poniedziałek, 28 marca 2016

Odcinek 8 - "Pet"

Odcinek 8 - "Pet"

Godzina 8:00
Przedmieścia w Hellsing Meaks

Grace, Jill i Caitlin szły do szkoły wolnym krokiem. Pogoda była ponura i lekko wiało. Nikt nie chciał nic mówić. Jill miała dosyć tej ciszy i postanowiła mówić:
- Dziewczyny....- zaczęła.
Caitlin i Grace zwróciły się w jej stronę.
- Czy myślicie, że...siostra Johna może się na nas mścić?
Dziewczyny przystanęły.
- Jill, posłuchaj. Ja nie tego nie wiem, ale wiem jedno, ten ktoś chce nas pozabijać. A pytania typu : Kto to może być....Przepraszam ale już mnie męczą. - powiedziała Grace.
- Rozumiem....ale po prostu się boję....
- Spokojnie Jill...ja też, ale przetrwamy to- pocieszała ją i objęła ramionami Caitlin.
Jill się uśmiechnęła.
- Wiecie czemu nie ma Maxa i Kevina? - spytała.
- Cóż z tego co wiem Kevin jest chory - powiedziała Caitlin
- A Max?
- Nie wiem...
Dziewczyny były już przed szkołą. Caitlin zadzwonił telefon.
- Idźcie, dziewczyny. Zaraz do was dojdę.
Jill i Grace weszły do szkoły. Caitlin wyciągnęła komórkę z torebki i odebrała.
- Halo.
Słyszała tylko jakiś szum i jakby chrapanie.
- Halo. Ktoś tam jest?

  
Tym razem usłyszała jakby dźwięk piły mechanicznej. Była zdenerwowana i rozłączyła się.
Gdy miała wejść do szkoły, dotarł do niej SMS. Caitlin ponownie wyciągnęła komórkę i odczytała wiadomość. Treść była następująca : " Cześć Caitlin. Co tam słychać? Ja właśnie rozgrzewam się, żeby cię wyeliminować. D zobaczenia *:* '' Caitlin rozejrzała się dookoła. Schowała szybko telefon do torebki i weszła do szkoły.



Uczniowie siedzieli w klasie 35. Była lekcja języka angielskiego. Pani Milton sprawdzała kartkówki, a uczniowie siedzieli w ławkach, nie mając co robić. Pani Milton nagle wstała.
- Słuchacie z racji tego, że jestem w samorządzie naszego miasta, poproszono mnie o wzięcie paru uczniów do pomocy w przygotowaniach do imprezy charytatywnej w nowym barze w domu kultury za tydzień. Ci co dostali ocenę niedostateczną z dzisiejszej kartkówki, będą niestety pracować.
- Ale tak nie można - powiedział jeden z chłopaków z ostatnich ławek.
- Owszem. można.
Jill wiedziała, że dostanie jedynkę i nie chciało jej się pomagać, więc w głębi duszy modliła się, żeby Milton jej odpuściła.
- Czyli pracować będą - mówiła nauczycielka przeglądając kartkówki - Zack, Larry, Fred, Ray, Alison (wszyscy spojrzeli się na Alison, która siedziała na końcu i której w ogóle nie było dzisiaj ani widać, ani słychać) oraz....Jill.

***

Max siedział w swoim domu, przeglądając jakąś gazetę motoryzacyjną. Cały czas myślał co wczoraj było. Pamiętał tylko pocałunek z Alison oraz film, który oglądali. Dlaczego tak szybko poszła? - myślał ? Czyżby za dużo wypił? Pewnie tak. Czy się obraziła? Nie wiadomo. Chciał do niej zadzwonić i musiał to zrobić ze stacjonarnego, gdyż nadal nie miał komórki. Nagle telefon stacjonarny zadzwonił. Świetnie! To pewnie Alison. - pomyślał zadowolony. Odebrał.
- Halo?
- Halo. Cześć Max. Z tej strony Danny.
- Po jaką cholerę dzwonisz?
- Słuchaj. Muszę tobie i reszcie powiedzieć coś bardzo ważnego..
- Mów do rzeczy. O co chodzi?!
- Posłuchaj na serio nie mogę teraz o tym gadać..
- A niby kiedy możesz?
- Przyjedź jutro wieczorem na Folkstreet 22 obok starej rzeczki i mostu. Niech inni też przyjadą.
- Niestety nie mają czasu, więc tylko ja będę..
- Ale...
- Chcesz się spotkać czy  nie ?
- Okej.
Max się rozłączył. Chciał o tym powiedzieć reszcie, ale uznał, że tego nie zrobi, ponieważ chciał sam to rozwiązać.

***

Grace siedziała w salonie czytając magazyn z aktualnym repertuarem telewizji. Myślała jednocześnie o tym wszystkim co ją spotkało. Nie wiedziała jak to poukładać. Nagle przyszedł do niej SMS. Grace przestraszyła się i lekko drgnęła. Był to SMS od mamy z treścią: "Wrócę wieczorem. Nigdzie nie wychodź". Grace położyła telefon na stole i wstała. Podeszła do lustra. Zawsze się przyglądała sobie i myślała co by mogła zmienić, lecz nie w wyglądzie, tylko w życiu. A tym momencie chciała zmienić wszystko. Była tym zmarnowana. 



Ktoś zadzwonił do drzwi. Grace ponownie drgnęła. Otworzyła je i ujrzała Kevina.
- O, cześć. - powiedziała sztywno, próbując się uśmiechnąć.
- Cześć. Możemy pogadać? - spytał Kevin.
- Okej. Proszę, wejdź.
Kevin wszedł do mieszkania i usiadł na pufie.
- Chcesz coś do picia? - spytała Grace.
- Może masz "Bananowe szczęście" - powiedział Kevin, uśmiechając się szeroko do Grace.
"Bananowe szczęście" to był ulubiony napój Kevina i Grace. Pili go zawsze, gdy byli w domu Grace.
- Niestety, nie mam - odpowiedziała.
- No to woda wystarczy.
Grace bez słowa poszła obok do kuchni po wodę. Przyniosła stawiając na stół. Usiadła naprzeciwko Kevina.
- O czym chciałeś pogadać?
- Muszę o tym komuś powiedzieć...
- O czym?
- Ten...morderca..co na prześladuje..wie o czymś co robi mój tata...
- Czyli?
- Mojego tatę zwolnili z pracy i.... handluje narkotykami. Mój tata wie, że ja wiem, ale.. ten ktoś też wie i ....
- Kevin. Czemu nam od razu o tym nie powiedziałeś? Myślałeś w ogóle?!!
- Grace! Mi też nie jest łatwo. Wiem, że mnie nienawidzisz ale może okaż trochę współczucia. Czasami niektórzy ludzie nawet nie wiedzą, jak głęboko w sercu siedzi żal.
Grace spojrzała w dół.
-Ja...przepraszam..
- Może lepiej już pójdę..
- Nie Kevin. Słuchaj nie nienawidzę cię. To co było minęło. Wszyscy jesteśmy winni. I to słodkie, że przyszedłeś do mnie...- Grace wreszcie się uśmiechnęła.
Kevin podszedł do Grace i położył rękę na jej kolanie, lecz do domu weszła nagle Margo i Grace od razu wstała z kanapy.
- Dzień dobry - powiedział Kevin
- Mamo. Miałaś wrócić później...
- A udało mi się wcześniej wyrwać z pracy. Bardzo miło was widzieć razem.
- Taak. Ja właśnie wychodzę - powiedział Kevin.
- Nie wygłupiaj się. Zostań. - powiedziała Margo - Kupiłam dobre gumy. Mogę wam dać.
Grace jednoznacznie spojrzała na mamę. Słowo "gumy" w tych czasach miało wiele znaczeń.
- To ja może pójdę- powiedziała Margo.
- Ja też - dodał Kevin. - t do jutra, Grace.
- Do jutra.

***

Max zapukał do drzwi Jill. Chciał, się spytać jej czy Alison zmieniła numer, bo nie może się do niej dodzwonić. Dziewczyna otworzyła drzwi. Ujrzała Maxa i od razu się uśmiechnęła od ucha do ucha.
- Cześć Max? Co cie sprowadza? Teraz chcesz obejrzeć film? - powiedziała ze śmiechem.
Max wszedł do środka.
- Właściwie to chciałem się Ciebie coś spytać- powiedział.
- Tak? - powiedziała Jill. W jej głosie było słychać uradowanie i ciekawość.
- Czy wiesz może czy Alison zmieniała numer?
Jill zszedł uśmiech z twarzy.
- Nie, nie wiem/ - powiedziała stanowczo.
- Aaaa. No trudno. - Max kierował się w stronę drzwi.
Jill była zdruzgotana i miała już tego dosyć.
 - Dlaczego jesteś taki ślepy?
Max się odwrócił.
-Słucham?
- Kocham cię....znaczy Kochamy cię. My...wszyscy...twoi przyjaciele. A ty tylko Alison to, Alison tamto.
- Ale o co ci chodzi?
- Jesteśmy przyjaciółmi, jesteśmy w tym wszystkim razem, a Alison pojawia się i...- mówiła smutno ale z przekonaniem.
-I co? Wszystko psuje? Jill jesteś jakaś dziwna..
- Ja?? - westchnęła. - wiesz co? Możesz już iść.
- Okej. Na razie.
Jill zamknęła drzwi. Z jej oka popłynęła łza.

***

Caitlin wracała do domu ze sklepu. Kupowała sobie chipsy. Jej mama wróci jutro, a tata mieszka na razie w hotelu, więc zajadała smutek chipsami. Tymczasem ktoś do niej zadzwonił. 
- Halo - mówiła do telefonu
Ponownie słyszała jakieś dziwne chrapanie. Od razu się rozłączyła.

***

Caitlin była już w domu i rozpakowywała paczki chipsów w kuchni. Nagle usłyszała dźwięk telefonu stacjonarnego. Odebrała.
- Halo - powiedziała z mniejszym przekonaniem.


Tym razem usłyszała dźwięk piły mechanicznej. Rozłączyła się. Była przestraszona. Coś ją dotknęło po łydce. Podskoczyła. Był to tylko kot sąsiadów, który zawsze wchodzi do domu Caitlin przez otwarte okno kuchni. 

- Hej, kicia - powiedziała pieszczotliwym głosem. - Chcesz coś do jedzenia, tak? Poczekam zaraz przyniosę ci kawałek szynki z lodówki. Dziewczyna wzięła z lodówki kawałek szynki wołowej. Poszła obok drzwi wyjściowych, gdzie przedtem był kot. Teraz go tam nie było. Drzwi od domu były otwarte. Caitlin wyszła na zewnątrz.
- Kici, kici, Greta, kici, kici.. Poszła kawałek dalej koło krzaków. Odsłoniła je. Ujrzała małą Gretę. Rozciętą na pół. Caitlin westchnęła.
- O mój Boże!!
Usłyszała gdzieś szelest noża. Parę metrów przed nią stała zakapturzona postać. Dziewczyna zaczęła uciekać do domu.
-Nie! Nie!. Pomocy!
Morderca ją gonił. Caitlin zakluczyła drzwi i oparła się o nie. Przez otwór na listy przedostał się nóż, kalecząc jej mocno nogę. Caitlin upadła. 
- O nie! Ała!
Na czworaka szła po bandaż do szafki i po telefon, który zostawiła na szafce. Krew była na dywanie i w kuchni. Zabójca który non-stop pukał do drzwi, nagle przestał. Nie było już go w ogóle słychać. 

***

Caitlin opatrzyła sobie nogę i zawiązała bandaż. Miała właśnie dzwonić na policję, gdy coś szurnęło za oknem. Caitlin odsłoniła firanę. Za oknem na wielki patyk wbita była głowa kota. 
Caitlin zaczęła krzyczeć. 
- O Boże...
Dostała w tym czasie SMS : " Mój kot, moja ty, moje zasady! Żadnych glin, bo ty będziesz niedługo na miejscu kotka"  

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Piszcie opinie :) Jeszcze jeden odcinek i FINAŁ! :)

 














niedziela, 6 marca 2016

Odcinek 7 - ''Meeting''

Odcinek 7 - ''Meeting''


Godzina 12:40
Sobota
Szpital w Hellsing Meaks

Max siedział z ręką w gipsie i owiniętą, skręconą nogą na łóżku szpitalnym. Był tam razem z Jill i Grace.
- Więc, czujesz się już dobrze? - spytała się Jill
- Tak i nie mam pojęcia po jaką cholerę tu siedzę - powiedział.
- Słuchaj Max .. Nie spostrzegłeś kto to może być? - zapytała Grace
- Nie, byłem zajęty wyciąganiem nogi spod gruzu. - odparł stanowczo Max
- Chodzi mi o to czy może.....Sposób poruszania się tej osoby lub jakieś charakterystyczne elementy nikogo Ci nie przypominały?
Max zamyślił się.
- Raczej nie...
Do sali weszła lekarka.
-Witam. Przyszłam sprawdzić jak się pan czuje - powiedziała.
- Wszystko jest okej. Mogę już iść.
- Cóż... możemy pana wypisać po 16 po południu
- Serio ? - powiedział Max ironicznie.
- Tak.
- No dobra...
Lekarka wyszła ze sali.
- Ej, dziewczyny. Czy Alison..... pytała się o mnie?
- Alison? - spytała zdziwiona Jill. - Dlaczego miała niby się o ciebie pytać?
- Nie musicie wiedzieć. Po prostu się pytam.
- Nie, nie pytała.
- W takim razie możecie jej o tym powiedzieć?
- Ale niby po co.....? - zaczęła Jill
- Okej powiemy. - dokończyła Grace. - A właśnie Kevin i Caitlin kazali przeprosić, że nie przyszli ale mieli coś do załatwienia.
- Przywieźliście mi tą pizzę?
- Taaak...Tylko....Kurczę. Zostawiłam w samochodzie- powiedziała Grace - Zaraz ją przyniosę.
Po pięciu minutach była przy samochodzie. Otworzyła bagażnik do którego włożyli pizzę.
Otworzyła szeroko oczy, lekko wrzasnęła i ułożyła rękę na ustach z przerażenia. Cały bagażnik wypełniony był jeszcze żywymi rybami, krabami i wodorostami.
- O mój Boże.
Obok jednego kraba leżała karteczka. Grace wzięła ją. Było na niej napisane: ''Właśnie w tym mnie zostawiliście.''
Dziewczyna zamknęła bagażnik. Nie wiedziała co zrobić. Niespodziewanie weszła na ulicę. Miała mętlik w głowie. Zatrąbił samochód. Zeszła z jezdni.

***

-Co ona tak długo tam robi? - powiedział Max 
- Nie  wiem. Pójdę sprawdzić. - odparła Jill
- Czekaj. Idę z tobą. 
- Przecież nie możesz.
- Przestań. Nikt nie zauważy, poza tym muszę wyjść na świeżę powietrze. 
- Dobra, to chodźmy. 

Po chwili byli na zewnątrz. Zobaczyli Grace stojącą obok samochodu. 
- Co się stało? - spytała się Jill
- Zobaczcie co jest w bagażniku - odparła
Wszyscy powoli podeszli do bagażnika. Max powoli go otworzył. 
- O, cholera! - powiedział.
- Co do diabła? - dodała Jill
Grace podała Maxowi karteczkę, która była w bagażniku. 
- Co to jest? - spytał
- Była w bagażniku. - odparła
Jill i Max przeczytali. 
- O Jezu... - westchnęła Jill
- Co to do cholery ma być? - spytał zdziwiony Max
- A jak myślisz? - powiedziała zdenerwowana Grace - Ten ktoś bawi się z nami z pieprzoną grę. 
- Kto to może być? - powiedziała Jill
- Nie mam pojęcia. A dlaczego chce nas wszystkich pozabijać? - powiedziała Grace - Słuchajcie - on ma nas w garści. Nie możemy pójść na policję i on o tym wie. Obserwuje nas i czeka...Mam już tego dość!
Grace wyszła na jezdnię i zaczęła krzyczeć i wymachiwać rękoma. 
- Na co czekasz!!?? Co??!! Na co jeszcze czekasz????!!!

 

Godzina 13:05
Dom Kevina

Kevin właśnie wrócił z porannego biegu. Przez cały czas myślał o sprawie z ojcem i rozmowie z Grace. Wszedł do domu i usłyszał ojca rozmawiającego przez telefon:
-Tak, dostarczę to dzisiaj. Obiecuję....No do usłyszenia.- Skończył rozmowę. 
- Kto to był? - zapytał Kevin. 
Richard się wzdrygnął na widok Kevina, jakby zobaczył ducha. 
- Cześć. Już po bieganiu?
Kevin wiedział, że ojciec specjalnie zmienia temat, ale miał już dość kłamstw. 
- Kto to był? 
- Słucham?
- Z kim rozmawiałeś?
- Z jednym z ludzi z firmy.
- Dość kłamstw.
- Co takiego?
- Dość kłamstw. Widziałem cię.
- O czym ty mówisz?
- Wiem, że przemycasz narkotyki!
Richard westchnął i usiadł przy stole. Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale szybko je zamknął.
- Tato...w ogóle...co to ma być? Czemu to robisz?
- Kevin, nie zrozumiesz...
- Serio? Taką masz odpowiedź?
- Słuchaj. Muszę to robić?
- Czemu?
- Dwa tygodnie temu, ktoś dał o mnie fałszywe dane, które świadczą o tym....co kiedyś robiłem...i zwolnili mnie.
- Nie rozumiem.
- Kiedyś...nieświadomie przemycałem narkotyki...
- Jak nieświadomie?
- Jeden z moich fałszywych przyjaciół podrzucił mi je do torby, kiedy jechałem samolotem na Florydę. Ciężko było mi się z tego wybronić ale dzięki dobremu adwokatowi udało się.
- Skoro były to fałszywe, to czemu Cię zwolnili?
- Ponieważ w mojej firmie jeżeli ktoś się dowie, że któryś z pracowników nie ma czystego konta to od razu go zwalniają.
- I dlatego handlujesz narkotykami? Żeby zarobić?
Richard spojrzał w okno.
- Nie tylko dla tego.
- Więc, dlaczego?
- Po tym jak mnie zwolnili z pracy, dostałem SMS-a w, którym był napisane, że jeżeli nie zacznę sprzedawać narkotyków to.....
- To?
Richard nie odpowiadał.
- Tato. Odpowiedz mi.
- ....to cię skrzywdzi.
- Co?
- Tak ktoś napisał.
- Dlaczego nie poszedłeś na policje?
- Nie mogłem. Chyba rozumiesz, że ten ktoś by cię skrzywdził. Straciliśmy już mamę, a ja nie chcę powtórki z rozrywki.
Kevin domyślał się kto to pewnie ta samo osoba, która ich prześladuje.
- Domyślasz się kto to może być?
- Nie mam pojęcia....Myślisz, że to ta samo osoba, która zamordowała córkę Harperów i zaatakowała tę twoją koleżankę.
- Nieee, raczej nie. Niby po co miała by sobie zawracać głowę głupimi SMS-ami. - powiedział Kevin specjalnie.
- Pewnie masz rację.
- I co dalej?
- Posłuchaj. Postaram się jakoś z tego wybrnąć. A teraz idę do sklepu. Na razie.
Kevin wiedział, że jego tata nic z tym nie zrobi. Postanowił zadzwonić do Grace. Potrzebował spotkania z nią i jej głosu.


***

Grace i Jill jechały samochodem za las w celu spotkania Melissy Harrold - siostry Johna. 

- Okej.. Zatrzymamy się kilometr od domu i powiemy, że zepsuł się nam samochód i, że chcemy skorzystać z telefonu. Ty pójdziesz na niby zadzwonić a ja w tym czasie porozmawiam z Melissą. 
Zadzwonił telefon do Grace. 
- Grace, odbierz.
-  To Kevin. 
Grace odebrała.
- Halo?
- Grace, cześć. 
- Słuchaj, Kevin. Nie mogę za bardzo rozmawiać.
- Poczekaj. Możemy się spotkać i pogadać. Mam ci coś ważnego do powiedzenia.
- Yyy. Okej...ale może jutro...Zresztą, oddzwonię. 
- Okej. Do zobaczenia. 
- Chce się spotkać? - spytała Jill
- Taak. Nie wiem o czym chce ze mną gadać. 
- Skręć w prawo w ten głąb lasu. 
- Widzę dom. Zatrzymujemy się. 
Dziewczyny zgasiły auto , wyszły ze samochodu i szły w stronę domu. 
- A co jeśli chce nas pozabijać. - powiedziała Jill
- Gdyby na prawdę chciała, już by to zrobiła. - odparła Grace. 
Dziewczyny weszły na werandę. Grace zapukała w drzwi. Nic. Zapukała drugi raz. Również nic. 
- Dobra. Nikogo nie ma. Wracamy - powiedziała szybko Jill.
- Nie ma mowy. Chodźmy zobaczył z tyłu domu. 
Dziewczyny przeszły na tył. Było tam dużo dużych kwiatów w doniczkach a pod oknem było poukładane kawałki drzewa na stos. Grace weszła nie nie, aby zobaczyć przez okno. 
- W czym mogę pomóc?  - powiedziała kobieta, która zobaczyła dziewczyny. 
Była to Melissa Harrold. Niska kobieta z krótkimi blond włosami i niedbale ubrania w obcisłą sukienkę, w której widać było biały stanik.
- Oo, Witam - mówiła Grace schodząc z drzewa i chwiejąc się. - Samochód nam się zepsuł i chciałybyśmy skorzystać z telefonu. 
Melissa patrzała się chwilę na Grace i Jill jakby nigdy nie widziała ludzi. 
- Proszę za mną.

Dziewczyny weszły z Melissą do domu. 
- Telefon jest tam - powiedziała Melissa wskazując na koniec korytarza.
- Dzięki....yyyy...Jessica...wezwij pomoc drogową.. - powiedziała nie wzbudzając podejrzeń Grace.
- Jasne....Angela... - odpowiedziała Jill, wiedząc o co chodzi.
Jill obróciła się, chcąc iść zadzwonić, nagle wpadła na czarny płaszcz rybacki i lekko wrzasnęła. 
- O mój boże. - Jill uśmiechnęła się jakby śmiejąc się z własnej głupoty. 
- Nazywam się Melissa Harrold. Mieszkacie gdzieś w pobliżu?
- W Hellsing Meaks.
- Aha.
- Nazwisko Harrold coś mi mówi. Czy to ty ze swoim bratem mieliście tutaj zakład mięsny. 
- Tak.
- Cóż mój tata zawsze tu przyjeżdżał kupować u was mięso.
- Tak? Jak się nazywa?
- Yyyy....Mark Hamillton - skłamała Grace.
Melissa co chwilę patrzyła się na dzwoniącą Jill. 
- Nie kojarzę - powiedziała.
- Więc...twój brat gdzieś wyjechał?
- Niee, John zaginął w na początku tegorocznych wakacji. Nigdy go nie odnaleziono. Poszedł na połów ryb i nie wrócił. 
- Bardzo mi przykro....Mieszkasz sama?
- Yyy. ...tak. Tata umarł dawno temu a mama trafiła do specjalnego zakładu. Nie mogła się pogodzić ze zaginięciem Johna. Od tamtego czasu wszystko się zmieniło. 
Grace patrzyła smutno na Melissę. Przyszła Jill. 
- Już jadą - powiedziała.
- Zrobić wam herbatę? - zaproponowała Melissa.
- Miło z twojej strony - powiedziała Grace.
Melissa poszła do kuchni nastawić wodę. 
- Więc twój brat był rybakiem? - zapytała nagle Jill
- Yyy...tak. Zawsze go to uspokajało. Był bardzo uczuciowym i dobrym człowiekiem. Teraz wszystko jest inaczej bez niego. 
Grace spojrzała się w podłogę. 
- Myślę, że jednak powinnyśmy już iść. - powiedziała.
- Nie bądźcie śmieszne. Zostańcie. 
- Niee. Poczekamy w samochodzie na pomoc drogową. - powiedziała Grace kierując się ku wyjściu.
- Dziękujemy za pomoc - dodała Jill, idąc za Grace.
- Polecam się. Teraz nie wiele osób puka do moich drzwi. - powiedziała Melissa.


***

Dziewczyny wsiadły do samochodu. Grace oparła się o drzwi i trzymała za głowę. 
- Dobrze się czujesz? - spytała Jill
- Nie wytrzymałam. Wizyta w jego domu oraz rozmowa z jego siostrą przerosły mnie. 
- Spokojnie. Poukładamy to
Nagle do okna samochodu mocno ktoś zapukał. Jill drgnęła i złapała się za głowę. Była to Melissa. Grace otworzyła szybę. 
- Zostawiłaś okulary przeciwsłoneczne. - powiedziała
- Dzięki. 
- Widzę, że samochód w porządku. 
- Tak. Cholerne pudło od razu zaskoczyło. 
- Dziwna sprawa..... - powiedziała Melissa
 Dziewczyny odjechały. Melissa patrzyła się wrogo na odjeżdżający samochód, aż nie zniknął z jej oczu. 


Godzina 17:10
Dom Caitlin

Caitlin rozmawiała z Jill przez telefon. 
- Podejrzewasz tą jego siostrę? - mówiła Caitlin
- Nie wiem co o tym myśleć, ale to praktycznie było by najprostsze wytłumaczenie.... Jak twoja mama?
- Nadal jest smutna...
- Współczuję.
Caitlin wstała i otworzyła szafkę, w której były książki. Z jednej wystawała karteczka. 
- Widziałam dzisiaj Alison jak szła do Maxa. Nie wierzę, że się zaprzyjaźnili. A ty co myślisz?....Halo....Caitlin...?
Catilin spojrzała na karteczkę. Z jednej strony było napisane : ''WY TEŻ TAK SKOŃCZYCIE" . Odwróciła karteczkę. Z drugiej strony było zdjęcie martwej Kelly. 
- O Boże....
- Caitlin? Co się stało??
- Yyyy...zaraz ci wyślę zdjęcie...
Wiadomość dotarła do Jill. 
- Jezu....

 Godzina 22:45
Dom Maxa.

Max i Alison skończyli oglądać film. Max sporo wypił i był kompletnie pijany. 
- Chyba za dużo piwa? - powiedziała Alison ze śmiechem.
- Spoko...Zaraz chyba i tak pójdę spać...
- A ja chyba zaraz będę się zbierać...
- No to musisz się ze mną jakoś pożegnać. - powiedział Max
- Gdybyś nie śmierdział piwem....może by coś zaiskrzyło. Hahaha
- Bardzo śmieszne....- powiedział Max prawie śpiąc.
- Kurcze nie mogę się doczekać lata.
- Czemu?
- Ponieważ, ciocia zabiera mnie do Francji. 
- Ja nienawidzę lata...
- Hah, Niby dlaczego??
Max się rozciągnął. 
- W tegoroczne lato jechaliśmy samochodem i potrąciliśmy kogoś. Ale było grubo...
- O czym ty mówisz? 
- Właśnie o tym.. Sorki ale chyba odpływam..Dobranoc. 
Alison przez chwilę patrzyła na Maxa, który już spał. Wzięła torebkę i wyszła z mieszkania jakby coś ją wystraszyło. 


-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na odcinek 7. Komentujcie i piszcie co sądzicie :) Jeszcze trzy odcinki i FINAŁ :D