Odcinek 7 - ''Meeting''
Godzina 12:40
Sobota
Szpital w Hellsing Meaks
Max siedział z ręką w gipsie i owiniętą, skręconą nogą na łóżku szpitalnym. Był tam razem z Jill i Grace.
- Więc, czujesz się już dobrze? - spytała się Jill
- Tak i nie mam pojęcia po jaką cholerę tu siedzę - powiedział.
- Słuchaj Max .. Nie spostrzegłeś kto to może być? - zapytała Grace
- Nie, byłem zajęty wyciąganiem nogi spod gruzu. - odparł stanowczo Max
- Chodzi mi o to czy może.....Sposób poruszania się tej osoby lub jakieś charakterystyczne elementy nikogo Ci nie przypominały?
Max zamyślił się.
- Raczej nie...
Do sali weszła lekarka.
-Witam. Przyszłam sprawdzić jak się pan czuje - powiedziała.
- Wszystko jest okej. Mogę już iść.
- Cóż... możemy pana wypisać po 16 po południu
- Serio ? - powiedział Max ironicznie.
- Tak.
- No dobra...
Lekarka wyszła ze sali.
- Ej, dziewczyny. Czy Alison..... pytała się o mnie?
- Alison? - spytała zdziwiona Jill. - Dlaczego miała niby się o ciebie pytać?
- Nie musicie wiedzieć. Po prostu się pytam.
- Nie, nie pytała.
- W takim razie możecie jej o tym powiedzieć?
- Ale niby po co.....? - zaczęła Jill
- Okej powiemy. - dokończyła Grace. - A właśnie Kevin i Caitlin kazali przeprosić, że nie przyszli ale mieli coś do załatwienia.
- Przywieźliście mi tą pizzę?
- Taaak...Tylko....Kurczę. Zostawiłam w samochodzie- powiedziała Grace - Zaraz ją przyniosę.
Po pięciu minutach była przy samochodzie. Otworzyła bagażnik do którego włożyli pizzę.
Otworzyła szeroko oczy, lekko wrzasnęła i ułożyła rękę na ustach z przerażenia. Cały bagażnik wypełniony był jeszcze żywymi rybami, krabami i wodorostami.
- O mój Boże.
Obok jednego kraba leżała karteczka. Grace wzięła ją. Było na niej napisane: ''Właśnie w tym mnie zostawiliście.''
Dziewczyna zamknęła bagażnik. Nie wiedziała co zrobić. Niespodziewanie weszła na ulicę. Miała mętlik w głowie. Zatrąbił samochód. Zeszła z jezdni.
- Więc, czujesz się już dobrze? - spytała się Jill
- Tak i nie mam pojęcia po jaką cholerę tu siedzę - powiedział.
- Słuchaj Max .. Nie spostrzegłeś kto to może być? - zapytała Grace
- Nie, byłem zajęty wyciąganiem nogi spod gruzu. - odparł stanowczo Max
- Chodzi mi o to czy może.....Sposób poruszania się tej osoby lub jakieś charakterystyczne elementy nikogo Ci nie przypominały?
Max zamyślił się.
- Raczej nie...
Do sali weszła lekarka.
-Witam. Przyszłam sprawdzić jak się pan czuje - powiedziała.
- Wszystko jest okej. Mogę już iść.
- Cóż... możemy pana wypisać po 16 po południu
- Serio ? - powiedział Max ironicznie.
- Tak.
- No dobra...
Lekarka wyszła ze sali.
- Ej, dziewczyny. Czy Alison..... pytała się o mnie?
- Alison? - spytała zdziwiona Jill. - Dlaczego miała niby się o ciebie pytać?
- Nie musicie wiedzieć. Po prostu się pytam.
- Nie, nie pytała.
- W takim razie możecie jej o tym powiedzieć?
- Ale niby po co.....? - zaczęła Jill
- Okej powiemy. - dokończyła Grace. - A właśnie Kevin i Caitlin kazali przeprosić, że nie przyszli ale mieli coś do załatwienia.
- Przywieźliście mi tą pizzę?
- Taaak...Tylko....Kurczę. Zostawiłam w samochodzie- powiedziała Grace - Zaraz ją przyniosę.
Po pięciu minutach była przy samochodzie. Otworzyła bagażnik do którego włożyli pizzę.
Otworzyła szeroko oczy, lekko wrzasnęła i ułożyła rękę na ustach z przerażenia. Cały bagażnik wypełniony był jeszcze żywymi rybami, krabami i wodorostami.
- O mój Boże.
Obok jednego kraba leżała karteczka. Grace wzięła ją. Było na niej napisane: ''Właśnie w tym mnie zostawiliście.''
Dziewczyna zamknęła bagażnik. Nie wiedziała co zrobić. Niespodziewanie weszła na ulicę. Miała mętlik w głowie. Zatrąbił samochód. Zeszła z jezdni.
***
-Co ona tak długo tam robi? - powiedział Max
- Nie wiem. Pójdę sprawdzić. - odparła Jill
- Czekaj. Idę z tobą.
- Przecież nie możesz.
- Przestań. Nikt nie zauważy, poza tym muszę wyjść na świeżę powietrze.
- Dobra, to chodźmy.
Po chwili byli na zewnątrz. Zobaczyli Grace stojącą obok samochodu.
- Co się stało? - spytała się Jill
- Zobaczcie co jest w bagażniku - odparła
Wszyscy powoli podeszli do bagażnika. Max powoli go otworzył.
- O, cholera! - powiedział.
- Co do diabła? - dodała Jill
Grace podała Maxowi karteczkę, która była w bagażniku.
- Co to jest? - spytał
- Była w bagażniku. - odparła
Jill i Max przeczytali.
- O Jezu... - westchnęła Jill
- Co to do cholery ma być? - spytał zdziwiony Max
- A jak myślisz? - powiedziała zdenerwowana Grace - Ten ktoś bawi się z nami z pieprzoną grę.
- Kto to może być? - powiedziała Jill
- Nie mam pojęcia. A dlaczego chce nas wszystkich pozabijać? - powiedziała Grace - Słuchajcie - on ma nas w garści. Nie możemy pójść na policję i on o tym wie. Obserwuje nas i czeka...Mam już tego dość!
Grace wyszła na jezdnię i zaczęła krzyczeć i wymachiwać rękoma.
Godzina 13:05
Dom Kevina
Kevin właśnie wrócił z porannego biegu. Przez cały czas myślał o sprawie z ojcem i rozmowie z Grace. Wszedł do domu i usłyszał ojca rozmawiającego przez telefon:
-Tak, dostarczę to dzisiaj. Obiecuję....No do usłyszenia.- Skończył rozmowę.
- Kto to był? - zapytał Kevin.
Richard się wzdrygnął na widok Kevina, jakby zobaczył ducha.
- Cześć. Już po bieganiu?
Kevin wiedział, że ojciec specjalnie zmienia temat, ale miał już dość kłamstw.
- Kto to był?
- Słucham?
- Z kim rozmawiałeś?
- Z jednym z ludzi z firmy.
- Dość kłamstw.
- Co takiego?
- Dość kłamstw. Widziałem cię.
- O czym ty mówisz?
- Wiem, że przemycasz narkotyki!
Richard westchnął i usiadł przy stole. Otworzył usta jakby chciał coś powiedzieć, ale szybko je zamknął.
- Tato...w ogóle...co to ma być? Czemu to robisz?
- Kevin, nie zrozumiesz...
- Serio? Taką masz odpowiedź?
- Słuchaj. Muszę to robić?
- Czemu?
- Dwa tygodnie temu, ktoś dał o mnie fałszywe dane, które świadczą o tym....co kiedyś robiłem...i zwolnili mnie.
- Nie rozumiem.
- Kiedyś...nieświadomie przemycałem narkotyki...
- Jak nieświadomie?
- Jeden z moich fałszywych przyjaciół podrzucił mi je do torby, kiedy jechałem samolotem na Florydę. Ciężko było mi się z tego wybronić ale dzięki dobremu adwokatowi udało się.
- Skoro były to fałszywe, to czemu Cię zwolnili?
- Ponieważ w mojej firmie jeżeli ktoś się dowie, że któryś z pracowników nie ma czystego konta to od razu go zwalniają.
- I dlatego handlujesz narkotykami? Żeby zarobić?
Richard spojrzał w okno.
- Nie tylko dla tego.
- Więc, dlaczego?
- Po tym jak mnie zwolnili z pracy, dostałem SMS-a w, którym był napisane, że jeżeli nie zacznę sprzedawać narkotyków to.....
- To?
Richard nie odpowiadał.
- Tato. Odpowiedz mi.
- ....to cię skrzywdzi.
- Co?
- Tak ktoś napisał.
- Dlaczego nie poszedłeś na policje?
- Nie mogłem. Chyba rozumiesz, że ten ktoś by cię skrzywdził. Straciliśmy już mamę, a ja nie chcę powtórki z rozrywki.
Kevin domyślał się kto to pewnie ta samo osoba, która ich prześladuje.
- Domyślasz się kto to może być?
- Nie mam pojęcia....Myślisz, że to ta samo osoba, która zamordowała córkę Harperów i zaatakowała tę twoją koleżankę.
- Nieee, raczej nie. Niby po co miała by sobie zawracać głowę głupimi SMS-ami. - powiedział Kevin specjalnie.
- Pewnie masz rację.
- I co dalej?
- Posłuchaj. Postaram się jakoś z tego wybrnąć. A teraz idę do sklepu. Na razie.
Kevin wiedział, że jego tata nic z tym nie zrobi. Postanowił zadzwonić do Grace. Potrzebował spotkania z nią i jej głosu.
- Poczekaj. Możemy się spotkać i pogadać. Mam ci coś ważnego do powiedzenia.
- Yyy. Okej...ale może jutro...Zresztą, oddzwonię.
- Okej. Do zobaczenia.
- Chce się spotkać? - spytała Jill
- Taak. Nie wiem o czym chce ze mną gadać.
- Skręć w prawo w ten głąb lasu.
- Widzę dom. Zatrzymujemy się.
Dziewczyny zgasiły auto , wyszły ze samochodu i szły w stronę domu.
- A co jeśli chce nas pozabijać. - powiedziała Jill
- Gdyby na prawdę chciała, już by to zrobiła. - odparła Grace.
Dziewczyny weszły na werandę. Grace zapukała w drzwi. Nic. Zapukała drugi raz. Również nic.
- Dobra. Nikogo nie ma. Wracamy - powiedziała szybko Jill.
- Nie ma mowy. Chodźmy zobaczył z tyłu domu.
Dziewczyny przeszły na tył. Było tam dużo dużych kwiatów w doniczkach a pod oknem było poukładane kawałki drzewa na stos. Grace weszła nie nie, aby zobaczyć przez okno.
- W czym mogę pomóc? - powiedziała kobieta, która zobaczyła dziewczyny.
Była to Melissa Harrold. Niska kobieta z krótkimi blond włosami i niedbale ubrania w obcisłą sukienkę, w której widać było biały stanik.
- Oo, Witam - mówiła Grace schodząc z drzewa i chwiejąc się. - Samochód nam się zepsuł i chciałybyśmy skorzystać z telefonu.
Melissa patrzała się chwilę na Grace i Jill jakby nigdy nie widziała ludzi.
- Proszę za mną.
Dziewczyny weszły z Melissą do domu.
- Telefon jest tam - powiedziała Melissa wskazując na koniec korytarza.
- Dzięki....yyyy...Jessica...wezwij pomoc drogową.. - powiedziała nie wzbudzając podejrzeń Grace.
- Jasne....Angela... - odpowiedziała Jill, wiedząc o co chodzi.
Jill obróciła się, chcąc iść zadzwonić, nagle wpadła na czarny płaszcz rybacki i lekko wrzasnęła.
- O mój boże. - Jill uśmiechnęła się jakby śmiejąc się z własnej głupoty.
- Nazywam się Melissa Harrold. Mieszkacie gdzieś w pobliżu?
- W Hellsing Meaks.
- Aha.
- Nazwisko Harrold coś mi mówi. Czy to ty ze swoim bratem mieliście tutaj zakład mięsny.
- Tak.
- Cóż mój tata zawsze tu przyjeżdżał kupować u was mięso.
- Tak? Jak się nazywa?
- Yyyy....Mark Hamillton - skłamała Grace.
Melissa co chwilę patrzyła się na dzwoniącą Jill.
- Nie kojarzę - powiedziała.
- Więc...twój brat gdzieś wyjechał?
- Niee, John zaginął w na początku tegorocznych wakacji. Nigdy go nie odnaleziono. Poszedł na połów ryb i nie wrócił.
- Bardzo mi przykro....Mieszkasz sama?
- Yyy. ...tak. Tata umarł dawno temu a mama trafiła do specjalnego zakładu. Nie mogła się pogodzić ze zaginięciem Johna. Od tamtego czasu wszystko się zmieniło.
Grace patrzyła smutno na Melissę. Przyszła Jill.
- Już jadą - powiedziała.
- Zrobić wam herbatę? - zaproponowała Melissa.
- Miło z twojej strony - powiedziała Grace.
Melissa poszła do kuchni nastawić wodę.
- Więc twój brat był rybakiem? - zapytała nagle Jill
- Yyy...tak. Zawsze go to uspokajało. Był bardzo uczuciowym i dobrym człowiekiem. Teraz wszystko jest inaczej bez niego.
Grace spojrzała się w podłogę.
- Myślę, że jednak powinnyśmy już iść. - powiedziała.
- Nie bądźcie śmieszne. Zostańcie.
- Niee. Poczekamy w samochodzie na pomoc drogową. - powiedziała Grace kierując się ku wyjściu.
- Dziękujemy za pomoc - dodała Jill, idąc za Grace.
- Polecam się. Teraz nie wiele osób puka do moich drzwi. - powiedziała Melissa.
- Tato...w ogóle...co to ma być? Czemu to robisz?
- Kevin, nie zrozumiesz...
- Serio? Taką masz odpowiedź?
- Słuchaj. Muszę to robić?
- Czemu?
- Dwa tygodnie temu, ktoś dał o mnie fałszywe dane, które świadczą o tym....co kiedyś robiłem...i zwolnili mnie.
- Nie rozumiem.
- Kiedyś...nieświadomie przemycałem narkotyki...
- Jak nieświadomie?
- Jeden z moich fałszywych przyjaciół podrzucił mi je do torby, kiedy jechałem samolotem na Florydę. Ciężko było mi się z tego wybronić ale dzięki dobremu adwokatowi udało się.
- Skoro były to fałszywe, to czemu Cię zwolnili?
- Ponieważ w mojej firmie jeżeli ktoś się dowie, że któryś z pracowników nie ma czystego konta to od razu go zwalniają.
- I dlatego handlujesz narkotykami? Żeby zarobić?
Richard spojrzał w okno.
- Nie tylko dla tego.
- Więc, dlaczego?
- Po tym jak mnie zwolnili z pracy, dostałem SMS-a w, którym był napisane, że jeżeli nie zacznę sprzedawać narkotyków to.....
- To?
Richard nie odpowiadał.
- Tato. Odpowiedz mi.
- ....to cię skrzywdzi.
- Co?
- Tak ktoś napisał.
- Dlaczego nie poszedłeś na policje?
- Nie mogłem. Chyba rozumiesz, że ten ktoś by cię skrzywdził. Straciliśmy już mamę, a ja nie chcę powtórki z rozrywki.
Kevin domyślał się kto to pewnie ta samo osoba, która ich prześladuje.
- Domyślasz się kto to może być?
- Nie mam pojęcia....Myślisz, że to ta samo osoba, która zamordowała córkę Harperów i zaatakowała tę twoją koleżankę.
- Nieee, raczej nie. Niby po co miała by sobie zawracać głowę głupimi SMS-ami. - powiedział Kevin specjalnie.
- Pewnie masz rację.
- I co dalej?
- Posłuchaj. Postaram się jakoś z tego wybrnąć. A teraz idę do sklepu. Na razie.
Kevin wiedział, że jego tata nic z tym nie zrobi. Postanowił zadzwonić do Grace. Potrzebował spotkania z nią i jej głosu.
***
Grace i Jill jechały samochodem za las w celu spotkania Melissy Harrold - siostry Johna.
- Okej.. Zatrzymamy się kilometr od domu i powiemy, że zepsuł się nam samochód i, że chcemy skorzystać z telefonu. Ty pójdziesz na niby zadzwonić a ja w tym czasie porozmawiam z Melissą.
Zadzwonił telefon do Grace.
- Grace, odbierz.
- To Kevin.
Grace odebrała.
- Halo?
- Grace, cześć.
- Słuchaj, Kevin. Nie mogę za bardzo rozmawiać.- Poczekaj. Możemy się spotkać i pogadać. Mam ci coś ważnego do powiedzenia.
- Yyy. Okej...ale może jutro...Zresztą, oddzwonię.
- Okej. Do zobaczenia.
- Chce się spotkać? - spytała Jill
- Taak. Nie wiem o czym chce ze mną gadać.
- Skręć w prawo w ten głąb lasu.
- Widzę dom. Zatrzymujemy się.
Dziewczyny zgasiły auto , wyszły ze samochodu i szły w stronę domu.
- A co jeśli chce nas pozabijać. - powiedziała Jill
- Gdyby na prawdę chciała, już by to zrobiła. - odparła Grace.
Dziewczyny weszły na werandę. Grace zapukała w drzwi. Nic. Zapukała drugi raz. Również nic.
- Dobra. Nikogo nie ma. Wracamy - powiedziała szybko Jill.
- Nie ma mowy. Chodźmy zobaczył z tyłu domu.
Dziewczyny przeszły na tył. Było tam dużo dużych kwiatów w doniczkach a pod oknem było poukładane kawałki drzewa na stos. Grace weszła nie nie, aby zobaczyć przez okno.
- W czym mogę pomóc? - powiedziała kobieta, która zobaczyła dziewczyny.
Była to Melissa Harrold. Niska kobieta z krótkimi blond włosami i niedbale ubrania w obcisłą sukienkę, w której widać było biały stanik.
- Oo, Witam - mówiła Grace schodząc z drzewa i chwiejąc się. - Samochód nam się zepsuł i chciałybyśmy skorzystać z telefonu.
Melissa patrzała się chwilę na Grace i Jill jakby nigdy nie widziała ludzi.
- Proszę za mną.
Dziewczyny weszły z Melissą do domu.
- Telefon jest tam - powiedziała Melissa wskazując na koniec korytarza.
- Dzięki....yyyy...Jessica...wezwij pomoc drogową.. - powiedziała nie wzbudzając podejrzeń Grace.
- Jasne....Angela... - odpowiedziała Jill, wiedząc o co chodzi.
Jill obróciła się, chcąc iść zadzwonić, nagle wpadła na czarny płaszcz rybacki i lekko wrzasnęła.
- O mój boże. - Jill uśmiechnęła się jakby śmiejąc się z własnej głupoty.
- Nazywam się Melissa Harrold. Mieszkacie gdzieś w pobliżu?
- W Hellsing Meaks.
- Aha.
- Nazwisko Harrold coś mi mówi. Czy to ty ze swoim bratem mieliście tutaj zakład mięsny.
- Tak.
- Cóż mój tata zawsze tu przyjeżdżał kupować u was mięso.
- Tak? Jak się nazywa?
- Yyyy....Mark Hamillton - skłamała Grace.
Melissa co chwilę patrzyła się na dzwoniącą Jill.
- Nie kojarzę - powiedziała.
- Więc...twój brat gdzieś wyjechał?
- Niee, John zaginął w na początku tegorocznych wakacji. Nigdy go nie odnaleziono. Poszedł na połów ryb i nie wrócił.
- Bardzo mi przykro....Mieszkasz sama?
- Yyy. ...tak. Tata umarł dawno temu a mama trafiła do specjalnego zakładu. Nie mogła się pogodzić ze zaginięciem Johna. Od tamtego czasu wszystko się zmieniło.
Grace patrzyła smutno na Melissę. Przyszła Jill.
- Już jadą - powiedziała.
- Zrobić wam herbatę? - zaproponowała Melissa.
- Miło z twojej strony - powiedziała Grace.
Melissa poszła do kuchni nastawić wodę.
- Więc twój brat był rybakiem? - zapytała nagle Jill
- Yyy...tak. Zawsze go to uspokajało. Był bardzo uczuciowym i dobrym człowiekiem. Teraz wszystko jest inaczej bez niego.
Grace spojrzała się w podłogę.
- Myślę, że jednak powinnyśmy już iść. - powiedziała.
- Nie bądźcie śmieszne. Zostańcie.
- Niee. Poczekamy w samochodzie na pomoc drogową. - powiedziała Grace kierując się ku wyjściu.
- Dziękujemy za pomoc - dodała Jill, idąc za Grace.
- Polecam się. Teraz nie wiele osób puka do moich drzwi. - powiedziała Melissa.
***
Dziewczyny wsiadły do samochodu. Grace oparła się o drzwi i trzymała za głowę.
- Dobrze się czujesz? - spytała Jill
- Nie wytrzymałam. Wizyta w jego domu oraz rozmowa z jego siostrą przerosły mnie.
- Spokojnie. Poukładamy to
Nagle do okna samochodu mocno ktoś zapukał. Jill drgnęła i złapała się za głowę. Była to Melissa. Grace otworzyła szybę.
- Zostawiłaś okulary przeciwsłoneczne. - powiedziała
- Dzięki.
- Widzę, że samochód w porządku.
- Tak. Cholerne pudło od razu zaskoczyło.
- Dziwna sprawa..... - powiedziała Melissa
Dziewczyny odjechały. Melissa patrzyła się wrogo na odjeżdżający samochód, aż nie zniknął z jej oczu.
Godzina 17:10
Dom Caitlin
Caitlin rozmawiała z Jill przez telefon.
- Podejrzewasz tą jego siostrę? - mówiła Caitlin
- Nie wiem co o tym myśleć, ale to praktycznie było by najprostsze wytłumaczenie.... Jak twoja mama?
- Nadal jest smutna...
- Współczuję.
Caitlin wstała i otworzyła szafkę, w której były książki. Z jednej wystawała karteczka.
- Widziałam dzisiaj Alison jak szła do Maxa. Nie wierzę, że się zaprzyjaźnili. A ty co myślisz?....Halo....Caitlin...?
Catilin spojrzała na karteczkę. Z jednej strony było napisane : ''WY TEŻ TAK SKOŃCZYCIE" . Odwróciła karteczkę. Z drugiej strony było zdjęcie martwej Kelly.
- O Boże....
- Caitlin? Co się stało??
- Yyyy...zaraz ci wyślę zdjęcie...
Wiadomość dotarła do Jill.
- Jezu....
Godzina 22:45
Dom Maxa.
Max i Alison skończyli oglądać film. Max sporo wypił i był kompletnie pijany.
- Chyba za dużo piwa? - powiedziała Alison ze śmiechem.
- Spoko...Zaraz chyba i tak pójdę spać...
- A ja chyba zaraz będę się zbierać...
- No to musisz się ze mną jakoś pożegnać. - powiedział Max
- No to musisz się ze mną jakoś pożegnać. - powiedział Max
- Gdybyś nie śmierdział piwem....może by coś zaiskrzyło. Hahaha
- Bardzo śmieszne....- powiedział Max prawie śpiąc.
- Kurcze nie mogę się doczekać lata.
- Czemu?
- Ponieważ, ciocia zabiera mnie do Francji.
- Ja nienawidzę lata...
- Hah, Niby dlaczego??
Max się rozciągnął.
- W tegoroczne lato jechaliśmy samochodem i potrąciliśmy kogoś. Ale było grubo...
- O czym ty mówisz?
- Właśnie o tym.. Sorki ale chyba odpływam..Dobranoc.
Alison przez chwilę patrzyła na Maxa, który już spał. Wzięła torebkę i wyszła z mieszkania jakby coś ją wystraszyło.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na odcinek 7. Komentujcie i piszcie co sądzicie :) Jeszcze trzy odcinki i FINAŁ :D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz