...gdzie oni są? - powiedziała Jill 
- Nie mam pojęcia. Wydaje mi się, że nas wystawili - odparła Alison.
- Co za plebsy. Nie wierzę. Jeśli znajdę kogoś z nich osobiście wsadzę im te balony w dupsko.
- Spokojnie Jill. Nie krzywdź biednych balonów. Hahaha.
- Spoko hehe. Ale kurczę. Nie poradzimy sobie. 
Alison poklepała Jill po ramieniu. 
- Jill..my? My? nie poradzimy sobie? - Alison wyciągnęła z torebki telefon i podłączyła pod głośnik, z którego zaczęła grać muzyka. 
- No...- zaczęła Jill-  Teraz to musimy sobie poradzić! 
- No raczej ...! haha


***

Godzina 19:50
Las przy drodze Folkstreet 22

Max dojechał na miejsce. Napisał do Dannego, że już jest. Było już ciemno i dosyć zimno. Max włożył ręce do kieszeni od kurtki. Dostał SMS od Dannego: 

''Podejdź do drzewa obok starej studni. Jest tam dla ciebie wiadomość.''

Max rozejrzał się i nie daleko zobaczył małą studzienkę. Podszedł. W drzewie w małej dziurze była mała karteczka. 



 Max sięgnął ją. Było na niej napisane, wielkimi literami i koślawo "NA MOŚCIE" 

- Teraz się nie wywiniesz. - powiedział cicho. Pobiegł w stronę mostu. Zobaczył krzesło na którym siedział obrócony tyłem do Maxa Danny. Max był zdziwiony, ale nie dał tego po sobie poznać. Oparł się o most i zrobił złowroga minę, mimo, że Danny go nie widział.


- Dobra. Dosyć tych zabaw. Już wiem, że to ty. - zaczął iść w stronę siedzącego Dannego. - Halo ? Słyszałeś? Dosyć tych twoich pieprzonych gierek. Max obrócił z całą siłą krzesło w swoją stronę. 
Na krześle siedział Danny, który miał wnętrzności na wierzchu oraz podcięte gardło. 

- Jasna cholera..!  - krzyknął Max

Danny miał w usta włożoną małą karteczkę. Max wyciągnął ją. Była następująca treść: 

''I co Max? Go też wyrzucisz do wody?'' 



 Godzina 20:16
Dom Kultury

 Alison i Jill skończyły dekorować sale i porządkowały pudełka ze wstążkami, cekinami i igłami. 

- Jill...-zaczęła Alison - Mam pytanie...
- Tak?
- Wiesz...ostatnio był u mnie Max...w sumie zaprzyjaźniliśmy się...
- Oh, To fajnie..
- Tak.. tylko, że oglądaliśmy film i Max trochę wypił..właściwie to sporo, bardzo sporo wypił - lekko się zaśmiała - i zaczął gadać jakieś głupoty...hah
- Jakie? 
- Że nienawidzi lata...ponieważ stwierdził, że potrącił kogoś a raczej powiedział ''potrąciliśmy". Wiesz coś o tym? trochę się martwię o niego..
Jill patrzyła się w jeden punkt przez chwilę i nagle...zaczęła mówić.
- Yyyy...tak..Jechaliśmy któregoś dnia i uderzyliśmy samochodem w jakiś znak drogowy albo słup - próbowała się śmiać - A Max był przekonany, że potrąciliśmy człowieka lub zwierzę. 
- Serio? Jezu...Max to jest agent..hahah. Pewnie też nadużył alkoholu..hahha..co nie?
- Taaa
- Powiem ci szczerze, że ja miałam nie łatwe lato...
- Czemu?
- Moja babcia umarło na raka...mama straciła pracę i zaczęła pić...mój wujek umarł...
- Bardzo mi przykro. Wujek też chorował na raka?
- Hmm? Nie, nie...właściwie to...nie umarł..chociaż moja rodzina przyjęła do wiadomości, że nie żyje.
- Ale jak to?
- Mój wujek zaginął. Pewnego dnia poszedł na ten pieprzony połów ryb i zaginął - zaczęła lekko płakać - ciała nie znaleziono do tej pory...Był dla mnie jak ojciec którego nie miałam.
Jill zrobiła się biała jak ściana.
- Ali ? 
- Tak?
- Twój wujek mieszkał w Hellsing Meaks? - zapytała nie spuszczając wzroku
- Za naszym miastem. Miał zakład mięsny. Nikt go u nas oprócz mojej rodziny i klientów pewnie nie znał.  Nazywał się John Harrold.
Jill upuściła pudełko z igłami, które posypały się po podłodze.
- Oj. Pozbieram. - ukuła się w palec. - Ajć..
- Idź do wc. Prosto i w lewo. Przemyj wodą. Ja pozbieram.
- Okej.
Jill pobiegła do WC. Pierwsze co zrobiła, to zadzwoniła do Grace.

-Halo? No co tam Jill?
- Gdzie jesteś?
- Jestem akurat z Kevinem u Caitlin. Skończyłyście? Wpadniesz?
- Mamy problem.



Godzina 20:37
Dom Caitlin


Jill opowiedziała wszystko przyjaciołom. 
- To jest jakiś zły sen...- powiedziała Caitlin, łapiąc się za głowę. 
- Ja nie wierzę, że mamy styczność z wujkiem Alison, z którą jak na złość się zaprzyjaźniłam...
- Ja nie wierzę, że Max, który mówił, że jak ktoś z nas wyda sekret to osobiście zabije a sam to robi! - powiedziała Grace
- Słuchajcie...nie możemy wzbudzać podejrzeń wobec Alison - stwierdził Kevin
- Racja...choć wątpię że będzie podejrzewać - odrzekła Jill
  Nagle do domu Caitlin wszedł Max. Przerażony i skołowany. 
- Kto do nas zawitał? - powiedział Kevin
- Max..jak mogłeś nas wydać? Okej. Byłeś pijany ale kurna..nie trzeba było pić. Szlak. - powiedziała Jill
- Ale o co chodzi?
- Prawie nas wydałeś! Masz szczęście, że Jill nas z tego uratowała. - odrzekła Grace
Max złapał się za głowę. 
- Ale mów teraz ty co się znowu stało? - powiedziała Caitlin 
Max pokazał zdjęcie Dannego.
- Jezu...
- To sprawka mordercy zwabił mnie...
- Powiedz, że nic nie ruszałeś i chociaż zostawiłeś to w spokoju - mówił Kevin
- Tym razem tak. 
- Ja nie mogę... - mówiła bezsilnie Jill.
- Ludzie. Jutro jest ten bal. Myśleliśmy o tym aby zwabić mordercę do lasu...- powiedziała Grace 
- I ? Morderca wyskoczy na nas z nożem większym niż on sam, tak? - powiedziała Jill ironicznie
- Ale ty mamy inne rzeczy: samoobrona i niewinność nastolatek oraz pistolet. 
 Nagle wszyscy dostali SMS-a.

Caitlin przeczytała na głos : 

ROZPOCZYNA SIĘ KRWAWE PRZEDSTAWIENIE A WY DOSTALIŚCIE GŁÓWNE ROLE. DO ZOBACZENIA.  XOXO. 






------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Myślę, że nie długo uda mi się napisać 10 odcinek czyli finał 1 sezonu ;) 
Dajcie znać co sądzicie o 9 odcinku ;) 
 



 
















 








 





















 















 












 


















 





 

















czwartek, 9 lutego 2017

ODNOWIENIE?

NA POCZĄTEK MUSZĘ WAS SZCZERZE PRZEPROSIĆ (TĄ GARSTKĘ OSÓB, KTÓRE TO CHYBA CZYTAŁY), ŻE PRZEZ PÓŁ ROKU NIE WCHODZIŁEM NA BLOGA I NIC NIE PISAŁEM. ALE MUSIAŁEM SOBIE WSZYSTKO W ŻYCIU POUKŁADAĆ (WYBÓR SZKOŁY ITP) TO PO PIERWSZE A PO DRUGIE MIAŁEM WRAŻENIE, ŻE NIKT NIE CZYTA TEGO BLOGA CZYLI MOJEGO OPOWIADANIA, DLATEGO STWIERDZIŁEM, ŻE Z TYM KOŃCZĘ. OSTATNIO KTOŚ MNIE ZAPYTAŁ ''A TY W OGÓLE BĘDZIESZ PISAŁ TE SWOJE OPOWIADANIE CO KIEDYŚ PISAŁEŚ? BO MI SIĘ PODOBAŁO."  OTÓŻ MYŚLĘ, ŻE WE WAKACJE DOKOŃCZĘ LOSY PRZYJACIÓŁ (MAM JUŻ POMYSŁY NA TRZY SEZONY)
PO PROSTU OBSERWUJCIE BLOGA I TYLE I DAJCIE FOLLOW :)

JEŻELI NA SERIO KTOŚ TO PRZECZYTAŁ TO BARDZO PROSZĘ, ALE TO BARDZO O ZOSTAWIENIE W KOMENTARZU CHOCIAŻ TĘ NIESZCZĘSNĄ KROPKĘ lub coś innego :D

See ya! *;* :P :)