niedziela, 20 grudnia 2015

Odcinek 1 - "Pilot"

Odcinek 1 - "Pilot"  

Godzina 19:00
27 czerwca 2015r.
Dzień Końca Roku Szkolnego



Zadzwonił telefon.
Grace: Co tam, Jill?
Jill: A dobrze. Prasuje sukienkę na bal . Nie wierzę, że to już wakacje. Mam nadzieję, że zgarnę koronę. A jak u ciebie przygotowania? Kevin już wyzdrowiał?
Grace: Tak, wczoraj. Szczerze mówiąc, nie chce mi się iść na ten bal.
Jill : Będzie spoko. Pamiętaj,że po balu impreza u mnie. Kupiłam dobry towar.
Grace: Mówiłaś Caitlin i Maxowi?
Jill: Tak, tak.
Grace: I twoich rodziców na pewno nie będzie?
Jill: Na sto procent. Nie martw się.
Grace: Wolę być ostrożna.
Jill: Luzik. Mam wszystko pod kontrolą.
Grace: Okej.
Jill: Dobra, muszę kończyć, bo idę jeszcze do babci. Coś jej pomóc.
Grace: Okej. Pa.

Jill skłamała. Nie chciała już dłużej rozmawiać z Grace, ponieważ ona za bardzo się wtrącała. Jej zdaniem byłą za bardzo ''mamuśkowata''. 
Grace odłożyła słuchawkę. W tym czasie weszła do pokoju jej mama, Margo Dawson, która spojrzała dziwnie na córkę. 
Margo: Kto dzwonił?
Grace: Yyyy...Jill. Pytała o sukienkę na bal.
Margo : Ahaa. Znalazłaś w końcu swoje klucze od domu?
Grace: Tak, a co?
Margo: Bo jedziemy dzisiaj z tatą na pewne spotkanie i wrócimy późno. 
Grace: Cóż, skoro idę dzisiaj na bal to pewnie będę później niż wy....
Margo: Możliwe...


Godzina 19:35
Przedmieścia Hellsing Meaks.

Grace zapukała do drzwi Kevina Curtisa - swojego chłopaka. Drzwi się otworzyły.
Kevin: Hej, co tam?
Pocałowali się.
Grace: Przyszłam się zapytać czy już dobrze się czujesz i czy idziesz na bal?
Kevin : Z tobą to wszędzie.
Ponownie się pocałowali.
Kevin: Wejdziesz?
Grace: Nie mogę, umówiłam się z Caitlin i z Jill na ''przedstawienie swoich kreacji''
Kevin: Pomysł Jill?
Graca: Taaa
Kevin : Okej, to do zobaczenia. Przyjadę po Was z Maxem o 21.
Grace: Ok. Na razie.



 Godzina 20:45
Dom Jill Brenner .

Jill: Caitlin, świetna spódniczka.
Caitlin: Dzięki.
Jill: A jak wygląda moja dziewczyny? - powiedziała przeglądając się lustrze.
Grace: Może być - powiedziała ze śmiechem.
Jill: Ty zdziro - powiedziała żartobliwie.
Grace: Nie przejmuj się wyglądem.
Jill: No...wiesz...Chcę wygrać.
Dziewczyny nagle usłyszały głos Sary Brenner - mamy Jill
Sara: Kochanie, to my jedziemy. Wrócimy jutro.
Jill: Tak, tak , na razie.

Rodzice Jill odjechali a wraz za nimi podjechał pod dom Max i Kevin, którzy zatrąbili.
Grace: To chyba chłopaki.
Caitlin wyjrzała przez okno.
-Tak, to oni.
Jill: No to idziemy.
Gdy były już na zewnątrz z auta wyszedł Max.
Max: Są i laski.
Kevin : Świetnie wyglądacie - dodał
Jill: Dobra, jedziemy. Nie traćmy czasu.
 Samochód ruszył.

Gdy byli już przed szkołą, wyszli z auta. Przyjaciele zauważyli Alison razem Dannym.
Caitlin: Alison jest z Dannym?
Jill: Ha! Ale ironia...a widziałam ich rodziców razem w restauracji.
Max: Chodźmy do środka.

 30 minut później....

A królową balu zostaje.......Jill Brenner!
Wszyscy zaczęli klaskać i krzyczeć. Jill wstała z miejsca, poprawiła sukienkę i szukała wzrokiem Alison, aby dać jej szydercze spojrzenie, lecz nie znalazła jej. Weszła na scenę.  Od dyrektora dostała koronę i kwiaty. 
Jill: Wow. Naprawdę bardzo dziękuje wszystkim co na mnie głosowali. Jestem bardzo szczęśliwa. Pamiętajcie o tym, że w życiu nie liczy się tylko uroda, ale też charakter jak i osobowość. Niech tegoroczne wakacje będą niezapomniane i niech ten dzień będzie cudowny. Naprawdę jeszcze raz dziękuje. 
Jill zeszła ze sceny. Muzyka została wznowiona. Uczniowie powoli zaczęli wychodzić ze szkoły. Niektórzy wiedzieli, że będzie już nuda, inni chcieli już iść na imprezę do Jill. Piątka przyjaciół wyszła ze szkoły, wsiadła do samochodu i pojechali w stronę domu Jill.




Godzina 22:20
Dom Jill Brenner


Jill: Mówiłam, że przyjdzie prawie całą szkoła...
Caitlin: Oo. Nawet Alison i Kelly przyszły.
Jill: Hah! Ja nie wierze....
Jill poszła w ich stronę.
Jill: Alison , Kelly - Fajnie, że przyszłyście.
Alison : Przyszłyśmy tylko zobaczyć jak tu nudno....
Kelly: Właśnie.
Jill: Taak ,Tak . Dobra nie będę już taką suką i nie będę was wyganiać. Koło basenu jest jedzenie. - odeszła z satysfakcją.

Minęło pół godziny. 
Ludzie zaczęli wychodzić z imprezy.
Jill: Hej, Danny , gdzie idziesz?
Danny: Jadę na przejażdżkę. Zauważył w tej chwili Alison i Kelly. - Hej, dziewczyny! Chcecie się przejechać?
Kelly: Jasne!
Alison: Wszędzie będzie lepiej niż tu. Haha. - powiedziała pijana.
Danny: No to chodźcie! 
Max: Nieźle.  - powiedział śmiejąc się.
Jill: Przestań. To nie jest śmieszne. Muszę coś wymyślić.
Max: A ja mam pomysł . Olejmy tę imprezę i jedźmy wszyscy nad jeziorko.
Jill : Ooo . świetnie!
Caitlin: A co z gośćmi
Jill : A co ma być? Zostało tylko 10 osób. Zaraz sobie pójdą, jak zobaczą, że mnie nie ma.
Caitlin: No to jedziemy.
Grace: Chwila. Przecież wszyscy piliśmy. Kto będzie prowadził?
Max: Daj spokój. Kevin, będziesz kierowcą? Nie piłeś nie? 
Kevin spojrzał na Grace. Wiedział, że ona nie chce jechać, ale adrenalina była od niego niestety silniejsza. 
Kevin: No ok . Będzie spoko.
Max: No i zajebiście.
Wszyscy wsiedli do samochodu. Max, Caitlin i Jill wsiedli do tyłu a Grace i Kevin do przodu.
Ruszyli. Przejechali przez miasteczko. Byli już na drodze w głębi lasu. Do jeziorka dzieliły ich jeszcze 4 kilometry.
Max: Juhhuuu!!!- wyjrzał przez szyberdach.
Jill: Kevin, włącz radio.
Chłopak włączył. Leciała piosenka ''Highway to Hell'' zespołu AC/DC. Caitlin i Jill śpiewały. Grace tylko się śmiała. Max nadal wyglądał przez szyberdach i pił piwo. Przyjaciele jechali, świetnie się bawili. Mieli wszystko w dupie. Max zaczął bardziej wariować, wyrzucił pustą butelkę i wziął następne piwo. lecz wylał je na Kevina. Ten zapatrzył się.
Kevin: Kurde stary! Ogarnij się.
Nagle Max zauważył coś na drodze.
Max: Uważaj!!!
W samochód uderzyło coś wielkiego. Przeleciało przez cały samochód, łącznie z Maxem, który nadal wyglądał przez szyberdach.
Caitlin: O mój Boże. Co to było?
Jill: Nie wiem. Wszyscy cali?
Kevin: Cholera. Chyba potrąciłem zwierzaka.
Jill ujrzała na czole Maxa krew.
Jill: O Boże! Krew
Max: Ale to nie moja. Pewnie jakiegoś psa. Ja pieprzę! Moja bryka!
Wszyscy wyszli z samochodu.
Max: Kurwa ! Nie widzisz gdzie jedziesz? - powiedział patrząc na rozwalony przód auta.
Kevin: Wyskoczył nie wiadomo skąd. Nie zauważyłem.
Max: Pieprzony pies nie zrobił by takiej szkody.
Kevin: Ale pieprzony jeleń tak.
Jill: Max! Upuściłeś butelkę!
Caitlin: Dobra. To był wypadek.
Grace: Jeśli to był jeleń to gdzie teraz jest?
Jill: Może uciekł.
Max: Sranie w banie! Zjeżdżamy stąd.
Grace: O mój Boże.
Dziewczyna podniosła z ziemi kalosza.
Kevin: Niemożliwe.
Jill: Ale przecież...
Kevin: Nie widziałem go.
Przyjaciele zaczęli zdawać sobie sprawę, że mogli potrącić człowieka.
Max: Ja pieprzę!
Caitlin: To jakiś zły sen.
Max: Okej. Sprawdźmy tam...
Przyjaciele podeszli bliżej Dziewczyny krzyknęły. Zobaczyli człowieka, który leżał nieruchomo.
Kevin: Boże. NIe zauważyłem. Przysięgam.
Caitlin: Nie żyje?
Kevin: Nie wiem.
Max: Sprawdź puls.
Kevin: Nie ma mowy.
Max: To ty go przejechałeś!
Grace: Okej , Zrób to.
Kevin podszedł do mężczyzny i dotknął puls.
Kevin: Chyba nie żyje.
Max: O w mordę!!
Jill: Kim on jest?
Kevin: Nie wiem. Ma zmasakrowaną twarz.
Max: Po jaką cholerę on był na środku jezdni?
Caitlin: Musimy chyba zawiadomić gliny i wezwać karetkę.
Max: Czekaj...Po co ten pośpiech? Facet nie żyje.
Grace: Przecież nie jesteś lekarzem.
Max: Pomyśl trochę. Jak przyjedzie policja to mamy przerąbane.
Grace: Ale to był wypadek.
Kevin: Chwila. Pomyślmy.
Grace: Nad czym tu myśleć. Przechodził przez jezdnie w środku nocy i uległ wypadkowi. Jesteś trzeźwy i nie przekroczyłeś prędkości.
Kevin spojrzał w dół.
Grace: Chyba sobie kpisz! Piłeś?
Kevin: Tylko parę łyków piwa.
Grace: Świetnie!
Max: Okej to mój wóz. Ja odpowiem.
Jill: Nieprawda.
Max: Powaliło cie? Jestem pijany w trzy dupy.
Jill: Może policja nam uwierzy, że to był wypadek.
Caitlin: Już to widzę.
Kevin: I tak odpowiemy za nieumyślne spowodowanie śmierci.
Max: Spadamy stąd.
Grace: Oszalałeś?
Caitlin: Samochód jest wgnieciony. Wszędzie pełno krwi.
Max: Wyczyścimy to.
Grace: Czy wy się słyszycie? Dosyć. Jedziemy na policje.
Max: Nie pieprz bzdur!! Nie mamy czasu. Kapujesz ?!
Kevin: Uspokójcie się.
Grace: Po takim uderzeniu facet ma na sobie cząstki karoserii. Namierzą Cię i oskarżą o ucieczkę z miejsca wypadku.
Max: Więc, pozbędziemy się ciała.
Grace: I będziemy udawać, że nigdy nas tu nie było?
Jill: Grace. Praktycznie nie mamy wyboru.
Max: Minie kilka tygodni zanim go znajdą. Do tej pory usuniemy wszystkie dowody.
Grace: Jezu...Nie wiem...Boję się. Nie biorę w tym udziału.
Max: Facet nie żyje. Jeśli pójdziemy na policję też będziemy martwi. Pomyśl o przyszłości, o stypendium, ukończeniu liceum.
 Nagle usłyszeli nadjeżdżający samochód.
Grace: Boże, co robimy?
Max: Kevin pomóż mi go wziąść.
Caitlin: Kurcze. Zwalniają.
Grace: Kto to?
Jill: Cholera. To Danny, Alison i Kelly.
Max: Spław ich.
Jill podeszła do auta Dannego.
Danny: Co tam? Problemy z bryką?
Jill: Max za dużo wypił. Nie chcemy, żeby zarzygał nowy samochód.
Max zaczął udawać, że wymiotuje. Chłopak spojrzał na auto.
Danny: Już nie wygląda na nówkę.
Jill: Taaaa. Skutki jazdy po pijanemu.
Alison: Można się było tego po Was spodziewać.
Podszedł Kevin.
Kevin: Co mogę dla ciebie zrobić, Danny?
Danny: Przestań grać słodkiego chłopczyka.
Kevin: Załatwione. Do zobaczenia.
Danny: Narka, Jill.
Odjechał.

Chłopaki zapakowali ciało do bagażnika. Wszyscy wsiedli do auta i pojechali nad stare jezioro, koło starego złomowiska. Otworzyli bagażnik, wzięli ciało i poszli na mostek.
Max: Nawet, jeśli ciało wypłynie, to za kilka tygodni będzie obgryzione przez kraby i drobne ryby. Dobra. połóż go i do roboty.
Grace: Poczekajcie
Caitlin: o co chodzi, Grace?
Grace: Przeszukajmy jego portfel i zobaczmy kim jest.
Max: Niby po co?
Grace: Nie wiem. Choćby dlatego......żeby....wiedzieć
Jill: Ja nie chcę wiedzieć.
Max: Okej. Kevin pomóż mi
Kevin: Nie potrafię.
Max: Ja pieprzę. Umówiliśmy się!
Grace: Ludzie. Nie jest jeszcze a późno.
Max: Zamknij się! Okej? Po prostu się zamknij!
Jill: Uspokójcie się. Ja to zrobię.
W niespodziewanej chwili mężczyzna otworzył oczy. Złapał Jill za rękę. Wszyscy krzyczeli. Max popchnął go do jeziora.  Ciało z hukiem wleciało.
Max: Dobra, spadajmy stąd.Wrócimy do domu i nikomu o tym nie powiemy, jasne? JASNE??!!!
Jill : Tak, nie wspomnę ani słowa.
Max: Zabierzemy tę tajemnicę do grobu.
Kevin: Zgoda
Caitlin: Tak.
Max spojrzał na Grace, która tylko kiwała lekko głową.
Max: Grace, nie kiwaj głową! Powiedz coś!
Grace spojrzała w dół.
Chłopak ze złości podszedł do niej. Złapał ją za ramiona i potrząsnął.
Max: Chcę usłyszeć twoją deklarację!
Grace: Zabierzemy tę tajemnice do grobu - powiedziała cicho.
Kevin podszedł do Grace - Będzie dobrze - powiedział
Grace wsiadła do auta bez słowa.
Odjechali.



25 sierpnia
Dom Grace

Grace całe wakacje była u swojej babci na wsi. Postanowiła już wrócić do domu. 
 Była przed drzwiami. Weszła.
Margo (mama Grace), gdy ją zobaczyła, bardzo się ucieszyła. Przytuliła ją. 
Margo : Cześć, kochanie. Stęskniłam się za tobą.
Grace: Hej, mamo. Ja też.
Margo: Chodź. Usiądź.  Zjesz coś. 
Grace: Nie, dziękuje. Pójdę do swojego pokoju.
Margo złapała Grace za rękę.
Margo: Kochanie...Nic Ci nie jest? .....Boję się o to zapytać, ale.....Bierzesz coś?
Grace: Co??? Nie mamo. Żadnych narkotyków. 
Margo : No dobrze. 
 Grace weszła na górę do swojego pokoju.
Nic się nie zmieniło. Jasnozielono pomalowany pokój z plakatami starych zespołów na ścianach i aż ''za równo'' ustawionymi meblami. Zerknęła na swoje biurko na, którym leżała mała karteczka. Grace podniosła ją. Na jej twarzy ''malowało się zdziwienie. Na karteczce było napisane:

''Wiem, co zrobiliście minionego lata''

Grace nie wiedziała, co robić. Nagle do jej pokoju weszła mama
Grace: Ktoś to przysłał?
Margo: Nie mam pojęcia. A co jest napisane?
Grace: Nie ważne. 
Grace wyszła na zewnątrz.


Godzina 15:33
Siłownia w Hellsing Meaks.

Max Mason skończył właśnie ćwiczyć na siłowni.
Max: To na razie, chłopaki . Do jutra.
Chłopak wszedł do szatni. Otworzył swoją szafkę, by wziąć ubrania. Gdy wziął swoją koszulkę, z szafki wypadła karteczka. Zdziwiony Max podniósł ją i przeczytał.
Max: Co do cholery....?
Na kartce była napisane : 

 ''Wiem, co zrobiliście minionego lata''

Godzina 15:55
Dom rodziny Curtis.

Do drzwi Kevina Curtisa ktoś zapukał. Chłopak otworzył. Nie mógł uwierzyć. Ujrzał  Grace. Nie mógł uwierzyć, ponieważ ich drogi całkowicie się rozeszły. Rozstali się.

Kevin: Grace. Cześć. Co ty tu robisz?
Grace zmierzyła wzrokiem Kevina.
Grace: Przyszłam, ponieważ......yyy.....Dostałam pewien liścik i .....sam zobacz.
Grace podała Kevinowi karteczkę.
Kevin: Boże, Kiedy to dostałaś?
Grace: Dzisiaj wróciłam do domu, weszłam do pokoju i liścik leżał na biurku. Ktoś wie....A czemu pytasz? 
Kevin: Ponieważ.....ja też dostałem taki liścik. Był dzisiaj u mnie w skrzynce pocztowej.
Grace: Jezu.....
Kevin: Może wejdziesz?
Grace: Yyyy..nie. Muszę iść do domu. Mama już dzwoniła pięć razy i pisała czemu tak szybko wybiegłam z domu. Ale wiesz co ? Napisz do Maxa a ja napiszę do dziewczyn, żebyśmy jutro spotkali się u mnie w domu i to obgadali. Może ktoś coś wie...
Kevin : Jasne. To na razie. 
Grace: Paaa.

Godzina 16:11
Sklep kosmetyczny w Hellsing Meaks.

Jill Brenner marzyła o karierze w modelingu jeszcze przed ukończeniem szkoły. Miała pojechać do Mediolanu. Przez ostatnie wydarzenie przypadło jej jedynie dorabianie w sklepie starszej siostry - Emily Brenner. 

Jill: Coś jeszcze ci pomóc?
Emily: A co już chcesz iść do domu?
Jill: A żebyś wiedziała.
Emily: Zanieś jeszcze te pudła do schowka i jesteś wolna....A bym zapomniała -  przyszedł do ciebie jakiś list.
Jill otworzyła kopertę. W środku była mała karteczka na, której była napisane:

 ''Wiem, co zrobiliście minionego lata''

Jill upuściła kartony. 

Godzina 16:29
Kawiarnia w Hellsing Meaks.

W jednej z kawiarń w miasteczku przypadłą praca kelnerki dla Caitlin Hampton. Codzienne monotonne spisywanie zamówień i przynoszenie tej samej kawy do tych samych stolików i do tych samych ludzi. 

Caitlin : Hej szefie? To dzisiaj kończę wcześniej? 
Pan Cox: Tak, tak , Dzisiaj zamykamy wcześniej bo muszę gdzieś pojechać.
Caitlin: Aha. Okej.
Dziewczyna wzięła tackę i podeszła to stolika.
Caitlin: Czy chce coś pan jeszcze zamówić? Panie Mathis?
Pan Mathis: Poproszę jeszcze jedną bezkofeinową z ekstra pianą. 
Caitlin: Oczywiście.
Dziewczyna chciała zapisać zamówienie w swoim notesie, lecz na pierwszej stronie ujrzała napis. Było tam napisane: 

''Wiem, co zrobiliście minionego lata''

Dziewczyna upuściła tackę na nogi pana Mathis'a . 
Caitlin: Boże. Bardzo przepraszam .
Podniosła tackę i podeszłą do lady. Oparła się o nią. Naglę przyszedł do niej SMS od Grace.
Zdziwiona Caitlin zerknęła na telefon. Była zdziwiona także tym, że Grace do niej napisała. 
W SMS-sie pisało : Przyjdź jutro do mnie do domu o godzinie 15:00. Musimy dużo obgadać.

SMS ten dotarł do wszystkich. 




 ----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Mam nadzieję, że podoba wam się pierwszy odcinek. Bardzo proszę o dużo komentarzy z waszymi odczuciami. Liczę na Was :) Drugi odcinek będzie prawdopodobnie po świętach, ale to także zależy od wyświetleń i komentarzy. Jeżeli macie jakiekolwiek pytanie, to pytajcie :) Wesołych Świąt :-)

2 komentarze:

  1. Może być ciekawie. Będę zaglądała częściej. :)
    Zapraszam również do mnie: bestsellerowo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzień dobry. :)
    Myślałeś o zamówieniu albo wgraniu jakiegoś szablonu? Wiadomo, to tylko szata graficzna, ale wielu z nas jest wzrokowcami i po prostu przyciąga ich coś, co prezentuje się dobrze już na pierwszy rzut oka. To bardzo ważne w dobie tryliarda blogów o wszystkim.
    Nie wiem, jak to odbierać, bo raz to czysty scenariusz, a raz masz elementy opowiadania jak opisy. Trochę to, szczerze mówiąc, wytrąca z równowagi. Nie, że znowu brak konsekwencji u Ciebie, ale jakoś tak...
    Podobają mi się dialogi. Są luźne, młodzieżowe, naturalne, więc takie, jakie powinny być.
    Jezu, imiona to moja pięta achillesowa. Gdy coś czytam, to przez połowę nie ogarniam, kto kim jest, a przy scenariuszach to już w ogóle, więc serduszkuję spis postaci.
    Wybranie królowej balu... chyba każdy fan horrorów przy takich scenach myśli o wiadomej scenie z Carrie.
    Ogólnie się nieźle zapowiada, już sobie poprzypominałam, co gdzie, jak, mniej więcej pamiętam, co było później, ale sobie jeszcze odświeżę i dam znać.
    Miłego,
    mendoid Corteen

    OdpowiedzUsuń