Odcinek 8 - "Pet"
Godzina 8:00
Przedmieścia w Hellsing Meaks
Grace, Jill i Caitlin szły do szkoły wolnym krokiem. Pogoda była ponura i lekko wiało. Nikt nie chciał nic mówić. Jill miała dosyć tej ciszy i postanowiła mówić:
- Dziewczyny....- zaczęła.
Caitlin i Grace zwróciły się w jej stronę.
- Czy myślicie, że...siostra Johna może się na nas mścić?
Dziewczyny przystanęły.
- Jill, posłuchaj. Ja nie tego nie wiem, ale wiem jedno, ten ktoś chce nas pozabijać. A pytania typu : Kto to może być....Przepraszam ale już mnie męczą. - powiedziała Grace.
- Rozumiem....ale po prostu się boję....
- Spokojnie Jill...ja też, ale przetrwamy to- pocieszała ją i objęła ramionami Caitlin.
Jill się uśmiechnęła.
- Wiecie czemu nie ma Maxa i Kevina? - spytała.
- Cóż z tego co wiem Kevin jest chory - powiedziała Caitlin
- A Max?
- Nie wiem...
Dziewczyny były już przed szkołą. Caitlin zadzwonił telefon.
- Idźcie, dziewczyny. Zaraz do was dojdę.
Jill i Grace weszły do szkoły. Caitlin wyciągnęła komórkę z torebki i odebrała.
- Halo.
Słyszała tylko jakiś szum i jakby chrapanie.
- Halo. Ktoś tam jest?
Tym razem usłyszała jakby dźwięk piły mechanicznej. Była zdenerwowana i rozłączyła się.
Gdy miała wejść do szkoły, dotarł do niej SMS. Caitlin ponownie wyciągnęła komórkę i odczytała wiadomość. Treść była następująca : " Cześć Caitlin. Co tam słychać? Ja właśnie rozgrzewam się, żeby cię wyeliminować. D zobaczenia *:* '' Caitlin rozejrzała się dookoła. Schowała szybko telefon do torebki i weszła do szkoły.
Uczniowie siedzieli w klasie 35. Była lekcja języka angielskiego. Pani Milton sprawdzała kartkówki, a uczniowie siedzieli w ławkach, nie mając co robić. Pani Milton nagle wstała.
- Słuchacie z racji tego, że jestem w samorządzie naszego miasta, poproszono mnie o wzięcie paru uczniów do pomocy w przygotowaniach do imprezy charytatywnej w nowym barze w domu kultury za tydzień. Ci co dostali ocenę niedostateczną z dzisiejszej kartkówki, będą niestety pracować.
- Ale tak nie można - powiedział jeden z chłopaków z ostatnich ławek.
- Owszem. można.
Jill wiedziała, że dostanie jedynkę i nie chciało jej się pomagać, więc w głębi duszy modliła się, żeby Milton jej odpuściła.
- Czyli pracować będą - mówiła nauczycielka przeglądając kartkówki - Zack, Larry, Fred, Ray, Alison (wszyscy spojrzeli się na Alison, która siedziała na końcu i której w ogóle nie było dzisiaj ani widać, ani słychać) oraz....Jill.
Ktoś zadzwonił do drzwi. Grace ponownie drgnęła. Otworzyła je i ujrzała Kevina.
- O, cześć. - powiedziała sztywno, próbując się uśmiechnąć.
- Cześć. Możemy pogadać? - spytał Kevin.
- Okej. Proszę, wejdź.
Kevin wszedł do mieszkania i usiadł na pufie.
- Chcesz coś do picia? - spytała Grace.
- Może masz "Bananowe szczęście" - powiedział Kevin, uśmiechając się szeroko do Grace.
"Bananowe szczęście" to był ulubiony napój Kevina i Grace. Pili go zawsze, gdy byli w domu Grace.
- Niestety, nie mam - odpowiedziała.
- No to woda wystarczy.
Grace bez słowa poszła obok do kuchni po wodę. Przyniosła stawiając na stół. Usiadła naprzeciwko Kevina.
- O czym chciałeś pogadać?
- Muszę o tym komuś powiedzieć...
- O czym?
- Ten...morderca..co na prześladuje..wie o czymś co robi mój tata...
- Czyli?
- Mojego tatę zwolnili z pracy i.... handluje narkotykami. Mój tata wie, że ja wiem, ale.. ten ktoś też wie i ....
- Kevin. Czemu nam od razu o tym nie powiedziałeś? Myślałeś w ogóle?!!
- Grace! Mi też nie jest łatwo. Wiem, że mnie nienawidzisz ale może okaż trochę współczucia. Czasami niektórzy ludzie nawet nie wiedzą, jak głęboko w sercu siedzi żal.
Grace spojrzała w dół.
-Ja...przepraszam..
- Może lepiej już pójdę..
- Nie Kevin. Słuchaj nie nienawidzę cię. To co było minęło. Wszyscy jesteśmy winni. I to słodkie, że przyszedłeś do mnie...- Grace wreszcie się uśmiechnęła.
Kevin podszedł do Grace i położył rękę na jej kolanie, lecz do domu weszła nagle Margo i Grace od razu wstała z kanapy.
- Dzień dobry - powiedział Kevin
- Mamo. Miałaś wrócić później...
- A udało mi się wcześniej wyrwać z pracy. Bardzo miło was widzieć razem.
- Taak. Ja właśnie wychodzę - powiedział Kevin.
- Nie wygłupiaj się. Zostań. - powiedziała Margo - Kupiłam dobre gumy. Mogę wam dać.
Grace jednoznacznie spojrzała na mamę. Słowo "gumy" w tych czasach miało wiele znaczeń.
- To ja może pójdę- powiedziała Margo.
- Ja też - dodał Kevin. - t do jutra, Grace.
- Do jutra.
Max zapukał do drzwi Jill. Chciał, się spytać jej czy Alison zmieniła numer, bo nie może się do niej dodzwonić. Dziewczyna otworzyła drzwi. Ujrzała Maxa i od razu się uśmiechnęła od ucha do ucha.
- Cześć Max? Co cie sprowadza? Teraz chcesz obejrzeć film? - powiedziała ze śmiechem.
Max wszedł do środka.
- Właściwie to chciałem się Ciebie coś spytać- powiedział.
- Tak? - powiedziała Jill. W jej głosie było słychać uradowanie i ciekawość.
- Czy wiesz może czy Alison zmieniała numer?
Jill zszedł uśmiech z twarzy.
- Nie, nie wiem/ - powiedziała stanowczo.
- Aaaa. No trudno. - Max kierował się w stronę drzwi.
Jill była zdruzgotana i miała już tego dosyć.
- Dlaczego jesteś taki ślepy?
Max się odwrócił.
-Słucham?
- Kocham cię....znaczy Kochamy cię. My...wszyscy...twoi przyjaciele. A ty tylko Alison to, Alison tamto.
- Ale o co ci chodzi?
- Jesteśmy przyjaciółmi, jesteśmy w tym wszystkim razem, a Alison pojawia się i...- mówiła smutno ale z przekonaniem.
-I co? Wszystko psuje? Jill jesteś jakaś dziwna..
- Ja?? - westchnęła. - wiesz co? Możesz już iść.
- Okej. Na razie.
Jill zamknęła drzwi. Z jej oka popłynęła łza.
Dziewczyny przystanęły.
- Jill, posłuchaj. Ja nie tego nie wiem, ale wiem jedno, ten ktoś chce nas pozabijać. A pytania typu : Kto to może być....Przepraszam ale już mnie męczą. - powiedziała Grace.
- Rozumiem....ale po prostu się boję....
- Spokojnie Jill...ja też, ale przetrwamy to- pocieszała ją i objęła ramionami Caitlin.
Jill się uśmiechnęła.
- Wiecie czemu nie ma Maxa i Kevina? - spytała.
- Cóż z tego co wiem Kevin jest chory - powiedziała Caitlin
- A Max?
- Nie wiem...
Dziewczyny były już przed szkołą. Caitlin zadzwonił telefon.
- Idźcie, dziewczyny. Zaraz do was dojdę.
Jill i Grace weszły do szkoły. Caitlin wyciągnęła komórkę z torebki i odebrała.
- Halo.
Słyszała tylko jakiś szum i jakby chrapanie.
- Halo. Ktoś tam jest?
Tym razem usłyszała jakby dźwięk piły mechanicznej. Była zdenerwowana i rozłączyła się.
Gdy miała wejść do szkoły, dotarł do niej SMS. Caitlin ponownie wyciągnęła komórkę i odczytała wiadomość. Treść była następująca : " Cześć Caitlin. Co tam słychać? Ja właśnie rozgrzewam się, żeby cię wyeliminować. D zobaczenia *:* '' Caitlin rozejrzała się dookoła. Schowała szybko telefon do torebki i weszła do szkoły.
Uczniowie siedzieli w klasie 35. Była lekcja języka angielskiego. Pani Milton sprawdzała kartkówki, a uczniowie siedzieli w ławkach, nie mając co robić. Pani Milton nagle wstała.
- Słuchacie z racji tego, że jestem w samorządzie naszego miasta, poproszono mnie o wzięcie paru uczniów do pomocy w przygotowaniach do imprezy charytatywnej w nowym barze w domu kultury za tydzień. Ci co dostali ocenę niedostateczną z dzisiejszej kartkówki, będą niestety pracować.
- Ale tak nie można - powiedział jeden z chłopaków z ostatnich ławek.
- Owszem. można.
Jill wiedziała, że dostanie jedynkę i nie chciało jej się pomagać, więc w głębi duszy modliła się, żeby Milton jej odpuściła.
- Czyli pracować będą - mówiła nauczycielka przeglądając kartkówki - Zack, Larry, Fred, Ray, Alison (wszyscy spojrzeli się na Alison, która siedziała na końcu i której w ogóle nie było dzisiaj ani widać, ani słychać) oraz....Jill.
***
Max siedział w swoim domu, przeglądając jakąś gazetę motoryzacyjną. Cały czas myślał co wczoraj było. Pamiętał tylko pocałunek z Alison oraz film, który oglądali. Dlaczego tak szybko poszła? - myślał ? Czyżby za dużo wypił? Pewnie tak. Czy się obraziła? Nie wiadomo. Chciał do niej zadzwonić i musiał to zrobić ze stacjonarnego, gdyż nadal nie miał komórki. Nagle telefon stacjonarny zadzwonił. Świetnie! To pewnie Alison. - pomyślał zadowolony. Odebrał.
- Halo?
- Halo. Cześć Max. Z tej strony Danny.
- Po jaką cholerę dzwonisz?
- Słuchaj. Muszę tobie i reszcie powiedzieć coś bardzo ważnego..
- Mów do rzeczy. O co chodzi?!
- Posłuchaj na serio nie mogę teraz o tym gadać..
- A niby kiedy możesz?
- Przyjedź jutro wieczorem na Folkstreet 22 obok starej rzeczki i mostu. Niech inni też przyjadą.
- Niestety nie mają czasu, więc tylko ja będę..
- Ale...
- Chcesz się spotkać czy nie ?
- Okej.
Max się rozłączył. Chciał o tym powiedzieć reszcie, ale uznał, że tego nie zrobi, ponieważ chciał sam to rozwiązać.
- Halo?
- Halo. Cześć Max. Z tej strony Danny.
- Po jaką cholerę dzwonisz?
- Słuchaj. Muszę tobie i reszcie powiedzieć coś bardzo ważnego..
- Mów do rzeczy. O co chodzi?!
- Posłuchaj na serio nie mogę teraz o tym gadać..
- A niby kiedy możesz?
- Przyjedź jutro wieczorem na Folkstreet 22 obok starej rzeczki i mostu. Niech inni też przyjadą.
- Niestety nie mają czasu, więc tylko ja będę..
- Ale...
- Chcesz się spotkać czy nie ?
- Okej.
Max się rozłączył. Chciał o tym powiedzieć reszcie, ale uznał, że tego nie zrobi, ponieważ chciał sam to rozwiązać.
***
Grace siedziała w salonie czytając magazyn z aktualnym repertuarem telewizji. Myślała jednocześnie o tym wszystkim co ją spotkało. Nie wiedziała jak to poukładać. Nagle przyszedł do niej SMS. Grace przestraszyła się i lekko drgnęła. Był to SMS od mamy z treścią: "Wrócę wieczorem. Nigdzie nie wychodź". Grace położyła telefon na stole i wstała. Podeszła do lustra. Zawsze się przyglądała sobie i myślała co by mogła zmienić, lecz nie w wyglądzie, tylko w życiu. A tym momencie chciała zmienić wszystko. Była tym zmarnowana.
Ktoś zadzwonił do drzwi. Grace ponownie drgnęła. Otworzyła je i ujrzała Kevina.
- O, cześć. - powiedziała sztywno, próbując się uśmiechnąć.
- Cześć. Możemy pogadać? - spytał Kevin.
- Okej. Proszę, wejdź.
Kevin wszedł do mieszkania i usiadł na pufie.
- Chcesz coś do picia? - spytała Grace.
- Może masz "Bananowe szczęście" - powiedział Kevin, uśmiechając się szeroko do Grace.
"Bananowe szczęście" to był ulubiony napój Kevina i Grace. Pili go zawsze, gdy byli w domu Grace.
- Niestety, nie mam - odpowiedziała.
- No to woda wystarczy.
Grace bez słowa poszła obok do kuchni po wodę. Przyniosła stawiając na stół. Usiadła naprzeciwko Kevina.
- O czym chciałeś pogadać?
- Muszę o tym komuś powiedzieć...
- O czym?
- Ten...morderca..co na prześladuje..wie o czymś co robi mój tata...
- Czyli?
- Mojego tatę zwolnili z pracy i.... handluje narkotykami. Mój tata wie, że ja wiem, ale.. ten ktoś też wie i ....
- Kevin. Czemu nam od razu o tym nie powiedziałeś? Myślałeś w ogóle?!!
- Grace! Mi też nie jest łatwo. Wiem, że mnie nienawidzisz ale może okaż trochę współczucia. Czasami niektórzy ludzie nawet nie wiedzą, jak głęboko w sercu siedzi żal.
Grace spojrzała w dół.
-Ja...przepraszam..
- Może lepiej już pójdę..
- Nie Kevin. Słuchaj nie nienawidzę cię. To co było minęło. Wszyscy jesteśmy winni. I to słodkie, że przyszedłeś do mnie...- Grace wreszcie się uśmiechnęła.
Kevin podszedł do Grace i położył rękę na jej kolanie, lecz do domu weszła nagle Margo i Grace od razu wstała z kanapy.
- Dzień dobry - powiedział Kevin
- Mamo. Miałaś wrócić później...
- A udało mi się wcześniej wyrwać z pracy. Bardzo miło was widzieć razem.
- Taak. Ja właśnie wychodzę - powiedział Kevin.
- Nie wygłupiaj się. Zostań. - powiedziała Margo - Kupiłam dobre gumy. Mogę wam dać.
Grace jednoznacznie spojrzała na mamę. Słowo "gumy" w tych czasach miało wiele znaczeń.
- To ja może pójdę- powiedziała Margo.
- Ja też - dodał Kevin. - t do jutra, Grace.
- Do jutra.
***
Max zapukał do drzwi Jill. Chciał, się spytać jej czy Alison zmieniła numer, bo nie może się do niej dodzwonić. Dziewczyna otworzyła drzwi. Ujrzała Maxa i od razu się uśmiechnęła od ucha do ucha.
- Cześć Max? Co cie sprowadza? Teraz chcesz obejrzeć film? - powiedziała ze śmiechem.
Max wszedł do środka.
- Właściwie to chciałem się Ciebie coś spytać- powiedział.
- Tak? - powiedziała Jill. W jej głosie było słychać uradowanie i ciekawość.
- Czy wiesz może czy Alison zmieniała numer?
Jill zszedł uśmiech z twarzy.
- Nie, nie wiem/ - powiedziała stanowczo.
- Aaaa. No trudno. - Max kierował się w stronę drzwi.
Jill była zdruzgotana i miała już tego dosyć.
- Dlaczego jesteś taki ślepy?
Max się odwrócił.
-Słucham?
- Kocham cię....znaczy Kochamy cię. My...wszyscy...twoi przyjaciele. A ty tylko Alison to, Alison tamto.
- Ale o co ci chodzi?
- Jesteśmy przyjaciółmi, jesteśmy w tym wszystkim razem, a Alison pojawia się i...- mówiła smutno ale z przekonaniem.
-I co? Wszystko psuje? Jill jesteś jakaś dziwna..
- Ja?? - westchnęła. - wiesz co? Możesz już iść.
- Okej. Na razie.
Jill zamknęła drzwi. Z jej oka popłynęła łza.
***
Caitlin wracała do domu ze sklepu. Kupowała sobie chipsy. Jej mama wróci jutro, a tata mieszka na razie w hotelu, więc zajadała smutek chipsami. Tymczasem ktoś do niej zadzwonił.
- Halo - mówiła do telefonu
Ponownie słyszała jakieś dziwne chrapanie. Od razu się rozłączyła.
***
Caitlin była już w domu i rozpakowywała paczki chipsów w kuchni. Nagle usłyszała dźwięk telefonu stacjonarnego. Odebrała.
- Halo - powiedziała z mniejszym przekonaniem.
Tym razem usłyszała dźwięk piły mechanicznej. Rozłączyła się. Była przestraszona. Coś ją dotknęło po łydce. Podskoczyła. Był to tylko kot sąsiadów, który zawsze wchodzi do domu Caitlin przez otwarte okno kuchni.
- Hej, kicia - powiedziała pieszczotliwym głosem. - Chcesz coś do jedzenia, tak? Poczekam zaraz przyniosę ci kawałek szynki z lodówki. Dziewczyna wzięła z lodówki kawałek szynki wołowej. Poszła obok drzwi wyjściowych, gdzie przedtem był kot. Teraz go tam nie było. Drzwi od domu były otwarte. Caitlin wyszła na zewnątrz.
- Kici, kici, Greta, kici, kici.. Poszła kawałek dalej koło krzaków. Odsłoniła je. Ujrzała małą Gretę. Rozciętą na pół. Caitlin westchnęła.
- O mój Boże!!
Usłyszała gdzieś szelest noża. Parę metrów przed nią stała zakapturzona postać. Dziewczyna zaczęła uciekać do domu.
-Nie! Nie!. Pomocy!
Morderca ją gonił. Caitlin zakluczyła drzwi i oparła się o nie. Przez otwór na listy przedostał się nóż, kalecząc jej mocno nogę. Caitlin upadła.
- O nie! Ała!
Na czworaka szła po bandaż do szafki i po telefon, który zostawiła na szafce. Krew była na dywanie i w kuchni. Zabójca który non-stop pukał do drzwi, nagle przestał. Nie było już go w ogóle słychać.
***
Caitlin opatrzyła sobie nogę i zawiązała bandaż. Miała właśnie dzwonić na policję, gdy coś szurnęło za oknem. Caitlin odsłoniła firanę. Za oknem na wielki patyk wbita była głowa kota.
Caitlin zaczęła krzyczeć.
- O Boże...
Dostała w tym czasie SMS : " Mój kot, moja ty, moje zasady! Żadnych glin, bo ty będziesz niedługo na miejscu kotka"
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Piszcie opinie :) Jeszcze jeden odcinek i FINAŁ! :)




