poniedziałek, 28 marca 2016

Odcinek 8 - "Pet"

Odcinek 8 - "Pet"

Godzina 8:00
Przedmieścia w Hellsing Meaks

Grace, Jill i Caitlin szły do szkoły wolnym krokiem. Pogoda była ponura i lekko wiało. Nikt nie chciał nic mówić. Jill miała dosyć tej ciszy i postanowiła mówić:
- Dziewczyny....- zaczęła.
Caitlin i Grace zwróciły się w jej stronę.
- Czy myślicie, że...siostra Johna może się na nas mścić?
Dziewczyny przystanęły.
- Jill, posłuchaj. Ja nie tego nie wiem, ale wiem jedno, ten ktoś chce nas pozabijać. A pytania typu : Kto to może być....Przepraszam ale już mnie męczą. - powiedziała Grace.
- Rozumiem....ale po prostu się boję....
- Spokojnie Jill...ja też, ale przetrwamy to- pocieszała ją i objęła ramionami Caitlin.
Jill się uśmiechnęła.
- Wiecie czemu nie ma Maxa i Kevina? - spytała.
- Cóż z tego co wiem Kevin jest chory - powiedziała Caitlin
- A Max?
- Nie wiem...
Dziewczyny były już przed szkołą. Caitlin zadzwonił telefon.
- Idźcie, dziewczyny. Zaraz do was dojdę.
Jill i Grace weszły do szkoły. Caitlin wyciągnęła komórkę z torebki i odebrała.
- Halo.
Słyszała tylko jakiś szum i jakby chrapanie.
- Halo. Ktoś tam jest?

  
Tym razem usłyszała jakby dźwięk piły mechanicznej. Była zdenerwowana i rozłączyła się.
Gdy miała wejść do szkoły, dotarł do niej SMS. Caitlin ponownie wyciągnęła komórkę i odczytała wiadomość. Treść była następująca : " Cześć Caitlin. Co tam słychać? Ja właśnie rozgrzewam się, żeby cię wyeliminować. D zobaczenia *:* '' Caitlin rozejrzała się dookoła. Schowała szybko telefon do torebki i weszła do szkoły.



Uczniowie siedzieli w klasie 35. Była lekcja języka angielskiego. Pani Milton sprawdzała kartkówki, a uczniowie siedzieli w ławkach, nie mając co robić. Pani Milton nagle wstała.
- Słuchacie z racji tego, że jestem w samorządzie naszego miasta, poproszono mnie o wzięcie paru uczniów do pomocy w przygotowaniach do imprezy charytatywnej w nowym barze w domu kultury za tydzień. Ci co dostali ocenę niedostateczną z dzisiejszej kartkówki, będą niestety pracować.
- Ale tak nie można - powiedział jeden z chłopaków z ostatnich ławek.
- Owszem. można.
Jill wiedziała, że dostanie jedynkę i nie chciało jej się pomagać, więc w głębi duszy modliła się, żeby Milton jej odpuściła.
- Czyli pracować będą - mówiła nauczycielka przeglądając kartkówki - Zack, Larry, Fred, Ray, Alison (wszyscy spojrzeli się na Alison, która siedziała na końcu i której w ogóle nie było dzisiaj ani widać, ani słychać) oraz....Jill.

***

Max siedział w swoim domu, przeglądając jakąś gazetę motoryzacyjną. Cały czas myślał co wczoraj było. Pamiętał tylko pocałunek z Alison oraz film, który oglądali. Dlaczego tak szybko poszła? - myślał ? Czyżby za dużo wypił? Pewnie tak. Czy się obraziła? Nie wiadomo. Chciał do niej zadzwonić i musiał to zrobić ze stacjonarnego, gdyż nadal nie miał komórki. Nagle telefon stacjonarny zadzwonił. Świetnie! To pewnie Alison. - pomyślał zadowolony. Odebrał.
- Halo?
- Halo. Cześć Max. Z tej strony Danny.
- Po jaką cholerę dzwonisz?
- Słuchaj. Muszę tobie i reszcie powiedzieć coś bardzo ważnego..
- Mów do rzeczy. O co chodzi?!
- Posłuchaj na serio nie mogę teraz o tym gadać..
- A niby kiedy możesz?
- Przyjedź jutro wieczorem na Folkstreet 22 obok starej rzeczki i mostu. Niech inni też przyjadą.
- Niestety nie mają czasu, więc tylko ja będę..
- Ale...
- Chcesz się spotkać czy  nie ?
- Okej.
Max się rozłączył. Chciał o tym powiedzieć reszcie, ale uznał, że tego nie zrobi, ponieważ chciał sam to rozwiązać.

***

Grace siedziała w salonie czytając magazyn z aktualnym repertuarem telewizji. Myślała jednocześnie o tym wszystkim co ją spotkało. Nie wiedziała jak to poukładać. Nagle przyszedł do niej SMS. Grace przestraszyła się i lekko drgnęła. Był to SMS od mamy z treścią: "Wrócę wieczorem. Nigdzie nie wychodź". Grace położyła telefon na stole i wstała. Podeszła do lustra. Zawsze się przyglądała sobie i myślała co by mogła zmienić, lecz nie w wyglądzie, tylko w życiu. A tym momencie chciała zmienić wszystko. Była tym zmarnowana. 



Ktoś zadzwonił do drzwi. Grace ponownie drgnęła. Otworzyła je i ujrzała Kevina.
- O, cześć. - powiedziała sztywno, próbując się uśmiechnąć.
- Cześć. Możemy pogadać? - spytał Kevin.
- Okej. Proszę, wejdź.
Kevin wszedł do mieszkania i usiadł na pufie.
- Chcesz coś do picia? - spytała Grace.
- Może masz "Bananowe szczęście" - powiedział Kevin, uśmiechając się szeroko do Grace.
"Bananowe szczęście" to był ulubiony napój Kevina i Grace. Pili go zawsze, gdy byli w domu Grace.
- Niestety, nie mam - odpowiedziała.
- No to woda wystarczy.
Grace bez słowa poszła obok do kuchni po wodę. Przyniosła stawiając na stół. Usiadła naprzeciwko Kevina.
- O czym chciałeś pogadać?
- Muszę o tym komuś powiedzieć...
- O czym?
- Ten...morderca..co na prześladuje..wie o czymś co robi mój tata...
- Czyli?
- Mojego tatę zwolnili z pracy i.... handluje narkotykami. Mój tata wie, że ja wiem, ale.. ten ktoś też wie i ....
- Kevin. Czemu nam od razu o tym nie powiedziałeś? Myślałeś w ogóle?!!
- Grace! Mi też nie jest łatwo. Wiem, że mnie nienawidzisz ale może okaż trochę współczucia. Czasami niektórzy ludzie nawet nie wiedzą, jak głęboko w sercu siedzi żal.
Grace spojrzała w dół.
-Ja...przepraszam..
- Może lepiej już pójdę..
- Nie Kevin. Słuchaj nie nienawidzę cię. To co było minęło. Wszyscy jesteśmy winni. I to słodkie, że przyszedłeś do mnie...- Grace wreszcie się uśmiechnęła.
Kevin podszedł do Grace i położył rękę na jej kolanie, lecz do domu weszła nagle Margo i Grace od razu wstała z kanapy.
- Dzień dobry - powiedział Kevin
- Mamo. Miałaś wrócić później...
- A udało mi się wcześniej wyrwać z pracy. Bardzo miło was widzieć razem.
- Taak. Ja właśnie wychodzę - powiedział Kevin.
- Nie wygłupiaj się. Zostań. - powiedziała Margo - Kupiłam dobre gumy. Mogę wam dać.
Grace jednoznacznie spojrzała na mamę. Słowo "gumy" w tych czasach miało wiele znaczeń.
- To ja może pójdę- powiedziała Margo.
- Ja też - dodał Kevin. - t do jutra, Grace.
- Do jutra.

***

Max zapukał do drzwi Jill. Chciał, się spytać jej czy Alison zmieniła numer, bo nie może się do niej dodzwonić. Dziewczyna otworzyła drzwi. Ujrzała Maxa i od razu się uśmiechnęła od ucha do ucha.
- Cześć Max? Co cie sprowadza? Teraz chcesz obejrzeć film? - powiedziała ze śmiechem.
Max wszedł do środka.
- Właściwie to chciałem się Ciebie coś spytać- powiedział.
- Tak? - powiedziała Jill. W jej głosie było słychać uradowanie i ciekawość.
- Czy wiesz może czy Alison zmieniała numer?
Jill zszedł uśmiech z twarzy.
- Nie, nie wiem/ - powiedziała stanowczo.
- Aaaa. No trudno. - Max kierował się w stronę drzwi.
Jill była zdruzgotana i miała już tego dosyć.
 - Dlaczego jesteś taki ślepy?
Max się odwrócił.
-Słucham?
- Kocham cię....znaczy Kochamy cię. My...wszyscy...twoi przyjaciele. A ty tylko Alison to, Alison tamto.
- Ale o co ci chodzi?
- Jesteśmy przyjaciółmi, jesteśmy w tym wszystkim razem, a Alison pojawia się i...- mówiła smutno ale z przekonaniem.
-I co? Wszystko psuje? Jill jesteś jakaś dziwna..
- Ja?? - westchnęła. - wiesz co? Możesz już iść.
- Okej. Na razie.
Jill zamknęła drzwi. Z jej oka popłynęła łza.

***

Caitlin wracała do domu ze sklepu. Kupowała sobie chipsy. Jej mama wróci jutro, a tata mieszka na razie w hotelu, więc zajadała smutek chipsami. Tymczasem ktoś do niej zadzwonił. 
- Halo - mówiła do telefonu
Ponownie słyszała jakieś dziwne chrapanie. Od razu się rozłączyła.

***

Caitlin była już w domu i rozpakowywała paczki chipsów w kuchni. Nagle usłyszała dźwięk telefonu stacjonarnego. Odebrała.
- Halo - powiedziała z mniejszym przekonaniem.


Tym razem usłyszała dźwięk piły mechanicznej. Rozłączyła się. Była przestraszona. Coś ją dotknęło po łydce. Podskoczyła. Był to tylko kot sąsiadów, który zawsze wchodzi do domu Caitlin przez otwarte okno kuchni. 

- Hej, kicia - powiedziała pieszczotliwym głosem. - Chcesz coś do jedzenia, tak? Poczekam zaraz przyniosę ci kawałek szynki z lodówki. Dziewczyna wzięła z lodówki kawałek szynki wołowej. Poszła obok drzwi wyjściowych, gdzie przedtem był kot. Teraz go tam nie było. Drzwi od domu były otwarte. Caitlin wyszła na zewnątrz.
- Kici, kici, Greta, kici, kici.. Poszła kawałek dalej koło krzaków. Odsłoniła je. Ujrzała małą Gretę. Rozciętą na pół. Caitlin westchnęła.
- O mój Boże!!
Usłyszała gdzieś szelest noża. Parę metrów przed nią stała zakapturzona postać. Dziewczyna zaczęła uciekać do domu.
-Nie! Nie!. Pomocy!
Morderca ją gonił. Caitlin zakluczyła drzwi i oparła się o nie. Przez otwór na listy przedostał się nóż, kalecząc jej mocno nogę. Caitlin upadła. 
- O nie! Ała!
Na czworaka szła po bandaż do szafki i po telefon, który zostawiła na szafce. Krew była na dywanie i w kuchni. Zabójca który non-stop pukał do drzwi, nagle przestał. Nie było już go w ogóle słychać. 

***

Caitlin opatrzyła sobie nogę i zawiązała bandaż. Miała właśnie dzwonić na policję, gdy coś szurnęło za oknem. Caitlin odsłoniła firanę. Za oknem na wielki patyk wbita była głowa kota. 
Caitlin zaczęła krzyczeć. 
- O Boże...
Dostała w tym czasie SMS : " Mój kot, moja ty, moje zasady! Żadnych glin, bo ty będziesz niedługo na miejscu kotka"  

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Piszcie opinie :) Jeszcze jeden odcinek i FINAŁ! :)

 














niedziela, 6 marca 2016

Odcinek 7 - ''Meeting''

Odcinek 7 - ''Meeting''


Godzina 12:40
Sobota
Szpital w Hellsing Meaks

Max siedział z ręką w gipsie i owiniętą, skręconą nogą na łóżku szpitalnym. Był tam razem z Jill i Grace.
- Więc, czujesz się już dobrze? - spytała się Jill
- Tak i nie mam pojęcia po jaką cholerę tu siedzę - powiedział.
- Słuchaj Max .. Nie spostrzegłeś kto to może być? - zapytała Grace
- Nie, byłem zajęty wyciąganiem nogi spod gruzu. - odparł stanowczo Max
- Chodzi mi o to czy może.....Sposób poruszania się tej osoby lub jakieś charakterystyczne elementy nikogo Ci nie przypominały?
Max zamyślił się.
- Raczej nie...
Do sali weszła lekarka.
-Witam. Przyszłam sprawdzić jak się pan czuje - powiedziała.
- Wszystko jest okej. Mogę już iść.
- Cóż... możemy pana wypisać po 16 po południu
- Serio ? - powiedział Max ironicznie.
- Tak.
- No dobra...
Lekarka wyszła ze sali.
- Ej, dziewczyny. Czy Alison..... pytała się o mnie?
- Alison? - spytała zdziwiona Jill. - Dlaczego miała niby się o ciebie pytać?
- Nie musicie wiedzieć. Po prostu się pytam.
- Nie, nie pytała.
- W takim razie możecie jej o tym powiedzieć?
- Ale niby po co.....? - zaczęła Jill
- Okej powiemy. - dokończyła Grace. - A właśnie Kevin i Caitlin kazali przeprosić, że nie przyszli ale mieli coś do załatwienia.
- Przywieźliście mi tą pizzę?
- Taaak...Tylko....Kurczę. Zostawiłam w samochodzie- powiedziała Grace - Zaraz ją przyniosę.
Po pięciu minutach była przy samochodzie. Otworzyła bagażnik do którego włożyli pizzę.
Otworzyła szeroko oczy, lekko wrzasnęła i ułożyła rękę na ustach z przerażenia. Cały bagażnik wypełniony był jeszcze żywymi rybami, krabami i wodorostami.
- O mój Boże.
Obok jednego kraba leżała karteczka. Grace wzięła ją. Było na niej napisane: ''Właśnie w tym mnie zostawiliście.''
Dziewczyna zamknęła bagażnik. Nie wiedziała co zrobić. Niespodziewanie weszła na ulicę. Miała mętlik w głowie. Zatrąbił samochód. Zeszła z jezdni.

***

-Co ona tak długo tam robi? - powiedział Max 
- Nie  wiem. Pójdę sprawdzić. - odparła Jill
- Czekaj. Idę z tobą. 
- Przecież nie możesz.
- Przestań. Nikt nie zauważy, poza tym muszę wyjść na świeżę powietrze. 
- Dobra, to chodźmy. 

Po chwili byli na zewnątrz. Zobaczyli Grace stojącą obok samochodu. 
- Co się stało? - spytała się Jill
- Zobaczcie co jest w bagażniku - odparła
Wszyscy powoli podeszli do bagażnika. Max powoli go otworzył. 
- O, cholera! - powiedział.
- Co do diabła? - dodała Jill
Grace podała Maxowi karteczkę, która była w bagażniku. 
- Co to jest? - spytał
- Była w bagażniku. - odparła
Jill i Max przeczytali. 
- O Jezu... - westchnęła Jill
- Co to do cholery ma być? - spytał zdziwiony Max
- A jak myślisz? - powiedziała zdenerwowana Grace - Ten ktoś bawi się z nami z pieprzoną grę. 
- Kto to może być? - powiedziała Jill
- Nie mam pojęcia. A dlaczego chce nas wszystkich pozabijać? - powiedziała Grace - Słuchajcie - on ma nas w garści. Nie możemy pójść na policję i on o tym wie. Obserwuje nas i czeka...Mam już tego dość!
Grace wyszła na jezdnię i zaczęła krzyczeć i wymachiwać rękoma. 
- Na co czekasz!!?? Co??!! Na co jeszcze czekasz????!!!

 

Godzina 13:05
Dom Kevina

Kevin właśnie wrócił z porannego biegu. Przez cały czas myślał o sprawie z ojcem i rozmowie z Grace. Wszedł do domu i usłyszał ojca rozmawiającego przez telefon:
-Tak, dostarczę to dzisiaj. Obiecuję....No do usłyszenia.- Skończył rozmowę. 
- Kto to był? - zapytał Kevin. 
Richard się wzdrygnął na widok Kevina, jakby zobaczył ducha. 
- Cześć. Już po bieganiu?
Kevin wiedział, że ojciec specjalnie zmienia temat, ale miał już dość kłamstw. 
- Kto to był? 
- Słucham?
- Z kim rozmawiałeś?
- Z jednym z ludzi z firmy.
- Dość kłamstw.
- Co takiego?
- Dość kłamstw. Widziałem cię.
- O czym ty mówisz?
- Wiem, że przemycasz narkotyki!
Richard westchnął i usiadł przy stole. Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale szybko je zamknął.
- Tato...w ogóle...co to ma być? Czemu to robisz?
- Kevin, nie zrozumiesz...
- Serio? Taką masz odpowiedź?
- Słuchaj. Muszę to robić?
- Czemu?
- Dwa tygodnie temu, ktoś dał o mnie fałszywe dane, które świadczą o tym....co kiedyś robiłem...i zwolnili mnie.
- Nie rozumiem.
- Kiedyś...nieświadomie przemycałem narkotyki...
- Jak nieświadomie?
- Jeden z moich fałszywych przyjaciół podrzucił mi je do torby, kiedy jechałem samolotem na Florydę. Ciężko było mi się z tego wybronić ale dzięki dobremu adwokatowi udało się.
- Skoro były to fałszywe, to czemu Cię zwolnili?
- Ponieważ w mojej firmie jeżeli ktoś się dowie, że któryś z pracowników nie ma czystego konta to od razu go zwalniają.
- I dlatego handlujesz narkotykami? Żeby zarobić?
Richard spojrzał w okno.
- Nie tylko dla tego.
- Więc, dlaczego?
- Po tym jak mnie zwolnili z pracy, dostałem SMS-a w, którym był napisane, że jeżeli nie zacznę sprzedawać narkotyków to.....
- To?
Richard nie odpowiadał.
- Tato. Odpowiedz mi.
- ....to cię skrzywdzi.
- Co?
- Tak ktoś napisał.
- Dlaczego nie poszedłeś na policje?
- Nie mogłem. Chyba rozumiesz, że ten ktoś by cię skrzywdził. Straciliśmy już mamę, a ja nie chcę powtórki z rozrywki.
Kevin domyślał się kto to pewnie ta samo osoba, która ich prześladuje.
- Domyślasz się kto to może być?
- Nie mam pojęcia....Myślisz, że to ta samo osoba, która zamordowała córkę Harperów i zaatakowała tę twoją koleżankę.
- Nieee, raczej nie. Niby po co miała by sobie zawracać głowę głupimi SMS-ami. - powiedział Kevin specjalnie.
- Pewnie masz rację.
- I co dalej?
- Posłuchaj. Postaram się jakoś z tego wybrnąć. A teraz idę do sklepu. Na razie.
Kevin wiedział, że jego tata nic z tym nie zrobi. Postanowił zadzwonić do Grace. Potrzebował spotkania z nią i jej głosu.


***

Grace i Jill jechały samochodem za las w celu spotkania Melissy Harrold - siostry Johna. 

- Okej.. Zatrzymamy się kilometr od domu i powiemy, że zepsuł się nam samochód i, że chcemy skorzystać z telefonu. Ty pójdziesz na niby zadzwonić a ja w tym czasie porozmawiam z Melissą. 
Zadzwonił telefon do Grace. 
- Grace, odbierz.
-  To Kevin. 
Grace odebrała.
- Halo?
- Grace, cześć. 
- Słuchaj, Kevin. Nie mogę za bardzo rozmawiać.
- Poczekaj. Możemy się spotkać i pogadać. Mam ci coś ważnego do powiedzenia.
- Yyy. Okej...ale może jutro...Zresztą, oddzwonię. 
- Okej. Do zobaczenia. 
- Chce się spotkać? - spytała Jill
- Taak. Nie wiem o czym chce ze mną gadać. 
- Skręć w prawo w ten głąb lasu. 
- Widzę dom. Zatrzymujemy się. 
Dziewczyny zgasiły auto , wyszły ze samochodu i szły w stronę domu. 
- A co jeśli chce nas pozabijać. - powiedziała Jill
- Gdyby na prawdę chciała, już by to zrobiła. - odparła Grace. 
Dziewczyny weszły na werandę. Grace zapukała w drzwi. Nic. Zapukała drugi raz. Również nic. 
- Dobra. Nikogo nie ma. Wracamy - powiedziała szybko Jill.
- Nie ma mowy. Chodźmy zobaczył z tyłu domu. 
Dziewczyny przeszły na tył. Było tam dużo dużych kwiatów w doniczkach a pod oknem było poukładane kawałki drzewa na stos. Grace weszła nie nie, aby zobaczyć przez okno. 
- W czym mogę pomóc?  - powiedziała kobieta, która zobaczyła dziewczyny. 
Była to Melissa Harrold. Niska kobieta z krótkimi blond włosami i niedbale ubrania w obcisłą sukienkę, w której widać było biały stanik.
- Oo, Witam - mówiła Grace schodząc z drzewa i chwiejąc się. - Samochód nam się zepsuł i chciałybyśmy skorzystać z telefonu. 
Melissa patrzała się chwilę na Grace i Jill jakby nigdy nie widziała ludzi. 
- Proszę za mną.

Dziewczyny weszły z Melissą do domu. 
- Telefon jest tam - powiedziała Melissa wskazując na koniec korytarza.
- Dzięki....yyyy...Jessica...wezwij pomoc drogową.. - powiedziała nie wzbudzając podejrzeń Grace.
- Jasne....Angela... - odpowiedziała Jill, wiedząc o co chodzi.
Jill obróciła się, chcąc iść zadzwonić, nagle wpadła na czarny płaszcz rybacki i lekko wrzasnęła. 
- O mój boże. - Jill uśmiechnęła się jakby śmiejąc się z własnej głupoty. 
- Nazywam się Melissa Harrold. Mieszkacie gdzieś w pobliżu?
- W Hellsing Meaks.
- Aha.
- Nazwisko Harrold coś mi mówi. Czy to ty ze swoim bratem mieliście tutaj zakład mięsny. 
- Tak.
- Cóż mój tata zawsze tu przyjeżdżał kupować u was mięso.
- Tak? Jak się nazywa?
- Yyyy....Mark Hamillton - skłamała Grace.
Melissa co chwilę patrzyła się na dzwoniącą Jill. 
- Nie kojarzę - powiedziała.
- Więc...twój brat gdzieś wyjechał?
- Niee, John zaginął w na początku tegorocznych wakacji. Nigdy go nie odnaleziono. Poszedł na połów ryb i nie wrócił. 
- Bardzo mi przykro....Mieszkasz sama?
- Yyy. ...tak. Tata umarł dawno temu a mama trafiła do specjalnego zakładu. Nie mogła się pogodzić ze zaginięciem Johna. Od tamtego czasu wszystko się zmieniło. 
Grace patrzyła smutno na Melissę. Przyszła Jill. 
- Już jadą - powiedziała.
- Zrobić wam herbatę? - zaproponowała Melissa.
- Miło z twojej strony - powiedziała Grace.
Melissa poszła do kuchni nastawić wodę. 
- Więc twój brat był rybakiem? - zapytała nagle Jill
- Yyy...tak. Zawsze go to uspokajało. Był bardzo uczuciowym i dobrym człowiekiem. Teraz wszystko jest inaczej bez niego. 
Grace spojrzała się w podłogę. 
- Myślę, że jednak powinnyśmy już iść. - powiedziała.
- Nie bądźcie śmieszne. Zostańcie. 
- Niee. Poczekamy w samochodzie na pomoc drogową. - powiedziała Grace kierując się ku wyjściu.
- Dziękujemy za pomoc - dodała Jill, idąc za Grace.
- Polecam się. Teraz nie wiele osób puka do moich drzwi. - powiedziała Melissa.


***

Dziewczyny wsiadły do samochodu. Grace oparła się o drzwi i trzymała za głowę. 
- Dobrze się czujesz? - spytała Jill
- Nie wytrzymałam. Wizyta w jego domu oraz rozmowa z jego siostrą przerosły mnie. 
- Spokojnie. Poukładamy to
Nagle do okna samochodu mocno ktoś zapukał. Jill drgnęła i złapała się za głowę. Była to Melissa. Grace otworzyła szybę. 
- Zostawiłaś okulary przeciwsłoneczne. - powiedziała
- Dzięki. 
- Widzę, że samochód w porządku. 
- Tak. Cholerne pudło od razu zaskoczyło. 
- Dziwna sprawa..... - powiedziała Melissa
 Dziewczyny odjechały. Melissa patrzyła się wrogo na odjeżdżający samochód, aż nie zniknął z jej oczu. 


Godzina 17:10
Dom Caitlin

Caitlin rozmawiała z Jill przez telefon. 
- Podejrzewasz tą jego siostrę? - mówiła Caitlin
- Nie wiem co o tym myśleć, ale to praktycznie było by najprostsze wytłumaczenie.... Jak twoja mama?
- Nadal jest smutna...
- Współczuję.
Caitlin wstała i otworzyła szafkę, w której były książki. Z jednej wystawała karteczka. 
- Widziałam dzisiaj Alison jak szła do Maxa. Nie wierzę, że się zaprzyjaźnili. A ty co myślisz?....Halo....Caitlin...?
Catilin spojrzała na karteczkę. Z jednej strony było napisane : ''WY TEŻ TAK SKOŃCZYCIE" . Odwróciła karteczkę. Z drugiej strony było zdjęcie martwej Kelly. 
- O Boże....
- Caitlin? Co się stało??
- Yyyy...zaraz ci wyślę zdjęcie...
Wiadomość dotarła do Jill. 
- Jezu....

 Godzina 22:45
Dom Maxa.

Max i Alison skończyli oglądać film. Max sporo wypił i był kompletnie pijany. 
- Chyba za dużo piwa? - powiedziała Alison ze śmiechem.
- Spoko...Zaraz chyba i tak pójdę spać...
- A ja chyba zaraz będę się zbierać...
- No to musisz się ze mną jakoś pożegnać. - powiedział Max
- Gdybyś nie śmierdział piwem....może by coś zaiskrzyło. Hahaha
- Bardzo śmieszne....- powiedział Max prawie śpiąc.
- Kurcze nie mogę się doczekać lata.
- Czemu?
- Ponieważ, ciocia zabiera mnie do Francji. 
- Ja nienawidzę lata...
- Hah, Niby dlaczego??
Max się rozciągnął. 
- W tegoroczne lato jechaliśmy samochodem i potrąciliśmy kogoś. Ale było grubo...
- O czym ty mówisz? 
- Właśnie o tym.. Sorki ale chyba odpływam..Dobranoc. 
Alison przez chwilę patrzyła na Maxa, który już spał. Wzięła torebkę i wyszła z mieszkania jakby coś ją wystraszyło. 


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na odcinek 7. Komentujcie i piszcie co sądzicie :) Jeszcze trzy odcinki i FINAŁ :D 

sobota, 13 lutego 2016

Odcinek 6 - ''Phone''

Odcinek 6 - ''Phone''



Godzina 10:33
Szpital w Hellsing Meaks

- Chciałyśmy poprosić o wypis ze szpitala na zalecenie lekarza – powiedziała mama Grace stojąc przy recepcji.
-Proszę chwilę poczekać – szybko powiedziała lekarka.
Margo usiadła obok Grace w poczekalni.
- Jak się czujesz?
- Mamo, pytasz mnie już chyba dziesiąty raz. Jest dobrze. Niepotrzebnie byłam te dwa dni w szpitalu. Jest dobrze.
- Kochanie, masz naderwane wiązadła w kostce, dwa złamane palce i sporą ranę a ręce. I mówisz mi, że to było niepotrzebne.
Grace westchnęła. Z jednej strony cieszyła się, że w ogóle przeżywa, a z drugiej myślała, że nie może tak dalej być. Na szczęście ludzie myślą, że w okolicy grasuje morderca, który zabija nastolatki a nie ktoś kto się mści na piątce przyjaciół.
- Zapraszam do odbioru wypisu – powiedziała lekarka.
- Dziękuje....Grace, poczekasz chwilę? Skorzystam jeszcze z toalety.
- Jasne..
Grace oparła się o ścianę. Miała spojrzeć w telefon, lecz zobaczyła za szybą zakapturzoną postać, która chwilę patrzyła się na nią i odwróciła się i zaczęła iść w inną stronę. Grace wyszła ze szpitala szybkim krokiem. Nadal bolała ją kostka, ale to było dla niej ważniejsze. Szła około dwóch minut do zaułku za szpitalem. Powoli weszła w zaułek w którym nikogo nie było. Spojrzała do góry. Na górze widniał świeżo napisany napis graffiti – '' JA WCIĄŻ WIEM! ''






Godzina 10: 50
Liceum w Hellsing Meaks

Max, Kevin, Jill i Caitlin wyszli, ze szkoły na przerwę na zewnątrz. Usiedli na murku obok dużego kwietnika.
- Grace pisała mi rano, że od jutra będzie w szkole. - powiedziała Caitlin.
- Biedna Grace. Nie wierzę, że ten ktoś chce nas pozabijać. - odparła Jill.
- Serio? Nie wierzysz? Nawet po tym jak próbował cię spalić? - zapytał się Max.
- Ludzie, powinniśmy się teraz dowiedzieć kto to jest. - powiedział Kevin
- Myślicie, że może być to ten John Harrold? - powiedziała Caitlin
- Kto znowu? - zapytał zarozumiale Max
- Już nie pamiętasz? Chodzi o faceta którego wrzuciliśmy do rzeki.
- Przestań. To jakieś bzdury – wyjął colę z plecaka.
- Znalazłeś już telefon? - zapytał Kevin
- Nie. I nie mam pojęcia gdzie jest lub kto go ma.
Nagle przyszedł SMS do Cailtin, Jill i Kevina z treścią : '' Zastanówcie się, czy Max ma z tym coś wspólnego...''. SMS został wysłany z telefonu Maxa.
- Co znowu napisał? - spytał Max
Kevin pokazał mu wiadomość.
- Sukinsyn!!
Nagle zobaczył Dannego wchodzącego do szkoły. Wstał i poszedł w jego kierunku. Jill odruchowo wstała.
- Max? Gdzie idziesz? - powiedziała - Pójdę lepiej za nim. 
Jill pobiegła za nim do szkoły. Zobaczyła go idącego w stronę szafki, obok której stał Danny. 
- Hej Danny! - krzyknął Max
- Co znowu chcesz? - powiedział Danny
Jill stała obok Maxa, który nawet jej nie zauważył. 
- Lepiej powiedz, gdzie jest telefon?
- O czym ty znowu mówisz?
- Mówie ostatni raz: Gdzie jest telefon?
- Lepiej się ogarnij i wracaj do swoich pieprzonych przyjaciół - zaśmiał się.
Max nie wytrzymał i uderzył pięścią w twarz Dannego, który się przewrócił na podłogę. 
- Boże. Max przestań! - krzyknęła Jill. 
Max pochylił się nad twarzą Dannego, któremu z nosa płynęła krew. Danny uderzył Maxa w policzek pięścią. Nagle z jednej z klas wyszedł nauczyciel - pan Braxton, który zatrzymał bójkę. 
Co tu się dzieje? - powiedział Braxton - Danny. Idź do pielęgniarki. Max, ty też. 
Max jednak odszedł bez słowa ze szkoły. Jill pobiegła za nim. 
- Hej! Max, czemu to zrobiłeś? 
- Słuchaj . będziesz mi teraz mówić co mam robić? - powiedział idąc w stronę wyjścia ze szkoły.
- Gdzie idziesz?
- A jak ci się wydaje? Do domu.
Jill westchnęła. W tym czasie przybiegli do niej Caitlin i Kevin.
- Co się stało? - spytała Caitlin
- Max uderzył Dannego, a Danny Maxa - Jill westchnęła
- Czemu?
- Oh, nie wiem. To mnie przerasta...- Jill zwróciła się w stronę wyjścia ze szkoły.
- Gdzie znowu idziesz?
- Idę do domu. Później się spotkamy. Powiedzcie że źle się czułam.
Caitlin patrzyła się na odchodzącą Jill jakby już nigdy miała nie wrócić.
- Idziemy do środka? - powiedziała Caitlin do Kevina.
- Yyy, tak, ale chcę cię o coś spytać.
- Tak?
- Wiem, że może nie będziesz chciała mi  tego powiedzieć, ale czy gdy rozmawiasz z Grace, mówi Ci ona coś.....o mnie?
Caitlin się zamyśliła.
- Więc, ty nadal coś czujesz do........?
- Nie o to chodzi, tylko ....
- Słuchaj, jeżeli ci na niej zależy to najlepiej się z nią spotkać i porozmawiać. To co było minęło....
- Wiem
- Trzeba wierzyć w swoje możliwości, nawet jeśli na drodze stają nam najtrudniejsze przeszkody. W naszym przypadku przeszkodą jest życie.
- Raczej ten facet... 


Godzina 11:10
Przedmieścia Hellsing Meaks

Max szedł przez miasteczko w ręcami w kieszeniach i rozmyślał o telefonie. Nie pattrząc gdzie idzie, wszedł w kogoś. Była to Alison. 
- Ooo. Max. Cześć. Ty też wagarujesz?
- Można tak powiedzieć...
- Coś się stało?
- Niee.
- Przestań, widzę że coś jest nie tak.
- Niby skąd to wiesz?
- Yy. Kobieca intuicja. - powiedziała, że śmiechem. - a tak serio miałam właśnie iść do Coffee Team. Idziesz ze mną?
- Nie wiem. Muszę coś jeszcze załatwić. 
- Oj przestań. Chyba mi nie odmówisz? 
- Właściwie to okej. Chodźmy. 
- Świetnie.

* * *

Kawiarnia Coffee Team

- Więc, co cię trapi? - powiedziała Alison
- Cóż, skoro pytasz to...zgubiłem telefon..więc...
- Więc nie ma Facebooka, Instagrama, Snapchata.. Hahha. Wiem coś o tym. Kiedyś też zgubiłam telefon i nie mogłam wytrzymać. Chyba, że masz jeszcze laptopa...To już inna bajka.  
- Taaa. 
- Jak się czuje Grace?
- Z tego co wiem dzisiaj wyszła ze szpitala.
- Dobrze, że nic gorszego się jej nie stało...
- Co masz na myśli?
Alison zapatrzyła się w okno. 
- No wiesz..
- Chodzi ci o sytuacje z Kelly...
- Taak - powiedziała smutno. - To było okropne. 
- Spokojnie, złapią tego wariata.
- Serio? Od śmierci Kelly i ataku na Grace nic nie zrobili. 
- No tak...
- Okej. Chyba będę się zbierać, bo muszę jeszcze kupić coś w aptece. 
- Poczekaj. Ja też idę.
Oboje wyszli na zewnątrz i stali w zaułku za kawiarnią.
- Może jutro się spotkamy ? Obejrzymy jakiś film? - zaproponował Max
- Yyy, Tak, jasne. Może wieczorem?
- Wieczór mi pasuje.
Max przybliżył się do Alison. Dziewczyna spojrzała mu w twarz. Dotknął jej policzka i pocałował ją w usta. Alison była lekko zmieszana.
- Muszę już iść...Do jutra.
- Do jutra.


Godzina 17:30
Dom Grace.

Jill i Grace siedziały w kuchni. Margo nie było. Pojechała na chwilę do sklepu. 
 - Dobrze się już czujesz? - spytała Jill.
- Taak. Czemu wszyscy się cały czas o to pytają?
- Może dlatego, że zostałaś zaatakowana przez seryjnego morderce.
- Myślisz, że ten ktoś, to osoba, która znała tego Johna?
- Gorzej, jeśli jest to sam on. 
- Nie przesadzaj.
- Sama mówiłaś, że żył jeszcze kiedy go wrzuciliśmy do jeziora.
- No bo żył. Wszyscy to widzieliśmy, ale.. to bardzo mało prawdopodobne, że się stamtąd wydostał.
- Ale jednak prawdopodobne.....Co szukasz na tym laptopie? Przyniosłam nam pizzę i nie zjadłaś ani kawałka. 
- Właśnie coś znalazłam. 
- Co?
- John Harrold miał lub ma siostrę. Nazywa się Melissa Harrold i razem z Johnem prowadzili zakład mięsny i to obok swojego domu. Teraz sama Melissa go pewnie prowadzi.
- A gdzie mieszka?
-  Gdzieś w głebi lasu za Hellsing Meaks. Tutaj pisze jak dojechać. 
- Chcesz tam jechać?
- A czemu nie. 
- Może chociaż dlatego, że to ona może nam grozić.
- Raczej wątpię. Słuchaj, pojedziemy tam jutro, zatrzymiemy się gdzieś w lesie i spytamy się czy możemy skorzystać z telefonu. Ty będziesz udawać, że dzwonisz a ja spróbuje o coś ją wypytać. 
- To szalone. 
-  To nasza szansa, żeby coś się dowiedzieć...
Jill spojrzała na Grace z zastanowieniem. 
- Okej


Godzina 18:40
Dom Caitlin 

Caitlin wróciła z pracy i weszła do domu. Zapaliła światło i zobaczyła, że jej mama siedziała na fotelu. 
- Czemu siedzisz w ciemności?
- Tak sobie rozmyślam..
Caitlin uśmiechnęła się i zaczęła iść na górę do swojego pokoju. 
Wiedziałaś o tym prawda? - powiedziała Jane
Caitlin stanęła na środku schodów. 
Wiedziałam o czym?
- Proszę cię Caitlin. Dosyć tych kłamstw. Wiedziałaś, że ojciec mnie zdradzał. 
Caitlin zeszła ze schodów i usiadła na drugim fotelu naprzeciwko swojej mamy. 
- Mamo. Bardzo cię przepraszam. Ja...
- Co? Chciałaś bronić taty?
- Dla dobra naszej rodziny.
- Powinneś mi o tym powiedzieć.
Caitlin westchnęła. 
- Tata ci powiedział?
- Nie, dostałam dzisiaj ciekawe zdjęcia, które tego dowodzą.
- Od kogo?
- W anonimowym liście.
- Rozmawiałaś z tatą?
- Tak, mieliśmy szczerą rozmowę delikatnie mówiąc.
Caitlin zrobiła minę jakby zaraz miała się rozpłakać. 
- Bardzo przepraszam mamo.
- Idź lepiej już na górę. 
Caitlin wstała i poszła do swojego pokoju. Kładąc się na łóżko, przyszedł do niej SMS. Był w nim napisane: '' Dzisiaj mi się nudziło, więc trzeba było wyjawić jakiś sekret. Chyba się nie gniewasz?''
Caitlin wzięła ramkę ze zdjęciem siebie i swojego taty i rzuciła nim o ścianę. Ramka rozbiła się. 
Dziewczyna wsiadła obok łóżka, a z oczu płynęły jej łzy. 


Godzina 20:45

Max jechał samochodem, wracając ze siłowni. Słuchał głośno muzyki. Nagle przyszedł do niego SMS z treścią : ''Chcesz odzyskać telefon? Wróć do siłowni. Tylko ty i ja. '' Podekscytowany Max szybko zawrócił. Gdy był już na miejscu. Wszedł do środka. Drzwi były jeszcze otwarte, ale nikogo nie było słychać ani widać. Nagle usłyszał warkot silnika na zewnątrz. Ktoś siedział w samochodzie Maxa. 
- Jesteś już trupem! - powiedział Max
Samochód zaczał jechać prosto na niego. Max zaczął uciekać, lecz nie miał za bardzo gdzie. Chłopak wleciał na maskę auta. Osoba w środku nadal jechała. Max był oszołomiony. Samochód wjechał w kartony obok drewnianego bilboardu, który się rozwalił kiedy samochód w niego wjechał. Max wypadł z maski. Bardzo bolała go ręka. Leżał w kartnach i resztkach bilboardu. Ze samochdu wyszła zakapturzona postać z hakiem w ręku. Podeszła do Maxa. Stała nad nim. 
- Przepraszamy za tamto. Nie chcieliśmy tego. - powiedział wystraszony Max. 
Nagle ktoś wyszeł ze siłowni. 
- Hej. Co ty sie dzieje? - zawołał z daleka.
- Pomocy. Pomóż mi - wrzeszczał Max.
Prawie nieprzytomny Max niezauważył nawet, że mordercy już nie było. 




-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam do komentowania :) I przepraszam że tak długo nie było odcinka. Ale wiecie..nauka, ferie i w ogóle. Postaram się jak najszybciej napisać siódmy odcinek :)  
  
 

 

 

















piątek, 22 stycznia 2016

Polecana strona.

Bardzo serdecznie zapraszam na grupę Serialomaniak na facebooku :)
Są tam świetne posty i świetna administracja :)
Zapraszam :)
https://www.facebook.com/groups/324671851059003/

https://www.facebook.com/groups/324671851059003/

https://www.facebook.com/groups/324671851059003/

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Odcinek 5 - ''Hello, Grace''

Odcinek 5 - ''Hello, Grace''


Godzina 12:31

Dom Grace Dawson




Grace, Caitlin i Jill siedziały na werandzie. Rozmawiały o tym co się wydarzyło. Jill była bardzo poruszona. Najpierw akcja na łodzi, później porwanie a teraz to.

-Rodziców nie było wtedy w domu? - zapytała Grace

-Nie, pojechali gdzieś, Jezu po prostu nie wierzę w to. Nawet nie wiedziałam kiedy to się stało...- odpowiedziała smutno Jill.

- Spokojnie, nie martw się. Wszystko się ułoży - powiedziała Grace, kładąc rękę na ramieniu Jill.

- Łatwo ci mówić...

-Słuchajcie, ten kto nas gnębi musi mieć jakiś powód prawda? - powiedziała Caitlin rozładowując sytuacje.

- Chce nas po prostu pozabijać – stwierdziła Jill stanowczo.

- Chwilkę. Caitlin wyjęła swój telefon i spojrzała na SMS-a od blokowanego numeru. Tego SMS-a, którego dostali wszyscy.

-Co robisz? - spytała Grace.

- Co wy na to aby, napisać do niego?

- Do kogo?

- Do tego kogoś kto wysyła nam te groźby. Wiem, że ma zablokowany numer, ale mam opcję ''Wyślij wiadomość''.

Dziewczyny spojrzały na siebie, jakby był to jakiś szpiegowski pomysł.

- Możemy spróbować – zasugerowała Jill.

Caitlin napisała do blokowanego numeru SMS-a z treścią – ''Kim jesteś?'' Po nie całej minucie zadzwonił sygnał SMS-a. Dziewczyny wzdrygnęły się. Czekały na tego SMS-a jak małe dzieci na prezenty na gwiazdkę. Caitlin przeczytała treść na głos.

- Napisał : ''A jak myślisz?''

- Napisz, że nie wiesz i spytaj się dlaczego nam to robi – powiedziała Jill.

Caitlin napisała. Nie minęło parę sekund, gdy przyszedł SMS z treścią: ''Należy wam się to.''

Dziewczyna pokazała reszcie SMS-a. Grace złapała się za głowę, jakby myślała nad jakimś trudnym zadaniem z matematyki. Jill złapała się za ramiona, jakby było zimno.

Nagle przyszedł trzeci SMS:

''Caitlin, powiedz Jill, że teraz ładniej wygląda.''

Dziewczyna otworzyła szeroko oczy. Wstała i zaczęła się rozglądać się na prawo i lewo.

- Caitlin, co jest? - spytała Grace.

Dziewczyna pokazała im SMS-a. Jill nerwowo złapała się za włosy.

- Cholera. Skąd on wie, że siedzimy razem? - powiedziała Grace.

- Lepiej, wejdźmy do środka.

Dziewczyny wstały z werandy i szybko weszły do domu. Nagle ich telefony zadzwoniły. Przyszedł kolejny SMS. Tym razem do wszystkich. Było tam napisane:


''Teraz to nie będzie takie łatwe, suki '' 

 




Godzina 16:55

Dom Caitlin Hampton



Do drzwi ktoś zapukał. Rodziców Caitlin nie było w domu. Ojciec miał dzisiaj zebranie na uczelni. Matka natomiast pojechała zrobić zakupy. Dziewczyna otworzyła drzwi. Przed oczami zobaczyła swojego sąsiada. Starego pana Watsona. W lewej ręce trzymał laskę do podpierania a w prawej małą paczkę na której pisało dla Caitlin Hampton.

- Dzień dobry panie Watson. O co chodzi?

- Dzisiaj na parapecie u mnie zostawił ktoś tę paczkę. Chyba do twojej mamy.

- Caitlin to ja. Moja mama to Jane.

-A racja. Racja. Przepraszam.

- Nic się nie stało.

Pan Watson odszedł bez słowa, tylko uśmiechając się. Caitlin zdziwiona tym, że ktoś zostawił paczkę u Watsona, natychmiast ją otworzyła. Nie było adresu nadawcy. W środku było jeszcze mniejsze pudełko. Otworzyła je. Ujrzała złoty naszyjnik z niebieską zawieszką w kształcie koniczyny. W pierwszej chwili nie wiedziała o co chodzi. Nagle przypomniała sobie, że to jej naszyjnik. Ten naszyjnik, który miała ze sobą tego dnia, kiedy potrącili tego faceta, Johna Harrolda. Pamiętała, że zgubiła go gdzieś na złomowisku.

- Boże... - powiedziała cicho.





Godzina 17:45

Przedmieścia Hellsing Meaks




     Jill wracała z pracy od siostry. Chciała jak najszybciej wrócić do domu i obejrzeć jakiś film albo pomalować paznokcie na nowy kolor. Nadal była wstrząśnięta tym co się stało. Nie mogła sobie wyobrazić do czego jest jeszcze zdolny ten człowiek. Gdy była przy domu miejscowej lekarki, zabrzmiał dźwięk SMS-a w jej telefonie. Jill była zdenerwowana. Każdy SMS, każdy list był dla niej czymś nieoczekiwanym.

     Był to SMS od Maxa : ''Hej. Wpadaj do mnie Obejrzymy jakiś film :)''. Jill poczuła ulgę oraz szczęście, że Max chce z nią obejrzeć film. Nie musi być sama w domu. Dom Maxa był niedaleko, dlatego postanowiła iść dalej pieszo. Przeszła przez sklep, klinikę dla chorych zwierząt, parę jednorodzinnych domów, cukiernię i była już obok domu Maxa. Był to dość spory jednorodzinny dom pomalowany na jasno-zielono. 
Weszła do altanki i zapukała do drzwi. Nic. Zapukała drugi raz . Również nic. Chwyciła klamkę i przekręciła ją. Drzwi otworzyły się. W środku wszędzie było ciemno. Wiedząc gdzie iść, ponieważ znała mieszkanie Maxa, poszła w stronę kuchni.

- Halo? Max? Jesteś?

Weszła do kuchni i zapaliła światło. Usłyszała jakieś stukanie, dobiegające z pokoju Maxa. Miała tego dość. Pomyślała, że nie będzie wiecznie się bała. Wzięła z szafki w kuchni duży nóż i szła cicho w stronę pokoju. Przeszła przez korytarz i gdy była już przy nim weszła tam i szybko zapaliła światło. Nikogo tam nie było. Nadal słyszała stukanie.

Przeszła parę kroków do okna. Zauważyła, że to tylko dzwonki przyczepione do okna na zewnątrz. Mama Maxa zawsze była mocno religijna i wieszała jakieś badziewie. Nagle Jill usłyszała jakby ktoś puknął w okno. Wystraszona zaczęła iść w stronę drzwi. Otworzyła je. Zobaczyła kogoś na czarno ubranego w kapturze. Zamachnęła się nożem na tę postać. Był to Max, który przytrzymał jej rękę z nożem.

- Hej, hej, Spokojnie! Co ty tu robisz, Jill?

- Co ja tu robię? Przecież napisałeś mi SMS-a, że mam przyjść i będziemy oglądać film!

- O czym ty mówisz? Byłem właśnie w sklepie i zostawiłem telefon w domu. Zaraz ci pokaże. - Max poszedł w kierunku swojego pokoju. Jill szła za nim. Spojrzał na biurko.

- O cholera. Gdzie on jest? - powiedział zdziwiony Max.

-Ja ma wiedzieć – odpowiedziała Jill

- To nie jest kurde śmieszne. Na prawdę kładłem go tu.

- A co jeśli....

- Co? Niby co? - powiedział zdenerwowany Max

Do Jill zadzwonił telefon. Była do Caitlin.

-Halo

-Hej słuchaj jest problem. Ktoś wysłał mi w paczce naszyjnik, który zgubiłam tego dnia co …..no wiesz.

- Serio? Bo ten ktoś chyba także ukradł telefon Maxa.

- Jak to ?

- Max zostawił go na biurku i nie zamknął drzwi bo wyszedł na chwilę do sklepu...

-Jak to nie zamknął drzwi?

- Niech sobie daruje kazania – powiedział Max słysząc to co mówi Caitlin.

- No po prostu nie zamknął. Ale to nie ważne. Ktoś ma jego telefon i prawdopodobnie jest to ten sam facet (jeśli to w ogóle facet), który nas prześladuje.

-Szlak by trafił! – powiedział Max, uderzając pięścią w worek treningowy, który miał w pokoju.




Godzina 18:27

Ulice Hellsing Meaks




     Kevin jechał swoim samochodem za swoim tatą niepostrzeżenie, tak aby go nie zauważył. Postanowił sprawdzić czy naprawdę jedzie on na spotkanie biznesowe. Samochód zatrzymał się przy dużym budynku, gdzie kiedyś znajdował się mały szpital. Kevin zaparkował na niedużym parkingu, obok tego budynku. Nikt go nie zauważył a on mógł obserwować swojego ojca. Richard stał cały czas z jakąś torbą przy budynku, jakby na kogoś czekał. Kevin wiedział, że coś tu nie gra. Nagle podszedł jakiś otyły facet do Richarda. 
     Ten wyciągnął z torby jakąś niewielką paczkę i podał ją facetowi, który bez słowa odszedł i dał tylko kasę Richardowi. Kevin miał właśnie wyjść z auta, gdy jednak coś w głowie mówiło mu, żeby nie wychodził. Był już praktycznie pewny, że jego ojciec handluje narkotykami. Ale dlaczego? Poczekał, aż Richard pojechał i ruszył za nim. Postanowił, że wróci później i powie ojcu, że był u Maxa.




Godzina 19:30

Przedmieścia Hellsing Meaks.




Grace szła chodnikiem w stronę domu. Wracała od Caitlin z którą razem oglądały jakiś film dla przełamania emocji. Było już ciemno i ulice były opustoszałe niczym w Halloween zeszłego roku, kiedy wszyscy wyjechali na imprezę halloweenową, która odbywała się w miasteczku obok. Niespodziewanie przyszedł do niej SMS z treścią : Hello, Grace. Dziewczyna obróciła się. Wystraszona zauważyła, że daleko za nią ktoś stoi i się patrzy. Nie widziała dokładnie kto. Postać zaczęła iść powoli w jej stronę. Grace zaczęła biec do swojego domu. Zobaczyła, że postać biegnie za nią. Wystraszona Grace gdy była już w domu zamknęła drzwi na trzy zamki. Jej mamy nie było w domu, iż pojechała na kawę do siostry. Grace poczuła się bezpiecznie, lecz nie trwało to długo gdy ktoś zadzwonił do drzwi. Grace westchnęła z nerwów. Gdy szła odwiesić kurtkę, zobaczyła postać za szklanymi drzwiami od ogrodu.

- O mój Boże .


Zaczęła się modlić by drzwi były zamknięte. Owszem były, lecz zakapturzona postać z hakiem, wzięła marmurową doniczkę, która leżała za drzwiami i rzuciła ją w drzwi od ogrodu. Szkło posypało się na kawałki. Grace zaczęła uciekać przed siebie. Postać ruszyła za nią. Grace wbiegła na górę do łazienki i zamknęła drzwi od niej. Oparła się o drzwi, gdy nagle przez drewniane drzwi przebił się hak, kalecząc Grace rękę.

- Ahhh, O nie. Cholera – westchnęła

Widziała, że ten ktoś zaraz rozwali drzwi. Podeszła do okna. Krew z ręki kapała jej na wannę i muszlę klozetową. Stanęła na parapet. Chciała skoczył, lecz od ziemi dzieliło ją poddasze i 5 metrów. Drzwi od łazienki się gwałtownie otworzyły. Postać weszła do łazienki. Grace nie miała wyboru. Otworzyła szybko okno i miała skakać gdy postać chwyciła ją za włosy.

- Ałaa, Puszczaj.


Postać ujęła hak do góry w celu zadania ciosu w plecy Grace, lecz ona wyrwała się z rąk mordercy. Poturlała się po poddaszu i spadła na ziemię. Poczuła ból we wszystkich kościach. Zauważyła, że jej mama podjechała pod garaż.

-Mamo! Pomocy! - krzyczała

Margo (mama Grace), przez warkot silnika samochodu nie słyszała córki. Grace zaczęła czołgać się w stronę matki.

- Jezus Maria! Co ci się stało? – westchnęła Margo, widząc córkę na ziemi.

Grace nie wiedziała co odpowiedzieć, ale nie miała wyboru.

- Ktoś mnie zaatakował. To pewnie ten ktoś co zabił Kelly.

- Boże, dzwonię po policję i karetkę.

Po 10 minutach policja z karetką była na miejscu.

Co się stało? - zapytał szeryf Hudson.

-Ktoś zaatakował moją córkę i pewnie to ten ktoś kto zabił córkę Harperów. Sprawdźcie nasz dom.

- Perkins, Drake. Sprawdźcie mieszkanie. Ja spiszę zeznania. Niech zaprowadzi pani córkę do karetki. Pielęgniarka w karetce opatrzyła ranę Grace.

- Niestety. Potrzeba trochę szwów.


Pielęgniarka szukała szwów. Grace pomyślała sobie : Co to za specjaliści z tych lekarzy i policjantów. Szeryf zostawił swoich pracowników, żeby spisać niepotrzebne na tę chwilę zeznania, a pielęgniarka szuka szwów. Może najlepiej od razu, się wykrwawię. Naglę przyszedł SMS do Grace. Było w nim napisane: 
 

''Następnym razem to twoja matka będzie skakała z okna'' 




-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieję,  że spodobał Wam się odcinek 5. Postanowiłem, że dialogi będą teraz tak wyglądały, jak w tym odcinku. Miałem juz napisać odcinek w piątek, ale jakoś tak wyszło, że dopiero teraz go skończyłem. Komentarze i obserwacje mile widziane :) //Fajny blog  

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Odcinek 4 - ''Gone Girl''

Odcinek 4
 ''Gone Girl'' 


Godzina 9:24
Liceum w Hellsing Meaks
Przerwa śniadaniowa


      Był czas na przerwę śniadaniową w stołówce. Jill, Max i Kevin jedli już przy tym samym stoliku co zawsze. Caitlin i Grace stali jeszcze w kolejce po frytki i sok.
Caitlin: Dzięki, że mogłam u ciebie wczoraj spać.
Grace: Spoko. Słuchaj: A wiesz już co zrobisz no ze.....sprawą swojego taty? - powiedziała cicho.
Caitlin wzięła do ręki sok udając, że czyta jego skład.
Caitlin: Kurdę, chcę trochę schudnąć, nie wiem czy brać ten sok, ma za dużo słodzików.
Grace: Nie zmieniam tematu.
Caitlin: Dobra nie wiem co zrobię. Na pewno o tym nie powiem mamie. Nie potrafię.
Dziewczyny szły już w stronę stolika.
Grace: Prędzej czy później się dowie...
Caitlin: Tak, ale wtedy nie ode mnie.
Usiadły do stolika.
Grace: Słuchajcie, jeśli chodzi o te wszystkie SMS-y i karteczki. Czy oprócz mojego liściku w szafce, i wczorajszego SMS-a do nas wszystkich, coś jeszcze dostaliście?
Kevin siedział cicho, przewracając łyżką w jogurcie. Nie chciał powiedzieć o tym nikomu, dopóki sam tego nie sprawdzi.
Każdy zaprzeczył.
Max: Kurde, trzeba znaleźć tego frajera, który nam to wysyła.
Nagle z megafonów podłączonych do ścian w stołówce, rozległ się głos. To oznaczało,że dyrektor chce coś ogłosić.
Dyrektor: Przypominam, że dzisiaj o godzinie 17:30 odbędzie się coroczny ''Bieg po zdrowie''. Z naszej szkoły zgłosiły się tylko pięć osób : Dennis Marcus, Ashley Richards, Zack Stewart, Alison Turner oraz Jill Brenner. Powodzenia!
Przyjaciele spojrzeli dziwnie na Jill.
Jill: No co?
Caitlin: Ty? Biegi?
Jill: No co? Przecież lubię wszystko co zdrowe.
Max: A tak serio?
Jill: Okej. Ostatnio moja mama dowiedziała się że odbywa się ''Bieg po zdrowie'' i powiedziała mi, że mam podtrzymywać tradycje, dlatego, że ona co roku tak biegała i wygrywała. Więc nie mam wyboru. Mojej mamie lepiej nie odmawiać.
        Wszyscy zaczęli zbierać się na lekcje. Jill spojrzała na plan który miała w kieszeni. Następna lekcja to historia. Nienawidziła jej. Nagle zadzwonił dźwięk SMS-a. Znowu wiadomość z zablokowanego numeru. Było napisane:

'' Widzimy się na mecie. Nie połam nóg.''



 





Godzina 16:55
Dom Caitlin Hampton

      Caitlin właśnie wyszła z pokoju w stronę kuchni. Gdy do niej weszła ujrzała tatę, który wrócił z uczelni i pocałował się z jej mamą – Jane Hampton. Caitlin starała się na to nie patrzeć. W jej głowie był obraz szczęśliwej rodziny a tak naprawdę wszystko się obróciło do góry nogami.

Nick (tata Caitlin) : O jest i Caitlin. Słuchajcie mam pomysł: Może wybierzemy się jutro razem do kina. Podobno grają jakąś fajną komedię.
Jane (mama Caitlin): Świetny pomysł! Jestem za. Prawda, Caitlin?
Dziewczyna szła w stronę drzwi. Chciała wyjść z tej ''kłamliwej sielanki ojca''. Zrobiła minę zbitego szczeniaka i szybko opanowała łzy w jej oczach.
Caitlin: Przepraszam, nie mogę.
Wybiegła z domu. Nick zrobił dziwną minę.
Nick: Co z nią jest?
Jane: Pójdź się spytać. Pewnie coś się stało w szkole.
Nick wyszedł za Caitlin. Zobaczył ją przy bramie.
Nick: Co się stało?
Dziewczyna miała tego dość. Właśnie w tym momencie coś w niej pękło.
Caitlin: Dlaczego to zrobiłeś?
Nick: O czym ty mówisz?
Caitlin: Daruj sobie. Widziałam was.
Nick: Ale kogo?
Caitlin: Tato, przestań już tak cholernie kłamać!! Widziałam cię jak całowałeś się w samochodzie ze studentką.
Nick włożył ręce w kieszeń i spojrzał w dół.
Nick: Nie wiem co powiedzieć. To była tylko taka chwila.
Caitlin: Ale jednak była. Chwila w której zdradziłeś mamę.
Nick: Kiedy jej to powiesz? - powiedział smutno.
Caitlin: Nie powiem. - powiedziała kręcąc głową przecząco.
Nick: Jak to?
Caitlin: Posłuchaj, robię to tylko i wyłącznie dla dobra mamy. Żeby nie zniszczyć naszej rodziny. A teraz przepraszam ale muszę iść.





 
Godzina 17:25
  Las koło szkoły w Hellsing Meaks

-Uwaga. Zapraszamy uczestników na Start – powiedział trener przez megafon.
Max: No to powodzenia Jill.
Grace: Dasz sobie radę.
Caitlin: Wygrasz to!
Kevin: Tylko nie połam nóg – powiedział ze śmiechem.
Jill przypomniała sobie SMS-a od blokowanego numeru. Mimo to zaśmiała się do Kevina.
Trener: Dobra zasady są jasne. Biegniecie 8 kilometrów. Każdy ma przydzielone trasy, ale tak samo odliczone. Kiedy będziecie biec, gdzieniegdzie będą ustawione stoliki i napojami. Pamiętajcie, że musicie zebrać 10 małych zielonych flag. Powodzenia.
Uczestnicy zajęli pozycje.
Trener: Do startu! Gotowi! Start!!!
Uczestnicy zaczęli biec. Jakiś chłopak z innej szkoły zaczął wyprzedzać Jill, która o dziwo była pierwsza.
Grace: Ooo. Jill jest druga.
Max: W końcu po coś ma te długie nogi. Hahaha. Kevin? Idziemy po colę?
Kevin: Jasne. Chodźmy.
Caitlin korzystając z okazji, postanowiła powiedzieć Grace o ojcu.
Caitlin: Powiedziałam ojcu.
Grace: Serio?
Caitlin: Taak, ale stwierdziłam, że nie powiem mamie.
Grace: Przepraszam, że to mówię ale dziwnie postępujesz. Rozumiem, że nie chcesz zniszczyć ich małżeństwa, ale prędzej czy później prawdopodobnie twoja mama się o tym dowie i lepiej, żeby nie dowiedziała, że ty o tym wiedziałaś.
Caitlin spojrzała w dół. Jednocześnie chciało się jej płakać a jednocześnie była wściekła i do końca nie świadoma już tego co ma zrobić.
Caitlin: Nie wiem. Muszę to jeszcze przemyśleć.
Właśnie przyszli Kevin i Max z czterema puszkami coca-coli.





Godzina 17:47
Droga z numerem 4 w lesie

      Jill była blisko drogi z czwartym numerem. Daleko przed nią biegł jakiś uczestnik, który wziął ze stolika wodę i przebiegł tak gwałtownie, że jedna z butelek spadła na podłogę. Nagle z krzaków wyszła na czarno ubrana postać. 
Miała w ręce strzykawkę z jakąś bezbarwną substancją. Nieznajomy wyrzucił wszystkie inne butelki z napojami daleko do lasu. Zostawił jedną butelkę z wodą do, której wstrzyknął swoją substancję. Odszedł.

Po dwóch minutach spragniona Jill biegła po napój. Była bardzo zdziwiona, że została tylko jedna butelka wody.
 Odkręciła nakrętkę i wypiła dwoma łykami całą wodę. Pomyślała, że trochę sobie usiądzie na trawie, gdyż reszta uczestników z jej drogi była bardzo daleko za nią. Siedziała około pięć minut. Nagle zakręciło się jej w głowie. Schowała ją w kolana.
 Nieoczekiwanie opadła na ziemię. Po prostu straciła na chwilę przytomność. Czarna, zakapturzona postać nagle pojawiła się obok niej. Chwyciła ją za rękę i ciągła przez las, aż do starej szopki przy końcu lasu.


Godzina 18:09
Szopka przy końcu lasu

Jill powoli odzyskiwała przytomność. W pierwszym momencie otworzyła szeroko oczy. Miała związane ręcę. Wzdrygnęła się. Była w jakieś starej szopie. Rozglądając się po niej, coś się zaświtało. Znała te miejsce. Jest to stara odbudowana szopa Bransonów.
Jill: Co ja tu robię?
Do szopy weszła zakapturzona postać. Jill westchnęła.
Jill: O boże. To ty! Czego od nas chcesz? Daj nam spokój!
Nieznajomy przykleił jej na usta taśmę. Jill koniecznie chciała zobaczyć twarz, lecz ten ktoś miał coś czarnego na niej i nie mogła za cholerę rozpoznać tego kogoś.
Postać wzięła stojącą w rogu benzynę. Jill zaczęła coś mówić przez zaklejone usta i kiwać przecząco głową. Postać wyszła ze szopy i zaczęła rozlewać benzynę po szopie i po trawie.
Jill z tego wszystkiego zapomniała, że ma telefon w bluzie. Zrobiła tak aby jej wypadł z kieszeni.
Zaczęła pisać zaczerwienionymi rękoma SMS-a do Grace.




Godzina 18:23
Las obok szkoły w Hellsing Meaks


     Uczestnicy biegu zaczęli powoli wracać na metę. Pierwszy był jakiś chłopak z innej szkoły.
Cailtin: Kurcze, a gdzie jest Jill? Już dawno powinna być.
Grace dostała SMS-a.
Caitlin spojrzała na nią z niepokojem.
Caitlin : Co jest?
Grace: O Boże.
Max: Co się stało?
Grace: To SMS od Jill. Napisała: Pomocy. Jestem w szopie Bransonów. Złapał mnie ktoś. Chcę mnie podpalić. Pośpieszcie się! I dzwońcie już po straż.
Max: Cholera. Trzeba tam jechać. Gdzie to jest?
Kevin: Chyba za lasem.
Max: Kevin ty prowadzisz.
Wsiedli do samochodu.
Caitlin: Gorzej jak ten ktoś nas podpuszcza.
Kevin: Musimy tam jechać. Inaczej się nie dowiemy.
Ruszyli. Kevin jechał najszybciej jak się dało przez las.
Po paru minutach byli już na miejscu. Zobaczyli, że szopa zaczynała się palić.
Grace: Kurde. Straży jeszcze nie ma.
Max: Kurde. Nie mamy czasu na straż.
 
Chłopak wziął wąż ogrodowy, który był obok części szopy, która się nie paliła. Zaczął lać z niego wodę. Pożar ustępował. Caitlin, Grace i Kevin wynieśli odwodnioną Jill z szopy.

 Zawieźli ją do domu, w którym na szczęście nie było jej rodziców, bo nie zamierzali o tym z nimi rozmawiać. Szopa spaliła się w połowie. Max powiedział, że weźmie za to odpowiedzialność i powie właścicielom starej szopy, że zobaczył jak się pali i próbować powstrzymać pożar.


 
Godzina 22:46
  Dom Jill Brenner



Jill skończyła dopiero jeść kolację. Wypiła herbatę i postanowiła położyć się już spać.
Usłyszała na dworze jakieś dziwne pukanie. Wyszła na zewnątrz. Mimo, iż był to jakiś kot weszła z powrotem wystraszona do środka. Po kąpieli wreszcie położyła się spać przy otwartym oknie. Uwielbiała tak spać. O 23 zadzwonili rodzice informując ją, że wrócą jutro o 14. o 23:30 wreszcie zasnęła.

Godzina 9:00. Rano

Jill powoli się budziła. Dziwnie się czuła. Nagle spostrzegła, że ma na głowie założoną swoją koronę z końca poprzedniego roku szkolnego. 
Koronę, którą wygrała, tamtej nocy kiedy potrącili tego faceta. Usiadła.
 Zobaczyła, że na łóżku są jej włosy. Poobcinane. 
Dotknęła swoich włosów na głowie. Nie sięgały jej już do pasa.
 Ktoś je w nocy obciął i założył jej na głowę koronę. Mocno zdenerwowana i wystraszona wstała, żeby zobaczyć się w lustrze. Cały czas mocno oddychała.
 Podeszła do lustra na, którym wielkimi literami było napisane : ''JUŻ WKRÓTCE...'' . Było to napisane jej ulubioną, czerwoną szminką. Jill złapała się za głowę i zaczęła mocno krzyczeć. Z nerwów uderzyła pięścią w lustro, które się rozbiło na kawałki. 



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na czwarty odcinek :) Piszcie opinie :)  Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)