poniedziałek, 11 stycznia 2016

Odcinek 4 - ''Gone Girl''

Odcinek 4
 ''Gone Girl'' 


Godzina 9:24
Liceum w Hellsing Meaks
Przerwa śniadaniowa


      Był czas na przerwę śniadaniową w stołówce. Jill, Max i Kevin jedli już przy tym samym stoliku co zawsze. Caitlin i Grace stali jeszcze w kolejce po frytki i sok.
Caitlin: Dzięki, że mogłam u ciebie wczoraj spać.
Grace: Spoko. Słuchaj: A wiesz już co zrobisz no ze.....sprawą swojego taty? - powiedziała cicho.
Caitlin wzięła do ręki sok udając, że czyta jego skład.
Caitlin: Kurdę, chcę trochę schudnąć, nie wiem czy brać ten sok, ma za dużo słodzików.
Grace: Nie zmieniam tematu.
Caitlin: Dobra nie wiem co zrobię. Na pewno o tym nie powiem mamie. Nie potrafię.
Dziewczyny szły już w stronę stolika.
Grace: Prędzej czy później się dowie...
Caitlin: Tak, ale wtedy nie ode mnie.
Usiadły do stolika.
Grace: Słuchajcie, jeśli chodzi o te wszystkie SMS-y i karteczki. Czy oprócz mojego liściku w szafce, i wczorajszego SMS-a do nas wszystkich, coś jeszcze dostaliście?
Kevin siedział cicho, przewracając łyżką w jogurcie. Nie chciał powiedzieć o tym nikomu, dopóki sam tego nie sprawdzi.
Każdy zaprzeczył.
Max: Kurde, trzeba znaleźć tego frajera, który nam to wysyła.
Nagle z megafonów podłączonych do ścian w stołówce, rozległ się głos. To oznaczało,że dyrektor chce coś ogłosić.
Dyrektor: Przypominam, że dzisiaj o godzinie 17:30 odbędzie się coroczny ''Bieg po zdrowie''. Z naszej szkoły zgłosiły się tylko pięć osób : Dennis Marcus, Ashley Richards, Zack Stewart, Alison Turner oraz Jill Brenner. Powodzenia!
Przyjaciele spojrzeli dziwnie na Jill.
Jill: No co?
Caitlin: Ty? Biegi?
Jill: No co? Przecież lubię wszystko co zdrowe.
Max: A tak serio?
Jill: Okej. Ostatnio moja mama dowiedziała się że odbywa się ''Bieg po zdrowie'' i powiedziała mi, że mam podtrzymywać tradycje, dlatego, że ona co roku tak biegała i wygrywała. Więc nie mam wyboru. Mojej mamie lepiej nie odmawiać.
        Wszyscy zaczęli zbierać się na lekcje. Jill spojrzała na plan który miała w kieszeni. Następna lekcja to historia. Nienawidziła jej. Nagle zadzwonił dźwięk SMS-a. Znowu wiadomość z zablokowanego numeru. Było napisane:

'' Widzimy się na mecie. Nie połam nóg.''



 





Godzina 16:55
Dom Caitlin Hampton

      Caitlin właśnie wyszła z pokoju w stronę kuchni. Gdy do niej weszła ujrzała tatę, który wrócił z uczelni i pocałował się z jej mamą – Jane Hampton. Caitlin starała się na to nie patrzeć. W jej głowie był obraz szczęśliwej rodziny a tak naprawdę wszystko się obróciło do góry nogami.

Nick (tata Caitlin) : O jest i Caitlin. Słuchajcie mam pomysł: Może wybierzemy się jutro razem do kina. Podobno grają jakąś fajną komedię.
Jane (mama Caitlin): Świetny pomysł! Jestem za. Prawda, Caitlin?
Dziewczyna szła w stronę drzwi. Chciała wyjść z tej ''kłamliwej sielanki ojca''. Zrobiła minę zbitego szczeniaka i szybko opanowała łzy w jej oczach.
Caitlin: Przepraszam, nie mogę.
Wybiegła z domu. Nick zrobił dziwną minę.
Nick: Co z nią jest?
Jane: Pójdź się spytać. Pewnie coś się stało w szkole.
Nick wyszedł za Caitlin. Zobaczył ją przy bramie.
Nick: Co się stało?
Dziewczyna miała tego dość. Właśnie w tym momencie coś w niej pękło.
Caitlin: Dlaczego to zrobiłeś?
Nick: O czym ty mówisz?
Caitlin: Daruj sobie. Widziałam was.
Nick: Ale kogo?
Caitlin: Tato, przestań już tak cholernie kłamać!! Widziałam cię jak całowałeś się w samochodzie ze studentką.
Nick włożył ręce w kieszeń i spojrzał w dół.
Nick: Nie wiem co powiedzieć. To była tylko taka chwila.
Caitlin: Ale jednak była. Chwila w której zdradziłeś mamę.
Nick: Kiedy jej to powiesz? - powiedział smutno.
Caitlin: Nie powiem. - powiedziała kręcąc głową przecząco.
Nick: Jak to?
Caitlin: Posłuchaj, robię to tylko i wyłącznie dla dobra mamy. Żeby nie zniszczyć naszej rodziny. A teraz przepraszam ale muszę iść.





 
Godzina 17:25
  Las koło szkoły w Hellsing Meaks

-Uwaga. Zapraszamy uczestników na Start – powiedział trener przez megafon.
Max: No to powodzenia Jill.
Grace: Dasz sobie radę.
Caitlin: Wygrasz to!
Kevin: Tylko nie połam nóg – powiedział ze śmiechem.
Jill przypomniała sobie SMS-a od blokowanego numeru. Mimo to zaśmiała się do Kevina.
Trener: Dobra zasady są jasne. Biegniecie 8 kilometrów. Każdy ma przydzielone trasy, ale tak samo odliczone. Kiedy będziecie biec, gdzieniegdzie będą ustawione stoliki i napojami. Pamiętajcie, że musicie zebrać 10 małych zielonych flag. Powodzenia.
Uczestnicy zajęli pozycje.
Trener: Do startu! Gotowi! Start!!!
Uczestnicy zaczęli biec. Jakiś chłopak z innej szkoły zaczął wyprzedzać Jill, która o dziwo była pierwsza.
Grace: Ooo. Jill jest druga.
Max: W końcu po coś ma te długie nogi. Hahaha. Kevin? Idziemy po colę?
Kevin: Jasne. Chodźmy.
Caitlin korzystając z okazji, postanowiła powiedzieć Grace o ojcu.
Caitlin: Powiedziałam ojcu.
Grace: Serio?
Caitlin: Taak, ale stwierdziłam, że nie powiem mamie.
Grace: Przepraszam, że to mówię ale dziwnie postępujesz. Rozumiem, że nie chcesz zniszczyć ich małżeństwa, ale prędzej czy później prawdopodobnie twoja mama się o tym dowie i lepiej, żeby nie dowiedziała, że ty o tym wiedziałaś.
Caitlin spojrzała w dół. Jednocześnie chciało się jej płakać a jednocześnie była wściekła i do końca nie świadoma już tego co ma zrobić.
Caitlin: Nie wiem. Muszę to jeszcze przemyśleć.
Właśnie przyszli Kevin i Max z czterema puszkami coca-coli.





Godzina 17:47
Droga z numerem 4 w lesie

      Jill była blisko drogi z czwartym numerem. Daleko przed nią biegł jakiś uczestnik, który wziął ze stolika wodę i przebiegł tak gwałtownie, że jedna z butelek spadła na podłogę. Nagle z krzaków wyszła na czarno ubrana postać. 
Miała w ręce strzykawkę z jakąś bezbarwną substancją. Nieznajomy wyrzucił wszystkie inne butelki z napojami daleko do lasu. Zostawił jedną butelkę z wodą do, której wstrzyknął swoją substancję. Odszedł.

Po dwóch minutach spragniona Jill biegła po napój. Była bardzo zdziwiona, że została tylko jedna butelka wody.
 Odkręciła nakrętkę i wypiła dwoma łykami całą wodę. Pomyślała, że trochę sobie usiądzie na trawie, gdyż reszta uczestników z jej drogi była bardzo daleko za nią. Siedziała około pięć minut. Nagle zakręciło się jej w głowie. Schowała ją w kolana.
 Nieoczekiwanie opadła na ziemię. Po prostu straciła na chwilę przytomność. Czarna, zakapturzona postać nagle pojawiła się obok niej. Chwyciła ją za rękę i ciągła przez las, aż do starej szopki przy końcu lasu.


Godzina 18:09
Szopka przy końcu lasu

Jill powoli odzyskiwała przytomność. W pierwszym momencie otworzyła szeroko oczy. Miała związane ręcę. Wzdrygnęła się. Była w jakieś starej szopie. Rozglądając się po niej, coś się zaświtało. Znała te miejsce. Jest to stara odbudowana szopa Bransonów.
Jill: Co ja tu robię?
Do szopy weszła zakapturzona postać. Jill westchnęła.
Jill: O boże. To ty! Czego od nas chcesz? Daj nam spokój!
Nieznajomy przykleił jej na usta taśmę. Jill koniecznie chciała zobaczyć twarz, lecz ten ktoś miał coś czarnego na niej i nie mogła za cholerę rozpoznać tego kogoś.
Postać wzięła stojącą w rogu benzynę. Jill zaczęła coś mówić przez zaklejone usta i kiwać przecząco głową. Postać wyszła ze szopy i zaczęła rozlewać benzynę po szopie i po trawie.
Jill z tego wszystkiego zapomniała, że ma telefon w bluzie. Zrobiła tak aby jej wypadł z kieszeni.
Zaczęła pisać zaczerwienionymi rękoma SMS-a do Grace.




Godzina 18:23
Las obok szkoły w Hellsing Meaks


     Uczestnicy biegu zaczęli powoli wracać na metę. Pierwszy był jakiś chłopak z innej szkoły.
Cailtin: Kurcze, a gdzie jest Jill? Już dawno powinna być.
Grace dostała SMS-a.
Caitlin spojrzała na nią z niepokojem.
Caitlin : Co jest?
Grace: O Boże.
Max: Co się stało?
Grace: To SMS od Jill. Napisała: Pomocy. Jestem w szopie Bransonów. Złapał mnie ktoś. Chcę mnie podpalić. Pośpieszcie się! I dzwońcie już po straż.
Max: Cholera. Trzeba tam jechać. Gdzie to jest?
Kevin: Chyba za lasem.
Max: Kevin ty prowadzisz.
Wsiedli do samochodu.
Caitlin: Gorzej jak ten ktoś nas podpuszcza.
Kevin: Musimy tam jechać. Inaczej się nie dowiemy.
Ruszyli. Kevin jechał najszybciej jak się dało przez las.
Po paru minutach byli już na miejscu. Zobaczyli, że szopa zaczynała się palić.
Grace: Kurde. Straży jeszcze nie ma.
Max: Kurde. Nie mamy czasu na straż.
 
Chłopak wziął wąż ogrodowy, który był obok części szopy, która się nie paliła. Zaczął lać z niego wodę. Pożar ustępował. Caitlin, Grace i Kevin wynieśli odwodnioną Jill z szopy.

 Zawieźli ją do domu, w którym na szczęście nie było jej rodziców, bo nie zamierzali o tym z nimi rozmawiać. Szopa spaliła się w połowie. Max powiedział, że weźmie za to odpowiedzialność i powie właścicielom starej szopy, że zobaczył jak się pali i próbować powstrzymać pożar.


 
Godzina 22:46
  Dom Jill Brenner



Jill skończyła dopiero jeść kolację. Wypiła herbatę i postanowiła położyć się już spać.
Usłyszała na dworze jakieś dziwne pukanie. Wyszła na zewnątrz. Mimo, iż był to jakiś kot weszła z powrotem wystraszona do środka. Po kąpieli wreszcie położyła się spać przy otwartym oknie. Uwielbiała tak spać. O 23 zadzwonili rodzice informując ją, że wrócą jutro o 14. o 23:30 wreszcie zasnęła.

Godzina 9:00. Rano

Jill powoli się budziła. Dziwnie się czuła. Nagle spostrzegła, że ma na głowie założoną swoją koronę z końca poprzedniego roku szkolnego. 
Koronę, którą wygrała, tamtej nocy kiedy potrącili tego faceta. Usiadła.
 Zobaczyła, że na łóżku są jej włosy. Poobcinane. 
Dotknęła swoich włosów na głowie. Nie sięgały jej już do pasa.
 Ktoś je w nocy obciął i założył jej na głowę koronę. Mocno zdenerwowana i wystraszona wstała, żeby zobaczyć się w lustrze. Cały czas mocno oddychała.
 Podeszła do lustra na, którym wielkimi literami było napisane : ''JUŻ WKRÓTCE...'' . Było to napisane jej ulubioną, czerwoną szminką. Jill złapała się za głowę i zaczęła mocno krzyczeć. Z nerwów uderzyła pięścią w lustro, które się rozbiło na kawałki. 



----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Zapraszam na czwarty odcinek :) Piszcie opinie :)  Mam nadzieję, że się Wam spodoba :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz