Odcinek 4
''Gone Girl''
Godzina 9:24
Liceum w Hellsing Meaks
Przerwa śniadaniowa
Był
czas na przerwę śniadaniową w stołówce. Jill, Max i Kevin jedli
już przy tym samym stoliku co zawsze. Caitlin i Grace stali jeszcze
w kolejce po frytki i sok.
Caitlin:
Dzięki, że mogłam u ciebie wczoraj spać.
Grace:
Spoko. Słuchaj: A wiesz już co zrobisz no ze.....sprawą swojego
taty? - powiedziała cicho.
Caitlin
wzięła do ręki sok udając, że czyta jego skład.
Caitlin:
Kurdę, chcę trochę schudnąć, nie wiem czy brać ten sok, ma za
dużo słodzików.
Grace:
Nie zmieniam tematu.
Caitlin:
Dobra nie wiem co zrobię. Na pewno o tym nie powiem mamie. Nie
potrafię.
Dziewczyny
szły już w stronę stolika.
Grace:
Prędzej czy później się dowie...
Caitlin:
Tak, ale wtedy nie ode mnie.
Usiadły
do stolika.
Grace:
Słuchajcie, jeśli chodzi o te wszystkie SMS-y i karteczki. Czy
oprócz mojego liściku w szafce, i wczorajszego SMS-a do nas
wszystkich, coś jeszcze dostaliście?
Kevin
siedział cicho, przewracając łyżką w jogurcie. Nie chciał
powiedzieć o tym nikomu, dopóki sam tego nie sprawdzi.
Każdy
zaprzeczył.
Max:
Kurde, trzeba znaleźć tego frajera, który nam to wysyła.
Nagle
z megafonów podłączonych do ścian w stołówce, rozległ się
głos. To oznaczało,że dyrektor chce coś ogłosić.
Dyrektor:
Przypominam, że dzisiaj o godzinie 17:30 odbędzie się coroczny
''Bieg po zdrowie''. Z naszej szkoły zgłosiły się tylko pięć
osób : Dennis Marcus, Ashley Richards, Zack Stewart, Alison Turner
oraz Jill Brenner. Powodzenia!
Przyjaciele
spojrzeli dziwnie na Jill.
Jill:
No co?
Caitlin:
Ty? Biegi?
Jill:
No co? Przecież lubię wszystko co zdrowe.
Jill:
Okej. Ostatnio moja mama dowiedziała się że odbywa się ''Bieg po
zdrowie'' i powiedziała mi, że mam podtrzymywać tradycje, dlatego,
że ona co roku tak biegała i wygrywała. Więc nie mam wyboru.
Mojej mamie lepiej nie odmawiać.
Wszyscy
zaczęli zbierać się na lekcje. Jill spojrzała na plan który
miała w kieszeni. Następna lekcja to historia. Nienawidziła jej.
Nagle zadzwonił dźwięk SMS-a. Znowu wiadomość z zablokowanego
numeru. Było napisane:
Godzina 16:55
Dom Caitlin Hampton
Caitlin właśnie wyszła z
pokoju w stronę kuchni. Gdy do niej weszła ujrzała tatę, który
wrócił z uczelni i pocałował się z jej mamą – Jane Hampton.
Caitlin starała się na to nie patrzeć. W jej głowie był obraz
szczęśliwej rodziny a tak naprawdę wszystko się obróciło do
góry nogami.
Nick (tata Caitlin) : O jest i
Caitlin. Słuchajcie mam pomysł: Może wybierzemy się jutro razem
do kina. Podobno grają jakąś fajną komedię.
Jane (mama Caitlin): Świetny
pomysł! Jestem za. Prawda, Caitlin?
Dziewczyna szła w stronę
drzwi. Chciała wyjść z tej ''kłamliwej sielanki ojca''. Zrobiła
minę zbitego szczeniaka i szybko opanowała łzy w jej oczach.
Caitlin: Przepraszam, nie
mogę.
Wybiegła z domu. Nick zrobił
dziwną minę.
Nick: Co z nią jest?
Jane: Pójdź się spytać.
Pewnie coś się stało w szkole.
Nick wyszedł za Caitlin.
Zobaczył ją przy bramie.
Nick: Co się stało?
Dziewczyna miała tego dość.
Właśnie w tym momencie coś w niej pękło.
Caitlin: Dlaczego to zrobiłeś?
Nick: O czym ty mówisz?
Caitlin: Daruj sobie.
Widziałam was.
Nick: Ale kogo?
Caitlin: Tato, przestań już
tak cholernie kłamać!! Widziałam cię jak całowałeś się w
samochodzie ze studentką.
Nick włożył ręce w kieszeń
i spojrzał w dół.
Nick: Nie wiem co powiedzieć.
To była tylko taka chwila.
Caitlin: Ale jednak była.
Chwila w której zdradziłeś mamę.
Nick: Kiedy jej to powiesz? -
powiedział smutno.
Caitlin: Nie powiem. -
powiedziała kręcąc głową przecząco.
Nick: Jak to?
Caitlin: Posłuchaj, robię to
tylko i wyłącznie dla dobra mamy. Żeby nie zniszczyć naszej
rodziny. A teraz przepraszam ale muszę iść.
Godzina 17:25
Las koło szkoły w Hellsing
Meaks
-Uwaga. Zapraszamy uczestników
na Start – powiedział trener przez megafon.
Max: No to powodzenia Jill.
Grace: Dasz sobie radę.
Caitlin: Wygrasz to!
Kevin: Tylko nie połam nóg –
powiedział ze śmiechem.
Jill przypomniała sobie SMS-a
od blokowanego numeru. Mimo to zaśmiała się do Kevina.
Trener: Dobra zasady są
jasne. Biegniecie 8 kilometrów. Każdy ma przydzielone trasy, ale
tak samo odliczone. Kiedy będziecie biec, gdzieniegdzie będą
ustawione stoliki i napojami. Pamiętajcie, że musicie zebrać 10
małych zielonych flag. Powodzenia.
Uczestnicy zajęli pozycje.
Trener: Do startu! Gotowi!
Start!!!
Uczestnicy zaczęli biec.
Jakiś chłopak z innej szkoły zaczął wyprzedzać Jill, która o
dziwo była pierwsza.
Grace: Ooo. Jill jest druga.
Max: W końcu po coś ma te
długie nogi. Hahaha. Kevin? Idziemy po colę?
Kevin: Jasne. Chodźmy.
Caitlin korzystając z okazji,
postanowiła powiedzieć Grace o ojcu.
Caitlin: Powiedziałam ojcu.
Grace: Serio?
Caitlin: Taak, ale
stwierdziłam, że nie powiem mamie.
Grace: Przepraszam, że to
mówię ale dziwnie postępujesz. Rozumiem, że nie chcesz zniszczyć
ich małżeństwa, ale prędzej czy później prawdopodobnie twoja
mama się o tym dowie i lepiej, żeby nie dowiedziała, że ty o
tym wiedziałaś.
Caitlin spojrzała w dół.
Jednocześnie chciało się jej płakać a jednocześnie była
wściekła i do końca nie świadoma już tego co ma zrobić.
Caitlin: Nie wiem. Muszę to
jeszcze przemyśleć.
Właśnie przyszli Kevin i Max
z czterema puszkami coca-coli.
Godzina 17:47
Droga z numerem 4 w lesie
Jill była blisko drogi z
czwartym numerem. Daleko przed nią biegł jakiś uczestnik, który
wziął ze stolika wodę i przebiegł tak gwałtownie, że jedna z
butelek spadła na podłogę. Nagle z krzaków wyszła na czarno
ubrana postać.
Miała w ręce strzykawkę z jakąś bezbarwną
substancją. Nieznajomy wyrzucił wszystkie inne butelki z napojami
daleko do lasu. Zostawił jedną butelkę z wodą do, której
wstrzyknął swoją substancję. Odszedł.
Po dwóch minutach spragniona
Jill biegła po napój. Była bardzo zdziwiona, że została tylko
jedna butelka wody.
Odkręciła nakrętkę i wypiła dwoma łykami
całą wodę. Pomyślała, że trochę sobie usiądzie na trawie,
gdyż reszta uczestników z jej drogi była bardzo daleko za nią.
Siedziała około pięć minut. Nagle zakręciło się jej w głowie.
Schowała ją w kolana.
Nieoczekiwanie opadła na ziemię. Po prostu
straciła na chwilę przytomność. Czarna, zakapturzona postać
nagle pojawiła się obok niej. Chwyciła ją za rękę i ciągła
przez las, aż do starej szopki przy końcu lasu.
Godzina 18:09
Szopka przy końcu lasu
Jill powoli odzyskiwała
przytomność. W pierwszym momencie otworzyła szeroko oczy. Miała
związane ręcę. Wzdrygnęła się. Była w jakieś starej szopie.
Rozglądając się po niej, coś się zaświtało. Znała te miejsce. Jest to stara odbudowana szopa Bransonów.
Jill: Co ja tu robię?
Do szopy weszła zakapturzona
postać. Jill westchnęła.
Jill: O boże. To ty! Czego od
nas chcesz? Daj nam spokój!
Nieznajomy przykleił jej na
usta taśmę. Jill koniecznie chciała zobaczyć twarz, lecz ten ktoś
miał coś czarnego na niej i nie mogła za cholerę rozpoznać tego
kogoś.
Postać wzięła stojącą w
rogu benzynę. Jill zaczęła coś mówić przez zaklejone usta i
kiwać przecząco głową. Postać wyszła ze szopy i zaczęła
rozlewać benzynę po szopie i po trawie.
Jill z tego wszystkiego
zapomniała, że ma telefon w bluzie. Zrobiła tak aby jej wypadł z
kieszeni.
Zaczęła pisać
zaczerwienionymi rękoma SMS-a do Grace.
Godzina 18:23
Las obok szkoły w Hellsing
Meaks
Uczestnicy biegu zaczęli
powoli wracać na metę. Pierwszy był jakiś chłopak z innej
szkoły.
Cailtin: Kurcze, a gdzie jest
Jill? Już dawno powinna być.
Grace dostała SMS-a.
Caitlin spojrzała na nią z
niepokojem.
Caitlin : Co jest?
Grace: O Boże.
Max: Co się stało?
Grace: To SMS od Jill.
Napisała: Pomocy. Jestem w szopie Bransonów. Złapał mnie ktoś.
Chcę mnie podpalić. Pośpieszcie się! I dzwońcie już po straż.
Max: Cholera. Trzeba tam
jechać. Gdzie to jest?
Kevin: Chyba za lasem.
Max: Kevin ty prowadzisz.
Wsiedli do samochodu.
Caitlin: Gorzej jak ten ktoś
nas podpuszcza.
Kevin: Musimy tam jechać.
Inaczej się nie dowiemy.
Ruszyli. Kevin jechał
najszybciej jak się dało przez las.
Po paru minutach byli już na
miejscu. Zobaczyli, że szopa zaczynała się palić.
Grace: Kurde. Straży jeszcze
nie ma.
Max: Kurde. Nie mamy czasu na
straż.
Chłopak wziął wąż
ogrodowy, który był obok części szopy, która się nie paliła.
Zaczął lać z niego wodę. Pożar ustępował. Caitlin, Grace i
Kevin wynieśli odwodnioną Jill z szopy.
Zawieźli ją do domu, w
którym na szczęście nie było jej rodziców, bo nie zamierzali o
tym z nimi rozmawiać. Szopa spaliła się w połowie. Max
powiedział, że weźmie za to odpowiedzialność i powie
właścicielom starej szopy, że zobaczył jak się pali i próbować
powstrzymać pożar.
Godzina 22:46
Dom Jill Brenner
Jill skończyła dopiero jeść
kolację. Wypiła herbatę i postanowiła położyć się już spać.
Usłyszała na dworze jakieś
dziwne pukanie. Wyszła na zewnątrz. Mimo, iż był to jakiś kot
weszła z powrotem wystraszona do środka. Po kąpieli wreszcie
położyła się spać przy otwartym oknie. Uwielbiała tak spać. O
23 zadzwonili rodzice informując ją, że wrócą jutro o 14. o
23:30 wreszcie zasnęła.
Godzina 9:00. Rano
Jill powoli się budziła.
Dziwnie się czuła. Nagle spostrzegła, że ma na głowie założoną
swoją koronę z końca poprzedniego roku szkolnego.
Koronę, którą
wygrała, tamtej nocy kiedy potrącili tego faceta. Usiadła.
Zobaczyła, że na łóżku są jej włosy. Poobcinane.
Dotknęła
swoich włosów na głowie. Nie sięgały jej już do pasa.
Ktoś je
w nocy obciął i założył jej na głowę koronę. Mocno
zdenerwowana i wystraszona wstała, żeby zobaczyć się w lustrze.
Cały czas mocno oddychała.
Podeszła do lustra na, którym wielkimi
literami było napisane : ''JUŻ WKRÓTCE...'' . Było to napisane
jej ulubioną, czerwoną szminką. Jill złapała się za głowę i
zaczęła mocno krzyczeć. Z nerwów uderzyła pięścią w lustro,
które się rozbiło na kawałki.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na czwarty odcinek :) Piszcie opinie :) Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz